niedziela, 23 października 2016

I:Rozdział 7 - Noc Duchów

Po skończonych lekcjach Nina wybiegła z zamku, aby spotkać się z Harry'm. Umówili się na spotkanie przy wyjściu na błonia, ale chłopaka jeszcze nie było. Ślizgonka usiadła na schodkach prowadzących do zamku i czekała. Obserwowała liście, które już w różnych odcieniach brązu, czerwieni i żółci opadały z drzew. Dwa, pięknie wybarwione liście spadły obok jej stóp. Wyjęła różdżkę i szepnęła zaklęcie
-Wingardium Leviosa
Jeden z nich uniósł się w powietrze i zawisnął przed jej głową. Nina to pozwalała mu opaść, to znowu podrywała go do lotu, lub po prostu dawała mu kołysać się na wietrze. Obawiała się powiedzenia Harry'emu o zwierzęciu zamkniętym na trzecim piętrze, jednak postanowiła, że musi komuś powiedzieć.
- Cześc - usłyszała głos Gryfona zza swoich pleców. Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, do jej uszu dobiegł jeszcze jeden dźwięk.
- Mówiłeś, że idziemy na błonia! Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam gadać ze Ślizgonami.
Nina odwróciła się w stronę Harry'ego i jego przyjaciela. Miała cichą nadzieję, że Harry przyjdzie z nią porozmawiać sam, bez Rona. Rudowłosy Gryfon miał straszne uprzedzenia co do Ślizgonów, więc od ceremonii przydziału unikał Niny jak ognia.
- Nina chciała mi coś powiedzieć. Jak nie chcesz, to nie musisz tu być, zaraz co ciebie przyjdę - powiedział zielonooki Gryfon, siadając obok młodej czarodziejki.
- Nie zostawię cię tu samego - wymamrotał Ron i stanął przy barierce jak najdalej od Niny. Dziewczyna nie za bardzo wiedziała, od czego zacząć swoją opowieść.
- Tylko proszę was, nikomu o tym nie mówcie. Ty też Ron. To tajemnica - powiedziała na tyle głośno, żeby Ron usłyszał. Gdy ten dowiedział się, że to ściśle tajne zaciekawiony podszedł bliżej i usiadł obok Harry'ego.
- Dzisiaj rano byłam na trzecim piętrze - wyszeptała, nachylając się w stronę Gryfonów.
- Co? - zapytali oboje zdziwieni.
- Przecież tam nie wolno. Dyrektor zakazał... - Harry otworzył szeroko oczy i popatrzył z niedowierzaniem na Ninę.
- To było przypadkiem. Filch mnie gonił. Jestem pewna, że tam jest coś ukryte. Coś bardzo cennego. Drzwi do korytarza są zamknięte, a na końcu jest ukryte pomieszczenie, w którym jest zamknięty trójgłowy pies. Siedzi na jakiejś klapie, więc na pewno czegoś pilnuje - powiedziała, patrząc wyczekująco na chłopców. Po chwili milczenia pierwszy odezwał się Harry.
- Może ci się śniło... -zaproponował.
- Idioto nic mi się nie śniło. To było naprawdę. Jak chcesz, to idź i sam zobacz - Nina poczuła się urażona, ponieważ Gryfon jej nie wierzył.
- Dobrze, wierzę ci.
- Co robiłaś w nocy sama na korytarzu? Trochę to dziwne - zabrał głos Ron, spoglądając oskarżycielsko na Ninę. Dziewczyna westchnęła.
- Był ranek. Poszłam się przejść, ale Filch zaczął mnie gonić. Już wam to mówiłam. To jak, co robimy?
- Co ROBIMY? Jeżeli chcesz nas wciągać w jakieś swoje popaprane gierki, to przepraszam, ale my się wycofujemy - zaparł się rudowłosy Gryfon.
- W sumie... to jest szkoła czarodziejów, więc... wszystko jest możliwe. Nawet trójgłowy pies pilnujący jakiejś klapy na trzecim piętrze - powiedział po chwili milczenia Harry. Zanim jednak Nina zdążyła coś dodać, ponownie się odezwał.
- Jednak nie powinniśmy się do tego mieszać. To nie nasza sprawa.
Ślizgonka popatrzyła z niedowierzaniem na Gryfona. Niemożliwe, że Harry'ego nie zainteresowała jej opowieść. Ją samą ciekawość zżerała od środka. Chciała się dowiedzieć, czego pilnuje dziwaczny stwór. Postanowiła jednak dać chłopakom spokój.
- Was... naprawdę nie ciekawi, czego on pilnuje? - zapytała z nadzieją, że Harry pomoże jej się tego dowiedzieć.
- Słyszałaś Dumbledore'a. To nie jest sprawa uczniów - odparł zielonooki i wstając ze schodów, otrzepał szatę. Po chwili obaj Gryfoni zniknęli za wejściem do szkoły. Nina udała się do lochów, aby sprawdzić, co robią Pansy, Kate i Millicenta. Po drodze uświadomiła sobie jedno. Nikomu więcej nie mogła powiedzieć o swoim odkryciu. Tymbardziej Ślizgonom.
***
Miesiąc później nadszedł upragniony przez wszystkich uczniów dzień Nocy Duchów. Nina znała to święto raczej jako Halloween. Trochę tęskniła za chodzeniem po londyńskich domach i zabawy w 'cukierek albo psikus'. Podczas ostatnich tygodni kilka razy zakradła się w nocy na trzecie piętro, jednak nie mogła już otworzyć drzwi zaklęciem. Domyśliła się, że nauczyciele domyślili się o otwarciu przez kogoś z uczniów drzwi, jednak jak na razie nikt jej tego nie zarzucał.
Podczas Nocy Duchów odbywała się uroczyska uczta w Wielkiej Sali, gdzie młoda czarodziejka zmierzała właśnie razem z Kate. Gdy obie Ślizgonki weszły do Wielkiej Sali, zaniemówiły z wrażenia. Po całym, ogromnym pomieszczeniu rozmieszczone były dekoracje w kształcie dyni, świec, nietoperzy, duchów, pająków i tym podobnych rzeczy. Wszystko podświetlone było jaskrawym światłem świec, a hogwarckie duchy zdawały się być w znacznie lepszych humorach niż zazwyczaj. Nina zauważyła nawet Krwawego Barona, który powolnie szybował tuż przy samym sklepieniu Wielkiej Sali.
- Nigdy wcześniej go nie spotkałam - powiedziała Kate do Niny, wskazując na ducha zamieszkującego lochy.
- Ja raz - odpowiedziała młoda czarodziejka, zajmując miejsce przy stole Ślizgonów. Kątem oka zauważyła, że Prawie Bezgłowy Nick mruga do niej jednym okiem przelatując nad potrawami podanymi na stole Ravenclavu.
