Kolejny tydzień minął pierwszorocznym uczniom Hogwartu pod znakiem nauki oraz poznawania nowej szkoły. Nina zdołała już przekonać co do siebie Rona, więc nie zamartwiała się już tym, że Gryfoni się od niej odwrócą. Kate, Pansy i Millicenta również prawie zapomniały o poprzedniej sprzeczce i nie unikały już młodej Ślizgonki.
Tego ranka Nina obudziła się wyspana i gotowa na kolejne wyzwania czekające ją w szkole czarodziejów. Zdziwiona zauważyła, że jej współlokatorki jeszcze śpią. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie i cicho westchnęła. Do zajęć pozostały jeszcze dwie godziny, a śniadanie zaczynało się dopiero za pół. Wpadła na pomysł. Wiedziała, że nie powinna tego robić. Była pewna, że jeżeli ją przyłapią to, dostanie szlaban. Jednak coś w środku kazało jej się ubrać i wyjść z dormitorium. Sama nie wiedziała, dlaczego to robi. Może miała nadzieję, że w tej szkole czeka ją coś więcej niż tylko nauka? Nina z natury była osobą, która nie lubi trzymać się zasad. W pierwszych dniach szkoły trochę przerażał ją ogrom budynku Hogwartu, nauczyciele i tylu znakomitych czarodziei w jednym miejscu. Teraz jednak oswoiła się z nową sytuacją i czuła się jak stuprocentowa czarownica. Byłaby nią nawet wtedy, gdyby okazało się, że jest półkrwi albo mugolaczką. Jednak raczej skreślała ostatnie, ponieważ słyszała, że szlamy nigdy nie trafiają do Slytherinu.
- Lumos - wyszeptała poznane na ostatniej lekcji zaklęcie i uniosła różdżkę. Na korytarzu lochów panował półmrok, więc wolała mieć przy sobie światło, aby nie upaść na stromych schodach prowadzących do wyjścia. Teraz już wiedziała, w jakim celu idzie na korytarze szkoły. Po prostu nie mogła usiedzieć w miejscu, więc chciała pochodzić po zamku. Wiedziała, że nie jest to mądre posunięcie, jednak nie przejmowała się tym. W pamięci pozostały jej zabawy w sierocińcu, gdy z Thomasem i Lucasem wymykali się w nocy, żeby pomyszkować na strychu. Uśmiechnęła się na wspomnienie tego, jak znaleźli listy miłosne ich opiekunki.
- Nox - szepnęła, gdy usłyszała odgłosy dobiegające zza załomu korytarza. Teraz ogarnęło ją zdenerwowanie. Czy aby na pewno ma jakiś cel w tym, co robi? Pokręciła przecząco głową do swoich myśli i przywarła plecami do ściany.
Co mi odbiło? Przecież tu nie ma nic ciekawego. Tylko jeszcze bardziej się wystraszę - pomyślała i odwróciła się na pięcie. Szeroko otworzyła oczy, gdy usłyszała głos woźnego, pana Filcha, wołającego swoją kotkę. Czym prędzej puściła się pędem w kierunku schodów, aby jej nie zauważył. Czekała ją teraz droga cztery piętra w dół. Nawet nie zauważyła, że zaszła aż tak daleko. Kiedy Filch zniknął już z jej pola widzenia wyszła z ukrycia i skierowała się w drogę powrotną. Cicho wyszeptała przekleństwo, gdy usłyszała kolejny głos. Karciła się w myślach, że odważyła się na taką nocną wycieczkę. Ponownie przywarła do ściany w nadziei, że nikt jej nie zauważy. Kilka chwil później chciała już głęboko odetchnąć, jednak zamiast swojego oddechu usłyszała głos.
- Nieładnie tak się chować młoda damo.
Nigdy nie miała jakiś szczególnych relacji z duchem wieży Gryffindoru - Prawie Bezgłowym Nickiem. Ona raczej nie rozmawiała z duchami, a on unikał Ślizgonów szerokim łukiem.
