niedziela, 25 grudnia 2016

I:Rozdział 11 - Ligilimencja

Srebrne, połyskujące klucze, drewniane drzwi, znowu zamknięta za karę w pokoju w sierocińcu. Wychowawczyni z paskiem w ręku. Wściekły, czarny jak noc pies goniący ją po ulicach Londynu. Jakiś facet w czapce, który ją obserwował spod jabłoni w parku. Kolejna jedynka z matematyki i awantura w domu dziecka. Bójka z kolegą z klasy...
- Dość! - Nina krzyknęła i usunęła się na kolana, podpierając się rękoma o zimną, kamienną podłogę lochów. Do oczu cisnęły się jej łzy. To kilkunasta już z kolei lekcja ligilimencji ze Snape'm, a ona dotąd nie mogła zabronić mu wejścia do swojego umysłu.
- Za słabo, czy ty nie możesz... - warknął nauczyciel i urwał wpół zdania. Mistrz Eliksirów był jak dotąd wyrozumiały, ale Nina zorientowała się, że od kilku lekcji jego cierpliwość się kończy.
- Staram się! Miał mnie pan uczyć ligilimencji, a nie jakiejś obrony umysłu - odpowiedziała, wstając z podłogi i otrzepując kurz z ubrudzonej szaty.
- W swoim czasie. Aby dysponować jakąś bronią, trzeba najpierw umieć się przed nią obronić. Jeżeli nie chcesz, nie musisz się tu męczyć. Proszę bardzo, nie sprawia mi satysfakcji uczenie niewdzięcznych bachorów rzeczy, których oni nie...
- Ale ja chcę się uczyć, tylko... to strasznie trudne - westchnęła, opanowując nerwy. Wiedziała, że kłótnią może tylko rozwścieczyć nauczyciela, a tego z całą pewnością nie chciała.
- Więc nie marudź - odpowiedział Snape, wyciągając przed siebie różdżkę.
- Ale nie teraz. Na dzisiaj już koniec - zaprotestowała Nina, odsuwając się na bok, poza pole rażenia różdżki profesora.
- Nie ty tutaj rozkazujesz - Snape przeszył ją mrożącym krew w żyłach wzrokiem. Czasami trochę bała się tego spojrzenia, ale wiedziała, że Snape ma do niej szczególną słabość. W końcu chyba by jej nie uczył, gdyby jej nie lubił, prawda?
- Jestem zmęczona, a mam dzisiaj transmutację na pierwszej i chcę jeszcze trochę odpocząć... I tak nie poradzę sobie z taką ilością ćwiczeń.
- A idź. Co mnie tam obchodzi co... - Nina nie słyszała już ostatnich słów nauczyciela, ponieważ wybiegła z komnat Snape'a. Od kilku tygodni uczył jej ligilimencji, a jakoś nie za bardzo jej się udawało. Nie sądziła nigdy, że będzie łatwo, ale z dnia na dzień czuła się bardziej rozczarowana brakiem postępów. Coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że być może nigdy się jej nie uda opanować ligilimencji. Mimo tego, że była zawiedziona, jedna rzecz szczególnie podnosiła ją na duchu. Nie jest podobna do swojego ojca.
***
Miała jeszcze kilkanaście minut do rozpoczęcia pierwszej lekcji - transmutacji z profesor McGonagall. Wszyscy uczniowie już skończyli śniadanie, więc korytarze były pełne przechodzących obok, śmiejących się, kłócących, przemykających pod ścianami młodych czarodziejów. Nina, ubrana w czarną szatę szkolną, skierowała się w stronę schodów prowadzących na pierwsze piętro, gdzie mieściła się sala transmutacji. Ślizgoni uczęszczali na te lekcje z Hufflepuffem, więc Nina miała nadzieję, że znowu jakiś gapowaty Puchon zwróci uwagę nauczycielki, a ona będzie mogła w spokoju przemyśleć parę spraw.
- Hej - usłyszała i błyskawicznie odwróciła głowę w prawą stronę, skąd dochodził głos. Zobaczyła Harry'ego oraz Rona i Hermionę biegnących po schodach i próbujących dogonić zielonookiego Gryfona.
- Czy wy nie macie zielarstwa? - zapytała Ślizgonka, przyglądając się Gryfonom.