Gdy dyrektor rozpoczął swoje przemówienie większość Ślizgonów, w tym Nina, nudziła się tak bardzo, że niektórzy zaczęli podjadać potrawy znajdujące się na stole. Jednak gdy młoda czarodziejka zerknęła na drugi koniec sali, zauważyła, że Gryfoni z zainteresowaniem przyglądają się Dumbledore'owi.
- Gdzie jest Draco? - usłyszała szept po swojej prawej stronie. Pansy i Millicenta wymieniły zaniepokojone spojrzenia. Nina rzeczywiście dopiero teraz spostrzegła, że dzisiaj nigdzie nie widziała blondyna. Jednak po gruntownej obserwacji stołu Ślizgonów dostrzegła Malfoy'a. Zaśmiała się w duchu, ponieważ dziewczyny albo są kompletnie ślepe, lub zbyt przejęte Nocą Duchów, aby zauważyć chłopaka.
- Nie panikuj, właśnie wychodzi - Nina wskazała Pansy Draco, który właśnie opuszczał Wielką Salę. Pansy spojrzała pytająco na Ninę, ta jednak tylko wzruszyła ramionami.
Przez następne pięć minut dziewczyny zapomniały o dziwnym zachowaniu Draco. Nagle drzwi Wielkiej Sali gwałtownie się otworzyły, a do środka wbiegł krzyczący wniebogłosy, zdyszany profesor Quirrel
- Ratujcie! W lochach... - nauczyciel zrobił się lekko zielony na twarzy i z przerażeniem wyrytym na twarzy osunął się na podłogę. Wśród uczniów powstało ogromne zamieszanie. Wszyscy wstali od stołów i zaczęli wpadać jeden na drugiego.
- Cisza! - ryknął Dumbledore, a cała sala zamilkła. Było słychać tylko ciche jąkanie profesora Quirrela. Zanim ktokolwiek zdążył do niego podbiec, nauczyciel zemdlał.
To ma być nauczyciel? Nawet my, pierwszoroczni nie jesteśmy tacy tchórzliwi. Czego on tak się przestraszył? - pomyślała Nina, stając na ławie, aby cokolwiek widzieć.
Do profesora podbiegła McGonagall. Quirrel po odzyskaniu przytomności wyszeptał coś do niej. Rekcje uczniów na panikę Quirrela były przeróżne. Jednidosłownie cali dygotali ze strachu, natomiast starsi Ślizgoni drwili z nauczyciela obrony przed czarną magią. Nina przecisnęła się przez ogromny tłum uczniów i podeszła do Harry'ego. Może nie byli w najlepszych stosunkach, ale chciała go zapytać, co o tym wszystkim sądzi. Istniało przecież duże prawdopodobieństwo, że to ma związek z zamkniętym pomieszczeniem na trzecim piętrze.
Zanim jednak zdążyła się odezwać, wicedyrektorka podniosła głos i zwróciła się do prefektów, którzy podeszli bliżej niż większość młodych czarodziei
- Wszyscy uczniowie mają się znaleźć w swoich dormitoriach! Ślizgoni zostają w Wielkiej Sali!
Nina zwróciła się zdziwiona do Harry'ego.
- Co to ma do cholery by...
- Co się...- przerwał jej Ron.
- Draco! - pomyślała, ale po spojrzeniu Rona wywnioskowała, że chyba powiedziała to na głos.
- On o niczym nie wie. Idziecie ze mną? - dodała. Nie lubiła opryskliwego Ślizgona, jednak czuła, że powinna go ostrzec o tym, co mówił, a raczej wyjąkał, Quirrel.
- Do tej szumowiny? W życiu. - Ron wzruszył ramionami – Mówiłaś, że go nie lubisz.
- Nie lubię, ale też nie chcę, żeby został pożarty przez jakiegoś.... coś tam. Pa, spotkamy się potem.
- Czekaj... chciałaś coś ode mnie? - zapytał Harry, łapiąc ją za rękaw szaty.
- Tak... później pogadamy - odpowiedziała wymijająco i pobiegła w stronę lochów
Dziewczyna przecisnęła się przez grupę Krukonow zmierzających do dormitoriów i pobiegła w stronę lochów. Wszyscy Ślizgoni zostali w Wielkiej Sali, bo ich dormitoria znajdowały się właśnie w podziemiach Hogwartu. Dziewczyna na początku nie była z tego zadowolona, ale z czasem się przyzwyczaiła do ciemności panującej w lochach. Nina zatrzymała się przy rozwidleniu korytarzy. Nagle z jednego wydobył się krzyk. Dziewczyna nawet nie pomyślała, że Draco umie tak głośno wrzeszczeć. Pobiegła w stronę głosu. Na końcu korytarza, przy wejściu do pracowni eliksirów stał, a raczej leżał i pełzał wielki lśniący wąż, lecz nie był on zwykłym, ogromnym stworzeniem. Nina nie była nawet pewna, czy jest zwierzęciem. Wąż zamiast łusek miał pancerz, nie wiedziała, jak można to nazwać, wykonany z ognia. Stworzenie było wielkim wężem pokrytym lub stworzonym w całości z ognia. Za potworem, wciśnięty w róg korytarza stał Malfoy. Nina miała wielką ochotę zostawić go na pastwę losu, ale nie chciała mieć go na sumieniu. Nie bardzo wiedziała, co mogła w tej sytuacji zrobić, ale postanowiła, że spróbuje uratować Draco ten jego za bardzo Ślizgoński tyłek.
***
Draco stał wciśnięty w róg korytarza, a płomienie z pyska węża prawie go dosięgały. Nina miała już różdżkę w dłoni, gdy olbrzymi łeb potwora odwrócił się i utkwił przenikliwe spojrzenie w Ślizgonce. Draco natomiast dalej obserwował rozwój sytuacji i nawet nie sięgnął po różdżkę.
- Wingardium Leviosa- powiedziała Nina, wskazując na kilka cegieł leżących na podłodze, a one wzleciały w górę i zawisły nad wężem. Ślizgonka cofnęła zaklęcie, a kamienne cegły spadły prosto na łeb potwora. Jednak nie przyniosło to oczekiwanego przez Ninę rezultatu. Wąż jedynie rozwścieczył się jeszcze bardziej. Podpełzł bliżej młodej czarodziejki i zasyczał gniewnie. Nagle Ninę olśniło. Przecież wąż to ogień. Czy jednak uda jej się wykonać zaklęcie, które mieli przerabiać na lekcji dopiero pod koniec roku szkolnego?
- Aqamenti! - krzyknęła, jednak z jej różdżki nie wypłynął, jak się spodziewała strumień wody.