- Przepraszam, już idę - odpowiedziała kierując się w stronę schodów.
- Rzadko widują uczniów Slytherinu łażących po korytarzach w nocy. To raczej robota Gryfonów - zaśmiał się, zadowolony ze swojej błyskotliwej odpowiedzi.
- A może udamy, że do tego spotkania nie doszło? Sir Nicholasie - odparła odwracając się do niego. Duch unosił się w powietrzu jakiś metr nad ziemią, więc znacznie górował nad młodą czarodziejką. Nina żałowała teraz, że opuściła dormitorium. Mogła teraz leżeć w przytulnym, ciepłym łóżku, a nie gadać z tysiącletnim duchem w lodowato zimnym korytarzu.
- Więc jednak jesteś typową Ślizgonką. Gryfon by się tak nie zachował. Nie stchórzyłby, ale szedł dalej. Nie sądzisz, że Slytherin to rzeczywiście dom słabeuszy?
Nina miała już po dziurki w nosie jej gadaniny. Mimo że duch dopiero co się odezwał, już nie pałała do niego sympatią. Jednak zastanowiła się nad jego słowami. Czy naprawdę jest tchórzem?
- Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz. I nie, nie jestem tchórzem - wymamrotała przez zaciśnięte usta.
- Jestem duchem w tym zamku od ponad sześciuset lat. Myślisz, że nie znam się na ludziach? Nie chodzi mi o to, że jesteś tchórzem, tylko że stchórzyłaś - w czasie, gdy mówił krążył wokół dziewczyny wyczyniając przeróżne akrobacje w powietrzu. Jego obwisła szata wiele razy przecinała ciało Niny, jednak ona nic nie poczuła, poza lekkim wiaterkiem.
- A więc - kontynuował - Gryfon poszedłby dalej. Zwiedzać to, co nieznane. Za to ty myślisz rozsądnie, ale nie odważnie. Znałem kilka osób podobnych do ciebie. Może chcesz wiedzieć o nich coś więcej?
Nina wiedziała, że duch nie bez powodu z nią rozmawia. Wywnioskowała, że czegoś chce, więc bez wstępów zapytała go o to.
- Czego chcesz?
- Ja? Nic - zachichotał wykonując salto nad głową Ślizgonki. Nina głęboko odetchnęła i oparła się o ścianę. Nigdy wcześniej nie rozmawiała z duchem, a tym bardziej, u którego stwierdziła objawy choroby psychicznej.
- Dobra. Jeżeli masz mi coś do powiedzenia to mów. Tylko szybko, bo chcę jeszcze zejść do dormitorium - odparła zrezygnowana.
- Nie, to ty mi powiedz co chcesz wiedzieć - powiedział zagadkowo uspokajając się i zatrzymując kilka metrów od Niny.
- Do cholery jasnej, ja nic nie chcę! - wydarła się na ducha, który głupkowato się uśmiechną. Przerażona usłyszała teraz nerwowe szamotanie i zapalające się światło za załomem korytarza.
- Nie to nie - powiedział i rozpłynął się w powietrzu. Nina wystraszona możliwością natknięcia się na woźnego popędziła schodami w dół. Jednak po przejściu kilku stopni poczuła lekki wstrząs i schody zaczęły się ruszać. Dziewczyna przywarła do barierki i z całych sił zacisnęła palce na poręczy. Po zdających się trwać godzinę sekundach schody zatrzymały się. Nina błyskawicznie z nich zeskoczyła bojąc się, że znowu je gdzieś poniesie.
Przed sobą miała teraz tylko wąskie pomieszczenie, na którego końcu znajdowały się drzwi nieróżniące się niczym szczególnym od reszty w zamku. Nie chcąc wracać na schody, ponieważ słyszała już na nich kroki Filcha podbiegła do nich i chwyciła za klamkę.