- Ma...mamy, ale musimy pogadać - wysapała Hermiona, łapiąc się za boki i lekko pochylając. Nina rozejrzała się na boki i sprawdziła, ile osób się im przygląda.
- Chodźcie, pogadamy na górze - zaproponowała Nina, przeskakując po dwa stopnie i już po chwili znajdowała się na pierwszym piętrze. Przecisnęła się pomiędzy dyskutującymi o czymś zawzięcie Krukonami i podeszła do ławki ustawionej w odległej części korytarza. Po chwili dołączył do niej Harry oraz dyszący ciężko Ron i Hermiona.
- Więc... o czym chcieliście pogadać? - zapytała Nina, przysiadając na skraju ławeczki. Tuż obok niej opadła Hermiona, za to chłopcy stanęli niedaleko.
- Musimy wykraść Kamień Filozoficzny - powiedział Harry, ściszając głos. Ninę zamurowało. Nie myślała o tej sprawie już dobre kilka tygodni. Myślała, że jej przyjaciele zaprzestali już poszukiwań.
- Zwariowałeś? Po co mamy to robić? - zapytała po chwili milczenia.
- Snape chce go wykraść - dodał Ron, nachylając się lekko ku Ninie i Hermionie.
- Snape? - szepnęła, zaskoczona słowami Gryfona. Nie namyślając się długo, odrzuciła tą hipotezę. Nie, Snape nie mógłby chcieć wykraść tego kamienia. Pomagał jej, powiedział o ojcu, zachował to w tajemnicy, a do tego uczył jej Ligilimencji. Wiedziała, mimo że nauczyciel zdecydowanie sprawiał wrażenie złoczyńcy spod ciemnej gwiazdy, to jednak nie byłby w stanie czegoś ukraść... przynajmniej nie w jej wyobrażeniach.
- Widzieliśmy, jak zakradał się do tego nietoperza... - zaczęła Hermiona, jednak Nina błyskawicznie jej przerwała.
- Skąd pewność, że to on? - przerwała jej Ślizgonka.
- Nina, wszystko idealnie do siebie pasuje! On poszedł w nocy do nietoperza, jednak nie dał rady przejść dalej i wyleciał stamtąd szybciej niż tłuczek walnięty przez Freda - wtrącił Ron, rozbawiając swoim porównaniem pozostałą trójkę.
- Wierzysz nam? - zapytał Ninę Harry, niszcząc miłą atmosferę. Ślizgonka zawahała się przed odpowiedzią. Nie chciała oskarżać nauczyciela zbyt pochopnie.
- Wierzę, jednak... to, że tam był, to nie musi znaczyć, że chce ukraść kamień - odpowiedziała cicho. Ron skrzyżował ręce na piersi i pełnym wyrzutu głosem powiedział
- Więc nam nie wierzysz, a to tego bronisz Nietoperza.
- Nikogo nie bronię - zaprzeczyła gwałtownie Nina.
Gryfoni zamilkli na chwilę. Po minie Hermiony widać było, że dziewczyna zbiera argumenty, aby oskarżyć nauczyciela. Ciekawe czy to chłopacy ją do tego namówili, żeby szpiegować Snape'a, czy sama to wymyśliła? Nina uznała jednak, że to drugie nie pasuje do wiecznie poukładanej, niełamiącej zasad Gryfonki.
- Jak nie chcesz nam pomagać, to nie rób tego. Ale myślałem, że jesteś po naszej stronie - zabrał głos Ron. - Nigdy nie lubiłem Ślizgonów - dodał po chwili. Nina spojrzała spode łba na rudowłosego czarodzieja i posłała mu zdziwione spojrzenie. Czuła, że od początku jej nie ufał. Był zbyt uprzedzony co do Ślizgonów.
- Chcę wam pomóc, ale nie wiem jak - powiedziała Nina, wstając z ławki i stając naprzeciwko chłopaków.
- Nie potrzebujemy twojej pomocy. Po prostu myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi i warto cię poinformować o naszych przypuszczeniach - prychnął Ron, odwracając głowę w drugą stronę. Hermiona posłała mu zabójcze spojrzenie, natomiast Harry błądził wzrokiem dookoła i co chwilę kierował go na czarnowłosą Ślizgonkę.