- Aquamenti! - spróbowała po raz drugi, tym razem udało jej się wyczarować malutką strużkę wody, która trafiła węża prosto w jedno z wściekle żółtych oczu. Stwór zasyczał gniewnie, a Nina miała teraz ostatnią szansę, może jej się uda?
- AQUAMENTI!!! - udało jej się. Wąż odpełzł na parę kroków od Niny, ale jednak i tam dosięgnęło go zaklęcie Ślizgonki. Potworny, głośny syk wypełnił lochy. Po chwili po stworze został tylko mały obłoczek pary wodnej unoszącej się nad posadzką. Spojrzenia Niny i Draco zetknęły się. Ślizgon podszedł powoli do Ślizgonki. Jego usta poruszały się, ale nie wydawały żadnego dźwięku, po chwili milczenia powiedział
- D...dzięki
- Oh, nasz Draconek się przestraszył, może mam zawołać mamusię?
- Czemu po mnie wróciłaś? - Malfoy odzyskał pewność siebie
- A jak myślisz?
- Może... Ninka martwi się o znienawidzonego Draco?
- Aż tak nisko nie upadłam, gamoniu. Po prostu nie chciałam potem mieć wyrzutów sumienia, jakbyś przypadkowo zemdlał ze strachu na widok.... tego czegoś.
W tym momencie Ślizgoni usłyszeli kroki dobiegające z drugiej strony korytarza. Po chwili pojawiły się w nim dwie postacie. Dyrektor Dumbledore i profesor McGonagall. Na widok uczniów zatrzymali się, jednak po chwili stali już przed młodymi czarodziejami.
- Riddle.... Malfoy? Mogę wiedzieć, co to ma znaczyć? Jak się tu znaleźliście, przecież Ślizgoni mieli zostać w Wielkiej Sali pod okiem profesora Snape'a. - zapytała ich McGonagall
- Pani profesor... my nie chcieliśmy... ale z drugiej strony lochy są już bezpieczne – Nina odpowiedziała nauczycielce.
- Jakim prawem wasza dwójka opuściła Wielką Salę? Mogliście tu zginąć. Ogniomioty syberyjskie są bardzo niebezpieczne. Teoretycznie powinniście dostać po tydzień szlabanu... ale w związku z tym, że nic się wam nie stało, odejmuję dziesięć punktów...
- Nie... aż tyle? Proszę pani... - protestowała Nina
-… każdemu z was – kontynuowała nauczycielka – Ale... - spojrzała na obłok pary wodnej w korytarzu – które z was rzuciło Aquamenti?
- Nina, j...ja nic nie zrobiłem, naprawdę...- wyjąkał Draco
- W takim razie – znowu przemówiła McGonagall – dodaję dziesięć punktów dla panny Riddle, za perfekcyjnie wykonane zaklęcie i... trochę szczęścia. Wracajcie do dormitorium, a w przyszłości proszę was, stosujcie się do poleceń nauczycieli.
Nina i Draco ukłonili się nauczycielom, a w zasadzie tylko Nina, bo Malfoy przeszedł obok nich obojętnie. Już po chwili wchodzili do pokoju Ślizgonów.
- Nina – Draco powiedział do Ślizgonki – Dzięki.
- Malfoy'owie nie dziękują zbyt często, prawda?
- W sumie to... - zaczął, lecz Nina nie dała mu dokończyć
- W takim razie... doświadczyłam wielkiego zaszczytu, nie sądzisz?
- Rety, Nina. Weź się nie dąsaj. Zgoda? - powiedział, wyciągając w jej kierunku dłoń. Nina niepewnie na nią popatrzyła, a potem stalowo-szare tęczówki Draco zetknęły spojrzenie z jej czarnymi jak noc oczami. Uścisnęli sobie dłonie i ku zaskoczeniu Niny, Ślizgon powiedział
- Wiesz, że masz bardzo ładne oczy?
- Może i mam, nikt nigdy jeszcze nie powiedział mi tego wprost.
- To wygląda na to, że zostaliśmy przyjaciółmi...
- Hola! Do przyjaciół nam jeszcze trochę brakuje. Ale... zgodzę się na znajomych, nie wrogów. - Wiem, jak zachowujesz się względem Gryfonów, i nie myśl sobie, że się do ciebie przyłączę.
- No wesz ty co... chyba się łobrażę... - powiedział Ślizgon wywracając oczami
- A jednak nasz Malfoy ma poczucie humoru. No cóż, muszę się z tym pogodzić.
Ich rozmowę przerwali Crabbe i Goyle, którzy właśnie weszli do pokoju wspólnego. Oczywiście, jak to często już bywało w przypadku tej dwójki, z rękami pełnymi jedzenia z Wielkiej Sali.
- Gdzie wy się pałętacie? - zapytał ich Draco
- My... tam, gdzie wszyscy – odpowiedział mu Goyle
Spojrzenia Draco i Niny znowu się zetknęły. Nina powstrzymała się, aby nie parsknąć śmiechem, jednak Malfoy już nie zapanował nad tym odruchem.
- Wiesz co, Goyle – Ślizgonka odwróciła wzrok od Draco – chyba jednak nie wszyscy. My... to znaczy Draco, ja tu tylko przypadkiem. Na drugi raz trochę lepiej go pilnujcie, bo nie zawsze znajdzie się ktoś, kto go uratuje.
Nina zostawiła patrzących bez słowa Crabbe'a i Goyle'e oraz Draco, który siedział spokojnie w fotelu i przysłuchiwał się wypowiedzi Niny, a sama udała się do swojego dormitorium.
Niedługo potem usłyszała odgłos wielu kroków starszych i pierwszorocznych Ślizgonów. Czyżby czas aż tak szybko minął? Przecież niedawno było południe.
- Nina, idziesz? - usłyszała głos Pansy, która stanęła w drzwiach – Gramy w szachy, butelkę, a starsi w eksplodującego durnia. Będziesz tu sama siedziała?
- Idę, idę. Mnie nie może ominąć taka zabawa. - odpowiedziała i szybko pobiegła za zbiegającą ze schodów Pansy.
Cały pokój wspólny był zapełniony Ślizgonami. Nina przysiadła się do małej grupki grającej w butelkę. Byli w niej Draco, Blaise Zabini, Pansy i Kate. Przez ponad dwie godziny grali, śmiali się i rozmawiali. Oczywiście, nie grali na pocałunki w usta, tylko przytulenia, cmoknięcia w policzek. Nina po raz pierwszy czuła się dobrze w towarzystwie Ślizgonów. Czyżby naprawdę do nich pasowała? Nigdy nie mogła lub nie chciała zobaczyć ich prawdziwego oblicza. Zawsze miała inne zdanie o swoich kolegach z domu. A może jednak tiara się nie pomyliła? W tej chwili zapomniała o wszystkich problemach, była po prostu szczęśliwa.