- Alohomora - uniosła różdżkę i szepnęła, gdy drzwi nie chciały ustąpić. Błyskawicznie przekręciła klamkę i zatrzasnęła za sobą drzwi. Miała nadzieję, że Filch jej tu nie znajdzie, ponieważ wtedy mogłaby nawet wylecieć ze szkoły, a do tego nie mogła dopuścić. Jednak głośno przełknęła ślinę, gdy zobaczyła gdzie się znalazła. Jej i tak mocno bijące serce jeszcze bardziej zwiększyło liczbę swoich uderzeń. Była w ciemnym, ponurym korytarzu z upiornie wyglądającymi rzeźbami na ścianach oraz pajęczynami zwisającymi zgaszonych pochodni. Po lewej stronie znajdowały się sięgające sufitu ogromne okna, jednak nie wpadało przez nie ani promienia światła, ponieważ były zasłonięte ciężkimi kotarami. Jedyne oświetlenie pochodziło od malutkich, zakratowanych okienek, które znajdowały się dwa metry nad ziemią.
Nina prawie krzyknęła, gdy usłyszała miauczenie tuż koło swojej stopy.
- Pani Norris - wyszeptała, gdy ujrzała kotkę woźnego odsłaniającą przed nią swoje żółte, lekko stępione już zęby. Niewiele myśląc chwyciła szamoczące się zwierzę za kark i wypchnęła za drzwi, które po chwili szybko zamknęła.
Puściła się pędem upiornym korytarzem zapominając nawet oświetlić sobie drogę zaklęciem. Przebiegła jakieś sto metrów, zanim natrafiła na kolejne drzwi. Tym razem były drewniane, ogromne i masywne z kulistą klamką po prawej stronie. Ślizgonka chwyciła za nią, jednak drzwi nie chciały ustąpić. Trochę roztrzęsiona musiała dwa razy wypowiadać zaklęcie, żeby zadziałało i mogła je otworzyć. Odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się już po ich drugiej stronie. Zamknęła oczy i wolno policzyła do dziesięciu, aby się uspokoić. Marzyła teraz tylko o tym, aby spowrotem znaleźć się w dormitorium, które dzieliła z Pansy, Kate i Millicentą. Jej pozorny spokój jednak nie trwał długo.
Krzyknęła na całe gardło, gdy zobaczyła to, co znajdowało się w tym pomieszczeniu. Wielki, czarny łeb psa był zaledwie kilka metrów od niej. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby po jej dwóch stronach nie znajdowały się jeszcze dwa takie same pyski, a sam pies mierzył nie mniej niż cztery metry wzrostu. Przerażona wpatrywała się w ciemne oczy zwierzęcia. Otrząsnęła się z pierwszego szoku, gdy łeb psa zbliżył się do niej na niebezpieczną odległość półtora metra i plecami mocno przywarła do drzwi próbując znaleźć klamkę. Nie wiedziała, czy było to szczęście, ale drzwi były otwarte. Gdy oparła się o nie plecami, te otworzyły się, a młoda czarodziejka z łoskotem upadła na ziemną posadzkę boleśnie zbijając sobie pośladki. Błyskawicznie omiotła spojrzeniem pomieszczenie z psem i wstała na równe nogi. Zanim pysk psa wyjrzał na zewnątrz zatrzasnęła drzwi i pobiegła w przeciwną stronę z nadzieją jak najszybszego powrotu do lochów. Dzień się nawet nie zaczął, a ona miała już go serdecznie dość.
***
Musiała przyznać, że chociaż jedna rzecz dzisiejszego poranka jej się udała. Wróciła do dormitorium równo minutę przed budzikiem, który budził dziewczyny. Przynajmniej nikt nie będzie wiedział, że była poza dormitorium.
- Ty już ubra...ana? - zapytała ziewając obudzona Kate, gdy zobaczyła Ninę spinającą w kucyk włosy przed lustrem.