Nina już całkowicie się pogubiła. Nie wiedziała, czy to Gryfoni są zbyt dziecinni, czy to ona jeszcze nie dorosła do tego, żeby w pełni ufać swoim przyjaciołom. Przecież wszystko było dobrze, dlaczego oni muszą to tak utrudniać? - pomyślała, poprawiając torbę na ramieniu i krzyżując ręce na piersi.
- Ej. Nie lubię kłócić się z... przyjaciółmi. Możemy więc tego nie robić? Okay, może Snape rzeczywiście chce ukraść Kamień Filozoficzny. Ale w jaki sposób możemy go zdobyć pierwsi? Być może już go ma - Nina sama nie wierzyła w to, co mówi, ale postanowiła złagodzić trochę ich sprzeczkę. Gryfoni jednak milczeli jak grób, a monotonną ciszę przerwał dopiero głos Harry'ego.

- Więc idźmy po niego.
Pozostała trójka jak jeden mąż zwróciła głowy na zielonookiego Gryfona.
- Jak to idźmy? Nie możemy przecież jak gdyby nigdy nic wparować na trzecie piętro, nie wzbudzając niczyich podejrzeń - powiedziała Nina.
- Jesteś pewna? - zapytał Harry. Nina uśmiechnęła się lekko, przypominając sobie Pelerynę Niewidkę Harry'ego.
- Dobra, możemy się tam zakraść, ale może najpierw zróbmy coś mniej wyglądającego na próbę samobójczą? - zasugerowała Ślizgonka.
- Możemy obserwować Snape'a - dodał speszony Harry. - Jak zacznie zbliżać się do kamienia, to wtedy wślizgniemy się i jakoś postaramy się go zabrać.
- A co z tym nietoperzem? Przecież nie damy rady go zabić - zabrał głos Ron, który zdążył się już przestać dąsać na cały świat, co wychodziło mu dość dobrze.
- Poszperałam trochę w bibliotece i znalazłam kilka przydatnych informacji. Po pierwsze nasz zwierzak nazywany jest Ogniomiotem Norweskim, potocznie mówi się o nim ognisty smok. Czytałam też, że ogień sprawia, że staje się agresywny. Musimy jedynie zgasić otaczający go ogień i powinniśmy z łatwością przejść obok niego - wyrecytowała bez zająknięcia się Hermiona.
- Teoretycznie - mruknął Harry, komentując tym samym słowa przyjaciółki.
- No właśnie, teoria jest najważniejsza, z praktyką damy sobie radę - uśmiechnęła się Nina. Po sekundzie młodzi czarodzieje usłyszeli charakterystyczny odgłos dzwonu, oznajmiający początek zajęć lekcyjnych.
- Lecę na transmutację, pogadamy później - powiedziała i zaczęła wbiegać na schody, przeciskając się pomiędzy starszymi uczniami. Doznała już dawno na własnej skórze, że pierwszoroczni nigdy nie mają łatwo. Miała nadzieję, że zdąży na lekcję na czas, od zawsze bardzo szybko biegała. Na miejscu była już po niecałej minucie. Ucieszyła się, że nie będzie miała kolejnego spóźnienia, ponieważ reszta uczniów właśnie wchodziła do sali. Weszła do klasy jako ostatnia i zauważyła, że wszystkie miejsca są już zajęte. Prawie wszystkie. Przeklęła własny los i nie odzywając się ani słowem usiadła obok Draco, który uśmiechnął się chytrze. Jak młoda czarodziejka mogła się spodziewać, usta Malfoy'a otworzyły się zaraz po tym, jak nauczycielka odwróciła się do tablicy, aby zapisać temat lekcji.
- Wyspałaś się? - zapytał szeptem, nachylając się lekko ku niej.
- A co to za pytanie? - odpowiedziała, maczając pióro w atramencie i zapisując temat lekcji.
- No bo wstajesz o piątej rano, wracasz późno... - zaczął wymieniać, jednak Nina błyskawicznie mu przerwała.
- Skąd ty wiesz, o której ja wstaję? Śledzisz mnie czy Pansy zaczęła na mnie kablować? - warknęła.
- Oj, niegrzeczna Nina...
- Zamknij się - uciszyła go, odwracając głowę w jego stronę tak, że ich spojrzenia na moment się skrzyżowały.
- Różki rosną, co? - zadrwił Draco, leniwie wyjmując podręcznik z plecaka.
- Zamknij mordę - powiedziała, jednak trochę za późno się zorientowała, że jej słowa zabrzmiały trochę za głośno.
- Profesor McGonagall, Nina powiedziała, żeby pani zamknęła... - zaczęła skarżyć Millicenta, wskazując na Ninę palcem.
- Słyszałam, co powiedziała - uciszyła ją nauczycielka. Nina skuliła się lekko i wbiła wzrok w zeszyt. Musiała przyznać, że transmutacja była jedną z lekcji, na których najczęściej dostawała szlaban, lub to przez nią Slytherin tracił punkty.
- Panno Riddle, to nie pierwsze pani niepoprawne zachowanie na mojej lekcji... - powiedziała nauczycielka, która podeszła do jej ławki i położyła otwartą dłoń na jej zeszycie. Nina podniosła wzrok i zobaczyła krytyczny wzrok nauczycielki, wydobywający się zza szkieł okrągłych, gustownych okularów.
- To nie było do pani... - zaczęła się tłumaczyć Nina, jednak jej wypowiedź została brutalnie przerwana przez McGonagall.
- Minus dziesięć punktów dla Slytherinu, jeszcze jedno takie zachowanie i wyślę cię do dyrektora, zapamiętaj - powiedziała tonem pełnym dezaprobaty i wróciła do omawiania sposobu zamiany wykałaczki w igłę.
Przez resztę lekcji Nina nie odpowiadała na irytujące zaczepki Draco. Poczuła ulgę, gdy w końcu zaczęła się przerwa między zajęciami. Miała szczerą chęć opuszczenia reszty dzisiejszych zajęć, ale jednak postanowiła nie dać się wyprowadzić w równowagi. Jeszcze tylko zielarstwo, zajęcia z panią Hooh i eliksiry. Jakoś przeżyje ten dzień.
OoOoOoOoOoO
Oto kolejny rozdział na nieczytanym przez nikogo blogu :) Pozdrawiam ludzi, którzy w jakiś niejasny sposób zabrnęli w najczarniejsze odmęty internetów i odnaleźli to opowiadanie :D

piątek, 9 grudnia 2016

I:Rozdział 10 - Bolesna prawda


Cholera. Jasna, jedna, wielka cholera! Czy moje życie nie może być normalne? Ok, bycie czarownicą nie jest do końca normalne, ale córka Voldemorta?! Ludzie no, ja oszaleję! - Nina nie pamiętała już, jak długo siedziała na wieży astronomicznej, ale na pewno nie była to krótka chwilka. Po słowach, które niedawno usłyszała z ust Snape'a nic nie motywowało jej do pójścia na zajęcia. Jak na razie podjęła kilka decyzji. Po pierwsze teraz nie może powiedzieć o tym przyjaciołom. Po drugie musi nauczyć się ligilimencji, cokolwiek to jest. A po trzecie to zadbać o to, żeby nie martwić się swoimi rodzicami, a raczej rodzicem. Stała teraz na szczycie wieży, przyglądając się ptakom latającym na zewnątrz. Chłodny wiatr rozwiewał jej niedbale związane w kucyk włosy, a złociste promienie zimowego słońca odbijały się w jej oczach. Doszła do wniosku, że jednak dobrze jest nie wiedzieć kilku rzeczy. Pierwszy szok związany z poznaniem prawdy już minął. Teraz zaczynała dostrzegać inne strony tej sytuacji.
Po następnych kilku następnych minutach spędzonych na wieży doszła do wniosku, że nie powinna się tym wszystkim zamartwiać. Przecież nie jest taka sama jak jej ojciec. W końcu postanowiła zejść do dormitorium, przebrać się ze szkolnych szat w jakieś wygodniejsze rzeczy i trochę połazić po błoniach. Trochę zdziwiło ją to, że na korytarzach było pusto. O tej porze nigdy nie widziała pustych ławek pod oknami, a starsi uczniowie zawsze grali w czarodziejską zośkę albo szachy. Jednak postanowiła się tym nie przejmować i czym prędzej wyjść z zamku. Szybko wpadła do pokoju Ślizgonów, weszła do dormitorium, założyła czarne legginsy, wygodne tenisówki, niebieską koszulkę oraz bluzę z kapturem.
Po chwili już szła ścieżką prowadzącą wzdłuż jeziora leżącego nieopodal szkoły. Usiadła na brzegu, wzięła do ręki garść kamyków i zaczęła puszczać kaczki po tafli wody. Nigdy ta czynność specjalnie jej nie wychodziła, jednak już po kwadransie rzucony przez nią kamyk odbił się od tafli wody trzy razy. Nagle tuż za sobą usłyszała ciężkie kroki na kamieniach.
- Tak myślałem, że cię tu znajdę - tuż obok jej ucha usłyszała donośny, męski głos. Z szybkością błyskawicy odwróciła się w stronę drugiej osoby. Przed swoimi oczami zobaczyła krwistoczerwone oczy jakiegoś zwierzęcia.
- Cześć Hagridzie - westchnęła Nina, patrząc w górę na twarz gajowego Hogwartu. Źrenice, które na początku rzuciły się jej w oczy, należały do jakiegoś zwierzaka, z których zrobione było futro mężczyzny. Ostrożnie przeskoczyła na kamień znajdujący się bliżej brzegu i zeskoczyła na pożółkłą już nieco trawę.
- Rozmawiałem przed chwilą z profesorem Snape'm i wiesz... powiedział, że powinienem z tobą porozmawiać - powiedział gajowy, biorąc do ręki kamień i rzucając go do wody. Nina przez chwilę przyglądała się odbijającym się bez końca na tafli jeziora przedmiocie.
- O czym? - Nina już myślała o najbardziej bolesnym sposobie śmierci, który mogłaby wypróbować na nauczycielu. Nie mogła uwierzyć, że już po kilku minutach od ich rozmowy nauczyciel powiedział o wszystkim Hagridowi.
- Posłuchaj... sam nie wiem, dlaczego mi to powiedział. Do tej pory nie miałem pojęcia, że on wie... wie, że znałem twojego ojca - westchnął. Nina wstrzymała oddech na kilka sekund. Po chwili poczuła, że musi to wszystko odreagować i wzięła do ręki spory kamień, po czym z impetem rzuciła go do lustra jeziora.
- Dlaczego pan mi to mówi? Guzik mnie obchodzi mój ojciec - prychnęła, wsadzając ręce do kieszeni szkolnej szaty. Z jednej strony nie chciała znowu wracać do tego tematu, natomiast z drugiej ciekawość pożerała ją od środka. Co Hagrid ma wspólnego z jej ojcem? Przez opowieści starszych uczniów zaczęła się bać wymawiania jego imienia. Zapewne kilka miesięcy temu nie miałaby z tym problemu, jednak otoczenie czarodziejów mocno na nią wpłynęło.
- Obchodzi - z zamyślenia wyrwał ją głos gajowego.
- Dobra ... niech pan mówi. Ale ostrzegam, nie będę słuchała historyjek o tym, jak był okropny, że tak bardzo go przypominam i tym podobne, jasne?
Podczas chwili milczenia, która nastała po jej słowach, nie mogła ustać spokojnie. Balansowała teraz obiema stopami na kamieniu zanurzonym częściowo w wodzie. Nigdy nie miała znacznych problemów z utrzymaniem równowagi, jednak zauważyła, że jej nogi lekko drżą.
- Holipka, nawet nie wiem, od czego zacząć - wkrótce odezwał się mężczyzna, unosząc jedną rękę i drapiąc się po bujnej, kręconej brodzie.
- Po prostu... skąd pan go zna?
- Ehh... Uczył się ze mną na tym samym roku w Hogwarcie - Nina lekko zdziwiła się po tych słowach.
- Pan jest czarodziejem? - zapytała z niedowierzaniem. Nigdy nie widziała, żeby Hagrid czarował. Nie dostrzegła też różdżki w jego dłoni. Gajowy pokręcił głową na boki i lekceważąco machnął ręką.
- Nie ma o czym gadać. Więc... może tak... nie jesteś do niego podobna ani trochę. Twój ojciec był wzorem, najlepszym uczniem, pupilkiem nauczycieli. Zawsze sprawiał wrażenie takiego cichego, zamkniętego w sobie. Ty jesteś raczej jego przeciwieństwem...
- W takim razie co się stało, że stał się taki... zły?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wychowywał się w sierocińcu, więc może...
- To chyba po nim odziedziczyłam - wtrąciła dziewczyna.
- Możesz mi nie przerywać? - żachnął się Hagrid.
Nina przytaknęła niechętnie na słowa gajowego. Nie chciała się przyznać, że to, co mówił, bardzo ją intrygowało. Z natury była ciekawska, ale teraz miała wrażenie, że jeżeli nie dowie się czegoś więcej, to wydusi to z Hagrida siłą. Wiedziała jednak, że nie dałaby rady ogromnemu mężczyźnie, więc postanowiła poczekać, aż skończy swoją opowieść.
- W takim razie, na czym to ja... Wychował się w sierocińcu, zawsze brakowało mu rodziny, w szkole nie miał przyjaciół, myślę, że samotność i nienawiść do mugoli sprawiła, że stał się taki, jaki stał... ehh... nie znałem go zbyt dobrze, jednak jedna rzecz zawsze szczególnie mnie w nim ciekawiła. Mimo że... no... był, jaki był, arogancki, pycha aż wypływała mu przez dziurki w nosie, a do innych zwracał się jak do podwładnych... to zawsze był pupilkiem nauczycieli. Na prawdę... był dziwnym człowiekiem.
- Był? Więc nie żyje? - zapytała Nina, gdy gajowy skończył mówić.
- No... holipka... gdy próbował rozpętać wojnę... to wątpię, że zostało wtedy jeszcze w nim coś z człowieka.
- Jak to się stało, że poznał moją matkę? Dlaczego zakochała się w takim... psycholu? Z tego, co wiem, to urodziłam się jeszcze, gdy... Voldemort żył - pod koniec swojej wypowiedzi lekko ściszyła głos, jednak, nawet gdy wyszeptała imię swojego ojca, zauważyła, że Hagrid wzdrygnął się jakby rażony piorunem.
- Nie wymawiaj tego imienia - powiedział, rozglądając się na boki. Wyglądał, jakby wyczekiwał czegoś strasznego, co mogłoby się za chwilę wydarzyć. Ninie udzielił się jego nastrój i potarła dłońmi ramiona.
- Twoja matka... - kontynuował mężczyzna - ...ona była całkiem inna. Gdyby żyła może całkowicie inaczej potoczyłyby się losy wojny. Ale nie powiem ci dokładnie, jak było. Wiem tylko tyle, że krążyły plotki, że Sama-Wiesz-Kto zabił ją dlatego...że go zdradziła. Nie wiem dokładnie. Mówię, co słyszałem...
- Super, po prostu ekstra. Nie dość, że morderca jest moim jakże kochanym tatusiem, to jeszcze moja kochaniutka mamusia dała d**y innemu facetowi! - wrzasnęła, zeskakując z kamienia i rozchlapując wodę na wszystkie strony. Nie mogła dłużej słuchać opowieści Hagrida. Jak dla niej, to dowiedziała się za dużo w zbyt krótkim czasie.
- Młodej damie nie wypada tak... - powiedział zdziwiony gajowy, jednak Ślizgonka nie dała mu dokończyć.
- Przepraszam Hagridzie... muszę iść. Dziękuję... za rozmowę - powiedziała, odwracając się tyłem i idąc w stronę zamku. Po chwili jednak nie mogła znieść wolnego marszu i puściła się pędem do bram Hogwartu. Gdy dobiegła do lochów natychmiast wślizgnęła się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów i nie zważając na głupie zaczepki Draco pobiegła schodami na górę, do dormitorium. Kilka minut później siedziała na parapecie okna i patrzyła szeroko otwartymi oczami na niezwykłą, mylącą iluzję krajobrazu za szybą. Po jej policzku spłynęła duża, słona łza. Miała wrażenie, że sama jest teraz jak mieniący się czerwienią i brązem krajobraz, niestety nieprawdziwy. Pomyślała, że nie powinna istnieć, że jest tylko pomyłką, zwykłą pomyłką losu. Zaciągnęła ciemnozielone zasłony, aby nikt jej nie widział i objęła kolana ramionami. Po chwili jej chuda sylwetka zaczęła drgać pod wpływem szlochu, który wyrwał się z jej piersi. Wątpiła, czy tej nocy zdoła zmrużyć oczy choćby na kilka minut.