wtorek, 11 października 2016

I:Rozdział 6 - Lekcja latania

Kolejny tydzień minął pierwszorocznym uczniom Hogwartu pod znakiem nauki oraz poznawania nowej szkoły. Nina zdołała już przekonać co do siebie Rona, więc nie zamartwiała się już tym, że Gryfoni się od niej odwrócą. Kate, Pansy i Millicenta również prawie zapomniały o poprzedniej sprzeczce i nie unikały już młodej Ślizgonki.
Tego ranka Nina obudziła się wyspana i gotowa na kolejne wyzwania czekające ją w szkole czarodziejów. Zdziwiona zauważyła, że jej współlokatorki jeszcze śpią. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie i cicho westchnęła. Do zajęć pozostały jeszcze dwie godziny, a śniadanie zaczynało się dopiero za pół. Wpadła na pomysł. Wiedziała, że nie powinna tego robić. Była pewna, że jeżeli ją przyłapią to, dostanie szlaban. Jednak coś w środku kazało jej się ubrać i wyjść z dormitorium. Sama nie wiedziała, dlaczego to robi. Może miała nadzieję, że w tej szkole czeka ją coś więcej niż tylko nauka? Nina z natury była osobą, która nie lubi trzymać się zasad. W pierwszych dniach szkoły trochę przerażał ją ogrom budynku Hogwartu, nauczyciele i tylu znakomitych czarodziei w jednym miejscu. Teraz jednak oswoiła się z nową sytuacją i czuła się jak stuprocentowa czarownica. Byłaby nią nawet wtedy, gdyby okazało się, że jest półkrwi albo mugolaczką. Jednak raczej skreślała ostatnie, ponieważ słyszała, że szlamy nigdy nie trafiają do Slytherinu.
- Lumos - wyszeptała poznane na ostatniej lekcji zaklęcie i uniosła różdżkę. Na korytarzu lochów panował półmrok, więc wolała mieć przy sobie światło, aby nie upaść na stromych schodach prowadzących do wyjścia. Teraz już wiedziała, w jakim celu idzie na korytarze szkoły. Po prostu nie mogła usiedzieć w miejscu, więc chciała pochodzić po zamku. Wiedziała, że nie jest to mądre posunięcie, jednak nie przejmowała się tym. W pamięci pozostały jej zabawy w sierocińcu, gdy z Thomasem i Lucasem wymykali się w nocy, żeby pomyszkować na strychu. Uśmiechnęła się na wspomnienie tego, jak znaleźli listy miłosne ich opiekunki.
- Nox - szepnęła, gdy usłyszała odgłosy dobiegające zza załomu korytarza. Teraz ogarnęło ją zdenerwowanie. Czy aby na pewno ma jakiś cel w tym, co robi? Pokręciła przecząco głową do swoich myśli i przywarła plecami do ściany.
Co mi odbiło? Przecież tu nie ma nic ciekawego. Tylko jeszcze bardziej się wystraszę - pomyślała i odwróciła się na pięcie. Szeroko otworzyła oczy, gdy usłyszała głos woźnego, pana Filcha, wołającego swoją kotkę. Czym prędzej puściła się pędem w kierunku schodów, aby jej nie zauważył. Czekała ją teraz droga cztery piętra w dół. Nawet nie zauważyła, że zaszła aż tak daleko. Kiedy Filch zniknął już z jej pola widzenia wyszła z ukrycia i skierowała się w drogę powrotną. Cicho wyszeptała przekleństwo, gdy usłyszała kolejny głos. Karciła się w myślach, że odważyła się na taką nocną wycieczkę. Ponownie przywarła do ściany w nadziei, że nikt jej nie zauważy. Kilka chwil później chciała już głęboko odetchnąć, jednak zamiast swojego oddechu usłyszała głos.
- Nieładnie tak się chować młoda damo.
Nigdy nie miała jakiś szczególnych relacji z duchem wieży Gryffindoru - Prawie Bezgłowym Nickiem. Ona raczej nie rozmawiała z duchami, a on unikał Ślizgonów szerokim łukiem.
- Przepraszam, już idę - odpowiedziała kierując się w stronę schodów.
- Rzadko widują uczniów Slytherinu łażących po korytarzach w nocy. To raczej robota Gryfonów - zaśmiał się, zadowolony ze swojej błyskotliwej odpowiedzi.
- A może udamy, że do tego spotkania nie doszło? Sir Nicholasie - odparła odwracając się do niego. Duch unosił się w powietrzu jakiś metr nad ziemią, więc znacznie górował nad młodą czarodziejką. Nina żałowała teraz, że opuściła dormitorium. Mogła teraz leżeć w przytulnym, ciepłym łóżku, a nie gadać z tysiącletnim duchem w lodowato zimnym korytarzu.
- Więc jednak jesteś typową Ślizgonką. Gryfon by się tak nie zachował. Nie stchórzyłby, ale szedł dalej. Nie sądzisz, że Slytherin to rzeczywiście dom słabeuszy?
Nina miała już po dziurki w nosie jej gadaniny. Mimo że duch dopiero co się odezwał, już nie pałała do niego sympatią. Jednak zastanowiła się nad jego słowami. Czy naprawdę jest tchórzem?
- Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz. I nie, nie jestem tchórzem - wymamrotała przez zaciśnięte usta.
- Jestem duchem w tym zamku od ponad sześciuset lat. Myślisz, że nie znam się na ludziach? Nie chodzi mi o to, że jesteś tchórzem, tylko że stchórzyłaś - w czasie, gdy mówił krążył wokół dziewczyny wyczyniając przeróżne akrobacje w powietrzu. Jego obwisła szata wiele razy przecinała ciało Niny, jednak ona nic nie poczuła, poza lekkim wiaterkiem.
- A więc - kontynuował - Gryfon poszedłby dalej. Zwiedzać to, co nieznane. Za to ty myślisz rozsądnie, ale nie odważnie. Znałem kilka osób podobnych do ciebie. Może chcesz wiedzieć o nich coś więcej?
Nina wiedziała, że duch nie bez powodu z nią rozmawia. Wywnioskowała, że czegoś chce, więc bez wstępów zapytała go o to.
- Czego chcesz?
- Ja? Nic - zachichotał wykonując salto nad głową Ślizgonki. Nina głęboko odetchnęła i oparła się o ścianę. Nigdy wcześniej nie rozmawiała z duchem, a tym bardziej, u którego stwierdziła objawy choroby psychicznej.
- Dobra. Jeżeli masz mi coś do powiedzenia to mów. Tylko szybko, bo chcę jeszcze zejść do dormitorium - odparła zrezygnowana.
- Nie, to ty mi powiedz co chcesz wiedzieć - powiedział zagadkowo uspokajając się i zatrzymując kilka metrów od Niny.
- Do cholery jasnej, ja nic nie chcę! - wydarła się na ducha, który głupkowato się uśmiechną. Przerażona usłyszała teraz nerwowe szamotanie i zapalające się światło za załomem korytarza.
- Nie to nie - powiedział i rozpłynął się w powietrzu. Nina wystraszona możliwością natknięcia się na woźnego popędziła schodami w dół. Jednak po przejściu kilku stopni poczuła lekki wstrząs i schody zaczęły się ruszać. Dziewczyna przywarła do barierki i z całych sił zacisnęła palce na poręczy. Po zdających się trwać godzinę sekundach schody zatrzymały się. Nina błyskawicznie z nich zeskoczyła bojąc się, że znowu je gdzieś poniesie.
Przed sobą miała teraz tylko wąskie pomieszczenie, na którego końcu znajdowały się drzwi nieróżniące się niczym szczególnym od reszty w zamku. Nie chcąc wracać na schody, ponieważ słyszała już na nich kroki Filcha podbiegła do nich i chwyciła za klamkę.
- Alohomora - uniosła różdżkę i szepnęła, gdy drzwi nie chciały ustąpić. Błyskawicznie przekręciła klamkę i zatrzasnęła za sobą drzwi. Miała nadzieję, że Filch jej tu nie znajdzie, ponieważ wtedy mogłaby nawet wylecieć ze szkoły, a do tego nie mogła dopuścić. Jednak głośno przełknęła ślinę, gdy zobaczyła gdzie się znalazła. Jej i tak mocno bijące serce jeszcze bardziej zwiększyło liczbę swoich uderzeń. Była w ciemnym, ponurym korytarzu z upiornie wyglądającymi rzeźbami na ścianach oraz pajęczynami zwisającymi zgaszonych pochodni. Po lewej stronie znajdowały się sięgające sufitu ogromne okna, jednak nie wpadało przez nie ani promienia światła, ponieważ były zasłonięte ciężkimi kotarami. Jedyne oświetlenie pochodziło od malutkich, zakratowanych okienek, które znajdowały się dwa metry nad ziemią.
Nina prawie krzyknęła, gdy usłyszała miauczenie tuż koło swojej stopy.
- Pani Norris - wyszeptała, gdy ujrzała kotkę woźnego odsłaniającą przed nią swoje żółte, lekko stępione już zęby. Niewiele myśląc chwyciła szamoczące się zwierzę za kark i wypchnęła za drzwi, które po chwili szybko zamknęła.
Puściła się pędem upiornym korytarzem zapominając nawet oświetlić sobie drogę zaklęciem. Przebiegła jakieś sto metrów, zanim natrafiła na kolejne drzwi. Tym razem były drewniane, ogromne i masywne z kulistą klamką po prawej stronie. Ślizgonka chwyciła za nią, jednak drzwi nie chciały ustąpić. Trochę roztrzęsiona musiała dwa razy wypowiadać zaklęcie, żeby zadziałało i mogła je otworzyć. Odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się już po ich drugiej stronie. Zamknęła oczy i wolno policzyła do dziesięciu, aby się uspokoić. Marzyła teraz tylko o tym, aby spowrotem znaleźć się w dormitorium, które dzieliła z Pansy, Kate i Millicentą. Jej pozorny spokój jednak nie trwał długo.
Krzyknęła na całe gardło, gdy zobaczyła to, co znajdowało się w tym pomieszczeniu. Wielki, czarny łeb psa był zaledwie kilka metrów od niej. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby po jej dwóch stronach nie znajdowały się jeszcze dwa takie same pyski, a sam pies mierzył nie mniej niż cztery metry wzrostu. Przerażona wpatrywała się w ciemne oczy zwierzęcia. Otrząsnęła się z pierwszego szoku, gdy łeb psa zbliżył się do niej na niebezpieczną odległość półtora metra i plecami mocno przywarła do drzwi próbując znaleźć klamkę. Nie wiedziała, czy było to szczęście, ale drzwi były otwarte. Gdy oparła się o nie plecami, te otworzyły się, a młoda czarodziejka z łoskotem upadła na ziemną posadzkę boleśnie zbijając sobie pośladki. Błyskawicznie omiotła spojrzeniem pomieszczenie z psem i wstała na równe nogi. Zanim pysk psa wyjrzał na zewnątrz zatrzasnęła drzwi i pobiegła w przeciwną stronę z nadzieją jak najszybszego powrotu do lochów. Dzień się nawet nie zaczął, a ona miała już go serdecznie dość.
***
Musiała przyznać, że chociaż jedna rzecz dzisiejszego poranka jej się udała. Wróciła do dormitorium równo minutę przed budzikiem, który budził dziewczyny. Przynajmniej nikt nie będzie wiedział, że była poza dormitorium.
- Ty już ubra...ana? - zapytała ziewając obudzona Kate, gdy zobaczyła Ninę spinającą w kucyk włosy przed lustrem.
- Nie chcę spóźnić się na lekcję latania. Wiesz przecież, jak bardzo chciałam tego spróbować - skłamała dziewczyna, otrzepując kołnierzyk bluzki z kurzu, którym się ubrudziła. Nina wiedziała już gdzie była kilka minut temu. To był korytarz na trzecim piętrze. Ten, do którego Dumbledore zakazał im wchodzić, lub nawet znajdować się w jego pobliżu.
Przez następne pół godziny Kate, Millicenta i Pansy szykowały się do następnego dnia szkoły, natomiast Nina udawała, że czyta tekst w podręczniku od eliksirów. Tak naprawdę rozmyślała o tym, co dzisiaj zobaczyła. Nie umknęło jej uwadze, że trójgłowy pies stał na jakiejś klapie. Ciekawiło ją co takiego znajdowało się pod nią. Bo przecież niemożliwe, że taki potwór znajdował się w zamku tylko z zachcianki dyrektora. Miała też jeszcze jeden dylemat. Nie wiedziała, czy powiedzieć o tym Harry'emu i Ronowi. Nie chciała tego ukrywać, ale bała się, że naskarżą na nią do Dumbledore'a albo Snape'a. Wtedy z pewnością wyleciałaby ze szkoły.
- Idziesz? - zapytała zdziwiona Millicenta stając w drzwiach dormitorium. Nina nie zauważyła, że dwie pozostałe dziewczyny już wyszły z pomieszczenia. Rzuciła książkę na łóżko i podbiegła do Ślizgonki. W drodze do Wielkiej Sali rozmawiały o tym, kto będzie najlepiej latał na miotle. Nina ze zdziwieniem obserwowała, że Millicenta nie wspomina nikogo innego, tylko Draco. I Draco. I jeszcze raz Draco. Dziewczyna pomyślała, że byłoby fajnie, gdyby denerwujący Ślizgon przypadkowo spadł z miotły.
***
Po śniadaniu Nina oraz reszta pierwszorocznych uczniów ze Slytherinu i Gryffindoru udała się na lekcje latania. Dziewczyna od razu po przyjściu na otwartą przestrzeń niedaleko dziedzińca zamku zajęła miotłę obok Harry'ego.
- Cześć - powiedziała do Gryfona, gdy wszyscy znaleźli się już na miejscu zajęć.
- Hej. Stało się coś? Jakaś blada jesteś - zauważył. Nina odruchowo potarła policzki wierzchem dłoni. Chciała zaprzeczyć, jednak niezauważone przez nikogo wejście pani Hooch oraz efektowna wywrotka Rona rozkojarzyły ją i odpowiedziała
- Później coś ci powiem.
Wiedziała, że za późno ugryzła się w język. Miała obawy przed powiedzeniem co zobaczyła na trzecim piętrze Harry'emu.
- Witam wszystkich na pierwszej lekcji latania. Na co czekacie? Niech każdy stanie po lewej stronie miotły! - do uszu Ślizgonki dobiegł głos nauczycielki. Bez sprzeciwu wykonała jej polecenie.
- Teraz wyciągnijcie prawą dłoń i krzyknijcie 'do mnie'! - Nina prychnęła, gdy usłyszała następne słowa pani Hooch. Wszystko mówiła takim tonem, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.
- Do mnie! - powiedziała Nina. Omal się nie przewróciła, gdy miotła z impetem uderzyła ją w otwartą dłoń. Poza nią ta sztuka udała się tylko Harry'emu, z którym wymieniła przelotne uśmiechy, Draco oraz Pansy, która uśmiechała się teraz zwycięsko do Daphne. Gdy wszyscy po wielu trudach mieli już miotły w dłoniach nauczycielka kazała im wsiąść na nie i lekko odepchnąć się od ziemi. Nina już ugięła kolana, gdy przed sobą usłyszała piskliwy wrzask. Odruchowo schyliła się, a tuż nad jej głową przeleciał jakiś uczeń rozpędzony na miotle.
- Longbottom! Latać mieliśmy dopiero za tydzień! - wrzasnęła pani Hooch. Nina nie wiedziała jak uczeń o nazwisko Longbottom miał na imię, ale mniej więcej kojarzyła go z ceremonii przydziału. Nevel, Neser, Nathan... na pewno coś na N. Tak czy inaczej Longbottom chyba stracił panowanie nad miotłą. Nina skrzywiła się, gdy mocno zderzył się ze ścianą zamku, a następnie zawisł twarzą w dół, ponieważ skraj jego szaty zahaczył o rzeźbę nad oknem. Materiał jednak nie wytrzymał i Gryfon upadł na ziemię.
- Macie nawet nie dotykać mioteł, dopóki tu nie wrócę, zrozumiano? - zagrzmiała nauczycielka, prowadząc roztrzęsionego chłopaka do zamku.
- Patrzcie, ciamajdzie coś wypadło - zaśmiał się Draco podnosząc z ziemi jakiś okrągły przedmiot. Nina rozpoznała, że to przypominajka. Millicenta dostała taką trzy dni temu od dziadków. Ślizgon przekładał w dłoniach przedmiot podrzucając go nad głowę.
- Oddaj to Malfoy - z szeregu uczniów wyszedł Harry i stanął naprzeciwko blondyna. Nina skarciła się w myślach, że nie powstrzymała Gryfona. Dobrze wiedziała, że tych dwoje może za chwilę dostać szlaban lub coś gorszego.
- Dobra, uspokójcie się. Chcecie stracić punkty? Nie zachowujcie się jak przedszkolaki - powiedziała Nina, podchodząc do chłopców. Draco sprawiał wrażenie jeszcze bardziej pewnego siebie niż wcześniej.
- Potter, chcesz piłeczkę? - Malfoy usiadł na miotle i po chwili unosił się półtora metra nad ziemią. Nina miała ochotę porządnie mu przywalić, jednak wiedziała, że nie powinna wsiadać na miotłę.
- Draco... - zaczęła, jednak zanim dokończyła zdanie jej włosy rozwiał lekko podmuch wiatru.
- Idioci - prychnęła, gdy zobaczyła Harry'ego w powietrzu.
- O, Potter przyleciał w obronie swojej księżniczki! Żartowałem. Prędzej przypominajka by cię zechciała, niż Nina - zaśmiał się Ślizgon unosząc się jeszcze wyżej.
- Czy wy możecie się uspokoić?! Jeżeli natychmiast tu nie zejdziecie zgłoszę to dla Dumbledore'a! - krzyknęła zdesperowana.
- Już idę! Chcesz to Potter? - zapytał kpiąco Draco wyciągając przed siebie rękę z przypominajką. - To sobie weź.
Ślizgona wziął zamach ręką i rzuciła przedmiot w kierunku szkoły. Nina nawet nie zorientowała się, kiedy Harry rzucił się do przodu, aby ją złapać. Podczas gdy Draco lądował na ziemi Gryfon zahamował pod ścianą zamku i podniósł ręce w geście zwycięstwa, omal przy tym nie spadając z miotły.
- Dlaczego chłopacy to tacy idioci? - powiedziała Nina do Kate, która dziwnie przypatrywała się lądującemu w tłumie Gryfonów Harry'emu. Nie doczekała się jednak odpowiedzi, więc błyskawicznie podbiegła do zielonookiego Gryfona.
- Tobie do reszty odbiło? - zapytała stając przed Nim z założonymi rękoma.
- Stary, to było świetne! Jakbyś urodził się na miotle! -wrzasnął Ron nie zważając na słowa Niny. Dziewczyna chciała jeszcze raz zwrócić uwagę Gryfona, jednak przerwał jej donośny głos profesor McGonagall.
- Potter! Za mną - powiedziała zwracając się do Harry'ego. Gryfon głośno przełknął ślinę i z przestrachem spojrzał na Ninę.
- Jak wylecisz to cię zabiję - odparła dziewczyna, gdy Harry odchodził już z opiekunką swojego domu z dwudziestką świdrujących gryfońskich spojrzeń na sobie.

sobota, 1 października 2016

I:Rozdział 5 - Naukę czas zacząć!

Następnego dnia pierwszą lekcją Niny była Obrona przed Czarną Magią. Już po śniadaniu wiedziała, że się spóźni, ponieważ trochę zaspała, nigdzie nie mogła znaleźć Kate, Pansy lub chociażby Millicety, a do tego kompletnie nie wiedziała gdzie odbywając się zajęcia. Zrozpaczona przemierzała kolejne korytarze, jednak za żadne skarby nie mogła znaleźć sali OPCM. Mogła mówić o nadludzkim szczęściu, gdy spotkała jakiegoś starszego Puchona śpieszącego się na zajęcia. Po błyskawicznym spytaniu o drogę Nina westchnęła boleśnie, podziękowała uczniowi Hufflepuffu i pędem pobiegła na drugi koniec zamku.
Do klasy weszła piętnaście minut po rozpoczęciu lekcji. Pchnęła ciężkie, drewniane drzwi i znalazła się w ciemnej sali z mnóstwem ławek, dziwnych rysunkach na ścianach, wielkim kryształowym żyrandolem i sięgającymi sufitu oknami.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała szukając wzrokiem wolnego miejsca.
- N...nie ma sprawy. Przecież je...jesteś nowa, w...więc mogłaś za...zabłądzić - odparł nauczyciel. Nina zdziwiona uniosła brwi i ostatkiem sił powstrzymała się od śmiechu. Profesor Jąkała? Usiadła obok jakiegoś Krukona, bo właśnie z Ravenclavem Ślizgoni mieli lekcje obrony.
- Hej, Marcus jestem - powiedział podając Ninie dłoń. Zaskoczona dziewczyna odwzajemniła gest i również się przedstawiła. Gdy wyciągnęła już książki zaczęła badawczo przyglądać się nauczycielowi.
Charakterystyczną cechą profesora Quirrela był noszony przez niego na głowie turban. Gdy mówił bardzo się jąkał oraz nerwowo gestykulował dłońmi. Zauważyła, że jest też raczej niezdarny, ponieważ gdy tylko przechodził obok jakiegoś stolika zahaczał szatą o zeszyty i kałamarze, czego efektem był wylany atrament Pansy Parkinson. Ubrany był w długą, sięgającą ziemi szarą szatę czarodziejską przewiązaną w pasie bordowym paskiem. Według Niny nauczyciel miał typowe objawy nerwicy. Nie zrobił na niej dobrego wrażenia.
Lekcja ciągnęła się bez końca, podczas gdy Quirrel po raz kolejny powtarzał, że Obrona przed Czarną Magią to bardzo interesujący przedmiot. Ślizgonka prawie wybiegła z klasy, gdy nauczyciel ogłosił koniec lekcji. Była zawiedziona. Miała nadzieję, że to będzie naprawdę ciekawy przedmiot. Jednak dzisiaj pozostała jej tylko nadzieja, że dwie godziny transmutacji okażą się bardziej interesujące.
***
- Nigdy więcej nie dotknę tego zielska! - zaparła się Nina wychodząc razem z Harry'm i Ronem ze szklarni profesor Sprout.
- Nie musiałaś zgłaszać się na ochotnika - wywrócił oczami Ron. Trójka młodych czarodziejów właśnie skończyła zajęcia na dzisiaj. Po dwóch godzinach transmutacji i jednej zielarstwa Nina miała serdecznie dość czarów jak na dzisiaj. Pierwszoroczni Ślizgoni mieli już pracę domową od profesor McGonagall, którą musieli zrobić na jutro, a do tego straciła pięć punktów za to, że wypróbowując nowe zaklęcia na korytarzu przypadkowo zbiła szybę w oknie. Jeżeli istniał jakiś limit nieszczęść, Nina chyba wyczerpała go na dzisiaj.
- Nie wiedziałam, że to zacznie mi się wić w ręce! - Harry zachichotał, za co dostał kuksańca w bok od młodej Ślizgonki.
- Idziemy na błonia? Nie chce mi się siedzieć w zamku, gdy jest taka ładna pogoda - zmieniła temat Nina.
- Dostałem przed zielarstwem list od Hagrida. Zaprosił mnie na herbatę i pisał, żebym przyprowadził znajomych ze szkoły - powiedział Harry, wyciągając z kieszeni szaty pomiętą, żółtą kartkę zapisaną wielkimi koślawymi literami. Najpierw list od Hagrida przeczytał Ron, później trafił ona do rąk Niny.
- Czuję się zaproszona - zaśmiała się dziewczyna, oddając po przeczytaniu kartkę Harry'emu.
- Ron, idziesz? - zapytał Gryfon.
- Mogę iść - odpowiedział rudzielec. Na prośbę Harry'ego nie wytykał już Ninie tego, że jest Ślizgonką, jednak nadal w jej towarzystwie zachowywał pewien dystans. Dziewczyna miała nadzieję, że z czasem mu to minie. W końcu znają się od niedawna, a jest dopiero drugi dzień szkoły. Miała pewność, że do końca roku zdążą się zaprzyjaźnić. Była szczęśliwa, że znalazła wspólny język z Harry'm i nie musiała spędzać przerw z pozostałymi Ślizgonkami. Dziewczyny z Domu Węża dzisiaj przez cały dzień się do niej nie odzywały. Nina przypuszczała, że było to spowodowane tym, że wczoraj wieczorem zaczęła bronić Hermiony, podczas gdy reszta dziewczyn oczerniała mugolaków. Tylko Kate nieśmiało się z nią przywitała, jednak została błyskawicznie odciągnięta przez Pansy i Millicentę.
Trójka młodych czarodziei opuściła mury dziedzińca i skierowała się w stronę Zakazanego Lasu, na którego skraju wznosiła się niewielka chatka zamieszkana przez gajowego Hogwartu, Rubeusa Hagrida. Gdy po szybkim biegu ze stromego stoku wzgórza, na którym znajdował się zamek zatrzymali się przy gajówce cała trójka była nieźle zmęczona. Nina jako pierwsza wzięła głębszy oddech i zapukała do drzwi. Po chwili otworzyły się, a w progu stanął wysoki, muskularny mężczyzna z bujną brodą zasłaniającą prawie całą twarz.
- Wchodźcie, wchodźcie! Harry, jak miło cię widzieć! Chodźcie do kuchni - zaprosił ich gajowy, wpuszczając czarodziejów do środka. Wnętrze było jak na Hagrida za małe, jednak on się chyba tym nie przejmował. Całe wnętrze zajmowała jedna izba, której połowa była zarezerwowana na wielkie łóżko stojące pod oknem. Po drugiej strony stał mały aneks kuchenny i stolik z czterema krzesłami. Resztę miejsca zajmowały stare kosze, sieci, siła i legowisko dla psa.
- Kieł! - wrzasnął Hagrid, a zza łóżka wyłonił się wielki, czarny pies przypominający mieszankę mastifa, buldoga i charta. Cicho zawarczał w stronę dzieci, jednak po chwili schował się za masywne nogi swojego opiekuna.
- To straszny tchórz - Hagrid zwrócił się do czarodziei wskazując im miejsca przy stole. Nina usiadła przy brzegu, natomiast Harry między nią a Ronem. Hagrid podał im kubki i nalał wszystkim parującej, słodkiej herbaty.
- No więc... może przedstawisz swoich towarzyszy? - zapytał mężczyzna Harry'ego. Zanim Gryfon zdążył się odezwać Nina przerażona pisnęła cicho, gdy coś otarło się jej o nogę. Odetchnęła z ulgą, gdy zorientowała się, że to tylko Kieł, który położył głowę na jej kolanach domagając się pieszczot. Dziewczyna skinęła głową na Harry'ego, żeby kontynuował, a sama podrapała psa za uchem, co zwierzę przyjęło z nieukrywanym zachwytem.
- To jest Nina Riddle, a to Ron Weasley. Ron uczy się ze mną w Gryffindorze, natomiast Nina jest w Slytherinie - powiedział Harry. Hagrid zrobił wielkie oczy i zaczął nerwowo gładzić swoją długą brodę. Przez cały czas uporczywie wpatrywał się w Ślizgonkę.
- Ekhem... coś nie tak? - zapytała dziewczyna nieśmiało machając ręką przed twarzą mężczyzny.
- Nie, nic nic. Riddle, mówisz?
- A mówi coś panu to nazwisko? - ożywiła się Nina, upijając łyk herbaty z kubka. Starała się nie skrzywić. Była okropna.
- Znałem kiedyś takiego jednego... nie, to niemożliwe. Więc Harry, jak ci idzie w szkole?
- Niech pan nie zmienia tematu, proszę. Nie znam swoich rodziców, wychowałam się w sierocińcu. Może pan coś wie? Przecież widzę, że znał pan kogoś o nazwisko Riddle - dziewczyna nie dawała za wygraną.
- Nina... - zaczął niepewnie Harry, jednak Ślizgonka mu przerwała.
- Nie, Harry. Ja muszę wiedzieć. Proszę, niech pan mi powie - popatrzyła błagalnym wzrokiem na gajowego, który wyglądał, jakby miał podjąć bardzo trudną decyzję.
- Porozmawiaj z Dumbledorem.
- Niech pan mi powie.
- Nie jestem pewien...
- Niech pan mi powie - powtórzyła nie dając za wygraną Nina. Bardzo chciała dowiedzieć się czegoś o swojej rodzinie.
- Uczył się ze mną taki jeden. Nie wiem co się z nim później stało, chyba zaginął czy coś w tym stylu. Nic więcej nie wiem - Hagrid plątał się w swojej wypowiedzi, jednak Nina postanowiła, że już więcej nie będzie naciskać. Miała pewność, że gajowy czegoś jej nie powiedział, jednak nie chciał być wścibska.
- Ty jesteś czarodziejem? Dlaczego wcześniej nie czarowałeś? - zapytał Harry.
- Długa historia dzieciaki. Opowiadajcie co w szkole.
Temat osobnika o nazwisku Riddle i Hagridzie-czarodzieju znikł. Gryfoni zaczęli opowiadać o pierwszych lekcjach, a Nina kilka razy wtrąciła swoje dwa grosze. Jednak od czasu do czasu odpływała i zapadała się w swoje myśli. Wiedziała, że musi się dowiedzieć kim są jej rodzice. Wiedziała, że oboje uczyli się w Hogwarcie. Na tym koniec.
- Nina, jak ci się podoba Slytherin? - z zamyślenia wyrwał ją głos Hagrida.
- Nie jest tak źle. Nie ukrywam, wolałabym być w Gryffindorze, jednak nie narzekam. Fakt, dziewczyny są trochę uprzedzone co do Gryfonów i mugolaków, jednak jakoś to przeżyję. Żebyście wiedzieli jak wczoraj się na mnie obraziły po tym, jak powiedziałam kilka dobrych słów o czarodziejach mugolskiego pochodzenia. Dzisiaj cały dzień się do mnie nie odzywały.
- Uwierz mi, sam się dziwię, że taka miła dziewczyna jest w Slytherinie - powiedział Hagrid. Nie zabrzmiało to szczerze, ale Nina postanowiła, że nie będzie się czepiać.
Gajowy wygonił ich o ósmej tłumacząc się, że zaczyna się ściemniać i niedługo powinni być w łóżkach. Dzieciaki podziękowały za pyszną herbatę i skierowały się w stronę zamku. Nina nadal miała w ustach nieprzyjemny smak gorzkiego napoju. Sądząc po minach chłopaków mieli podobnie.
- Więcej nic u niego nie piję. Tfu! Co za ochyda - warkną Ron, plując w krzaki. Harry i Nina zgodnie się zaśmiali.
- Nie mogę się doczekać latania na miotle. Seamus mówił, że to niezła zabawa - powiedział Harry, klepiąc Rona po plecach.
- Z tego, co pamiętam to za tydzieć - przypomniała sobie Nina, przeskakując przez kamień, który leżał na drodze i utrudniał wchodzenie na wzgórze. Reszta drogi minęła czarodziejom spokojnie, nawet Ron zdawał się zapomnieć o tym, że nie odzywał się do Niny.
Dziewczyna z żalem pożegnała się ze znajomymi i szybko udała się w stronę lochów. Gdy jak najciszej mogła weszła do Pokoju Ślizgonów zauważyła, że wielu uczniów siedzi jeszcze w półmroku. Chłopcy z ostatniej klasy bawili się w najlepsze grając w karty, natomiast młodsze roczniki siedziały nad zadaniami domowymi albo grały w gargulki.
- Ładnie to tak włóczyć się po nocy? - usłyszała głos Draco tuż po swojej lewej stronie.
- Ósma to nie noc - odpowiedziała dziewczyna, próbując przecisnąć się obok czwartoroczniaków i dostać się do dormitorium.
- Nie radzę zadawać się z Potterem, to dziwak.
- Sama decyduję z kim się zadaję. I jeżeli nadal będziesz się tak zachowywał, to raczej wątpię, byś miał u mnie jakieś szanse. Na przyjaźń oczywiście.
Nina dostała się wreszcie do schodów i wskoczyła na drugi stopień. Draco nie zauważył, że znajduje się przy wejściu do dormitoriów dziewczyn, więc jak gdyby nigdy nic próbował wejść za nią.
- Co do... - zdążył powiedzieć, zanim niewidzialna siła odrzuciła go na pięć metrów w tył. Upadając plecami na podłogę przypadkowo pozbawił równowagi kilku starszych uczniów, więc leżeli teraz na dywanie w wielkiej plątaninie kończyn, głów i szat szkolnych. Nina zachichotał razem z resztą Ślizgonów obecnych w pokoju wspólnym. Odwróciła się na pięcie i pomaszerowała w stronę swojego dormitorium.
OoOoOoOoOoOoO
Dziękuję, jeżeli ktoś to czyta! Czas zabrać się za tego bloga :D 
Jeżeli się podoba - nie zapomnij skomentować!