- Nie chcę spóźnić się na lekcję latania. Wiesz przecież, jak bardzo chciałam tego spróbować - skłamała dziewczyna, otrzepując kołnierzyk bluzki z kurzu, którym się ubrudziła. Nina wiedziała już gdzie była kilka minut temu. To był korytarz na trzecim piętrze. Ten, do którego Dumbledore zakazał im wchodzić, lub nawet znajdować się w jego pobliżu.
Przez następne pół godziny Kate, Millicenta i Pansy szykowały się do następnego dnia szkoły, natomiast Nina udawała, że czyta tekst w podręczniku od eliksirów. Tak naprawdę rozmyślała o tym, co dzisiaj zobaczyła. Nie umknęło jej uwadze, że trójgłowy pies stał na jakiejś klapie. Ciekawiło ją co takiego znajdowało się pod nią. Bo przecież niemożliwe, że taki potwór znajdował się w zamku tylko z zachcianki dyrektora. Miała też jeszcze jeden dylemat. Nie wiedziała, czy powiedzieć o tym Harry'emu i Ronowi. Nie chciała tego ukrywać, ale bała się, że naskarżą na nią do Dumbledore'a albo Snape'a. Wtedy z pewnością wyleciałaby ze szkoły.
- Idziesz? - zapytała zdziwiona Millicenta stając w drzwiach dormitorium. Nina nie zauważyła, że dwie pozostałe dziewczyny już wyszły z pomieszczenia. Rzuciła książkę na łóżko i podbiegła do Ślizgonki. W drodze do Wielkiej Sali rozmawiały o tym, kto będzie najlepiej latał na miotle. Nina ze zdziwieniem obserwowała, że Millicenta nie wspomina nikogo innego, tylko Draco. I Draco. I jeszcze raz Draco. Dziewczyna pomyślała, że byłoby fajnie, gdyby denerwujący Ślizgon przypadkowo spadł z miotły.
***
Po śniadaniu Nina oraz reszta pierwszorocznych uczniów ze Slytherinu i Gryffindoru udała się na lekcje latania. Dziewczyna od razu po przyjściu na otwartą przestrzeń niedaleko dziedzińca zamku zajęła miotłę obok Harry'ego.
- Cześć - powiedziała do Gryfona, gdy wszyscy znaleźli się już na miejscu zajęć.
- Hej. Stało się coś? Jakaś blada jesteś - zauważył. Nina odruchowo potarła policzki wierzchem dłoni. Chciała zaprzeczyć, jednak niezauważone przez nikogo wejście pani Hooch oraz efektowna wywrotka Rona rozkojarzyły ją i odpowiedziała
- Później coś ci powiem.
Wiedziała, że za późno ugryzła się w język. Miała obawy przed powiedzeniem co zobaczyła na trzecim piętrze Harry'emu.
- Witam wszystkich na pierwszej lekcji latania. Na co czekacie? Niech każdy stanie po lewej stronie miotły! - do uszu Ślizgonki dobiegł głos nauczycielki. Bez sprzeciwu wykonała jej polecenie.
- Teraz wyciągnijcie prawą dłoń i krzyknijcie 'do mnie'! - Nina prychnęła, gdy usłyszała następne słowa pani Hooch. Wszystko mówiła takim tonem, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.
- Do mnie! - powiedziała Nina. Omal się nie przewróciła, gdy miotła z impetem uderzyła ją w otwartą dłoń. Poza nią ta sztuka udała się tylko Harry'emu, z którym wymieniła przelotne uśmiechy, Draco oraz Pansy, która uśmiechała się teraz zwycięsko do Daphne. Gdy wszyscy po wielu trudach mieli już miotły w dłoniach nauczycielka kazała im wsiąść na nie i lekko odepchnąć się od ziemi. Nina już ugięła kolana, gdy przed sobą usłyszała piskliwy wrzask. Odruchowo schyliła się, a tuż nad jej głową przeleciał jakiś uczeń rozpędzony na miotle.
- Longbottom! Latać mieliśmy dopiero za tydzień! - wrzasnęła pani Hooch. Nina nie wiedziała jak uczeń o nazwisko Longbottom miał na imię, ale mniej więcej kojarzyła go z ceremonii przydziału. Nevel, Neser, Nathan... na pewno coś na N. Tak czy inaczej Longbottom chyba stracił panowanie nad miotłą. Nina skrzywiła się, gdy mocno zderzył się ze ścianą zamku, a następnie zawisł twarzą w dół, ponieważ skraj jego szaty zahaczył o rzeźbę nad oknem. Materiał jednak nie wytrzymał i Gryfon upadł na ziemię.
- Macie nawet nie dotykać mioteł, dopóki tu nie wrócę, zrozumiano? - zagrzmiała nauczycielka, prowadząc roztrzęsionego chłopaka do zamku.
- Patrzcie, ciamajdzie coś wypadło - zaśmiał się Draco podnosząc z ziemi jakiś okrągły przedmiot. Nina rozpoznała, że to przypominajka. Millicenta dostała taką trzy dni temu od dziadków. Ślizgon przekładał w dłoniach przedmiot podrzucając go nad głowę.
- Oddaj to Malfoy - z szeregu uczniów wyszedł Harry i stanął naprzeciwko blondyna. Nina skarciła się w myślach, że nie powstrzymała Gryfona. Dobrze wiedziała, że tych dwoje może za chwilę dostać szlaban lub coś gorszego.
- Dobra, uspokójcie się. Chcecie stracić punkty? Nie zachowujcie się jak przedszkolaki - powiedziała Nina, podchodząc do chłopców. Draco sprawiał wrażenie jeszcze bardziej pewnego siebie niż wcześniej.
- Potter, chcesz piłeczkę? - Malfoy usiadł na miotle i po chwili unosił się półtora metra nad ziemią. Nina miała ochotę porządnie mu przywalić, jednak wiedziała, że nie powinna wsiadać na miotłę.
- Draco... - zaczęła, jednak zanim dokończyła zdanie jej włosy rozwiał lekko podmuch wiatru.
- Idioci - prychnęła, gdy zobaczyła Harry'ego w powietrzu.
- O, Potter przyleciał w obronie swojej księżniczki! Żartowałem. Prędzej przypominajka by cię zechciała, niż Nina - zaśmiał się Ślizgon unosząc się jeszcze wyżej.
- Czy wy możecie się uspokoić?! Jeżeli natychmiast tu nie zejdziecie zgłoszę to dla Dumbledore'a! - krzyknęła zdesperowana.
- Już idę! Chcesz to Potter? - zapytał kpiąco Draco wyciągając przed siebie rękę z przypominajką. - To sobie weź.
Ślizgona wziął zamach ręką i rzuciła przedmiot w kierunku szkoły. Nina nawet nie zorientowała się, kiedy Harry rzucił się do przodu, aby ją złapać. Podczas gdy Draco lądował na ziemi Gryfon zahamował pod ścianą zamku i podniósł ręce w geście zwycięstwa, omal przy tym nie spadając z miotły.
- Dlaczego chłopacy to tacy idioci? - powiedziała Nina do Kate, która dziwnie przypatrywała się lądującemu w tłumie Gryfonów Harry'emu. Nie doczekała się jednak odpowiedzi, więc błyskawicznie podbiegła do zielonookiego Gryfona.
- Tobie do reszty odbiło? - zapytała stając przed Nim z założonymi rękoma.
- Stary, to było świetne! Jakbyś urodził się na miotle! -wrzasnął Ron nie zważając na słowa Niny. Dziewczyna chciała jeszcze raz zwrócić uwagę Gryfona, jednak przerwał jej donośny głos profesor McGonagall.
- Potter! Za mną - powiedziała zwracając się do Harry'ego. Gryfon głośno przełknął ślinę i z przestrachem spojrzał na Ninę.
- Jak wylecisz to cię zabiję - odparła dziewczyna, gdy Harry odchodził już z opiekunką swojego domu z dwudziestką świdrujących gryfońskich spojrzeń na sobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz