sobota, 1 października 2016

I:Rozdział 5 - Naukę czas zacząć!

Następnego dnia pierwszą lekcją Niny była Obrona przed Czarną Magią. Już po śniadaniu wiedziała, że się spóźni, ponieważ trochę zaspała, nigdzie nie mogła znaleźć Kate, Pansy lub chociażby Millicety, a do tego kompletnie nie wiedziała gdzie odbywając się zajęcia. Zrozpaczona przemierzała kolejne korytarze, jednak za żadne skarby nie mogła znaleźć sali OPCM. Mogła mówić o nadludzkim szczęściu, gdy spotkała jakiegoś starszego Puchona śpieszącego się na zajęcia. Po błyskawicznym spytaniu o drogę Nina westchnęła boleśnie, podziękowała uczniowi Hufflepuffu i pędem pobiegła na drugi koniec zamku.
Do klasy weszła piętnaście minut po rozpoczęciu lekcji. Pchnęła ciężkie, drewniane drzwi i znalazła się w ciemnej sali z mnóstwem ławek, dziwnych rysunkach na ścianach, wielkim kryształowym żyrandolem i sięgającymi sufitu oknami.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała szukając wzrokiem wolnego miejsca.
- N...nie ma sprawy. Przecież je...jesteś nowa, w...więc mogłaś za...zabłądzić - odparł nauczyciel. Nina zdziwiona uniosła brwi i ostatkiem sił powstrzymała się od śmiechu. Profesor Jąkała? Usiadła obok jakiegoś Krukona, bo właśnie z Ravenclavem Ślizgoni mieli lekcje obrony.
- Hej, Marcus jestem - powiedział podając Ninie dłoń. Zaskoczona dziewczyna odwzajemniła gest i również się przedstawiła. Gdy wyciągnęła już książki zaczęła badawczo przyglądać się nauczycielowi.
Charakterystyczną cechą profesora Quirrela był noszony przez niego na głowie turban. Gdy mówił bardzo się jąkał oraz nerwowo gestykulował dłońmi. Zauważyła, że jest też raczej niezdarny, ponieważ gdy tylko przechodził obok jakiegoś stolika zahaczał szatą o zeszyty i kałamarze, czego efektem był wylany atrament Pansy Parkinson. Ubrany był w długą, sięgającą ziemi szarą szatę czarodziejską przewiązaną w pasie bordowym paskiem. Według Niny nauczyciel miał typowe objawy nerwicy. Nie zrobił na niej dobrego wrażenia.
Lekcja ciągnęła się bez końca, podczas gdy Quirrel po raz kolejny powtarzał, że Obrona przed Czarną Magią to bardzo interesujący przedmiot. Ślizgonka prawie wybiegła z klasy, gdy nauczyciel ogłosił koniec lekcji. Była zawiedziona. Miała nadzieję, że to będzie naprawdę ciekawy przedmiot. Jednak dzisiaj pozostała jej tylko nadzieja, że dwie godziny transmutacji okażą się bardziej interesujące.
***
- Nigdy więcej nie dotknę tego zielska! - zaparła się Nina wychodząc razem z Harry'm i Ronem ze szklarni profesor Sprout.
- Nie musiałaś zgłaszać się na ochotnika - wywrócił oczami Ron. Trójka młodych czarodziejów właśnie skończyła zajęcia na dzisiaj. Po dwóch godzinach transmutacji i jednej zielarstwa Nina miała serdecznie dość czarów jak na dzisiaj. Pierwszoroczni Ślizgoni mieli już pracę domową od profesor McGonagall, którą musieli zrobić na jutro, a do tego straciła pięć punktów za to, że wypróbowując nowe zaklęcia na korytarzu przypadkowo zbiła szybę w oknie. Jeżeli istniał jakiś limit nieszczęść, Nina chyba wyczerpała go na dzisiaj.
- Nie wiedziałam, że to zacznie mi się wić w ręce! - Harry zachichotał, za co dostał kuksańca w bok od młodej Ślizgonki.
- Idziemy na błonia? Nie chce mi się siedzieć w zamku, gdy jest taka ładna pogoda - zmieniła temat Nina.
- Dostałem przed zielarstwem list od Hagrida. Zaprosił mnie na herbatę i pisał, żebym przyprowadził znajomych ze szkoły - powiedział Harry, wyciągając z kieszeni szaty pomiętą, żółtą kartkę zapisaną wielkimi koślawymi literami. Najpierw list od Hagrida przeczytał Ron, później trafił ona do rąk Niny.
- Czuję się zaproszona - zaśmiała się dziewczyna, oddając po przeczytaniu kartkę Harry'emu.
- Ron, idziesz? - zapytał Gryfon.
- Mogę iść - odpowiedział rudzielec. Na prośbę Harry'ego nie wytykał już Ninie tego, że jest Ślizgonką, jednak nadal w jej towarzystwie zachowywał pewien dystans. Dziewczyna miała nadzieję, że z czasem mu to minie. W końcu znają się od niedawna, a jest dopiero drugi dzień szkoły. Miała pewność, że do końca roku zdążą się zaprzyjaźnić. Była szczęśliwa, że znalazła wspólny język z Harry'm i nie musiała spędzać przerw z pozostałymi Ślizgonkami. Dziewczyny z Domu Węża dzisiaj przez cały dzień się do niej nie odzywały. Nina przypuszczała, że było to spowodowane tym, że wczoraj wieczorem zaczęła bronić Hermiony, podczas gdy reszta dziewczyn oczerniała mugolaków. Tylko Kate nieśmiało się z nią przywitała, jednak została błyskawicznie odciągnięta przez Pansy i Millicentę.
Trójka młodych czarodziei opuściła mury dziedzińca i skierowała się w stronę Zakazanego Lasu, na którego skraju wznosiła się niewielka chatka zamieszkana przez gajowego Hogwartu, Rubeusa Hagrida. Gdy po szybkim biegu ze stromego stoku wzgórza, na którym znajdował się zamek zatrzymali się przy gajówce cała trójka była nieźle zmęczona. Nina jako pierwsza wzięła głębszy oddech i zapukała do drzwi. Po chwili otworzyły się, a w progu stanął wysoki, muskularny mężczyzna z bujną brodą zasłaniającą prawie całą twarz.
- Wchodźcie, wchodźcie! Harry, jak miło cię widzieć! Chodźcie do kuchni - zaprosił ich gajowy, wpuszczając czarodziejów do środka. Wnętrze było jak na Hagrida za małe, jednak on się chyba tym nie przejmował. Całe wnętrze zajmowała jedna izba, której połowa była zarezerwowana na wielkie łóżko stojące pod oknem. Po drugiej strony stał mały aneks kuchenny i stolik z czterema krzesłami. Resztę miejsca zajmowały stare kosze, sieci, siła i legowisko dla psa.
- Kieł! - wrzasnął Hagrid, a zza łóżka wyłonił się wielki, czarny pies przypominający mieszankę mastifa, buldoga i charta. Cicho zawarczał w stronę dzieci, jednak po chwili schował się za masywne nogi swojego opiekuna.
- To straszny tchórz - Hagrid zwrócił się do czarodziei wskazując im miejsca przy stole. Nina usiadła przy brzegu, natomiast Harry między nią a Ronem. Hagrid podał im kubki i nalał wszystkim parującej, słodkiej herbaty.
- No więc... może przedstawisz swoich towarzyszy? - zapytał mężczyzna Harry'ego. Zanim Gryfon zdążył się odezwać Nina przerażona pisnęła cicho, gdy coś otarło się jej o nogę. Odetchnęła z ulgą, gdy zorientowała się, że to tylko Kieł, który położył głowę na jej kolanach domagając się pieszczot. Dziewczyna skinęła głową na Harry'ego, żeby kontynuował, a sama podrapała psa za uchem, co zwierzę przyjęło z nieukrywanym zachwytem.
- To jest Nina Riddle, a to Ron Weasley. Ron uczy się ze mną w Gryffindorze, natomiast Nina jest w Slytherinie - powiedział Harry. Hagrid zrobił wielkie oczy i zaczął nerwowo gładzić swoją długą brodę. Przez cały czas uporczywie wpatrywał się w Ślizgonkę.
- Ekhem... coś nie tak? - zapytała dziewczyna nieśmiało machając ręką przed twarzą mężczyzny.
- Nie, nic nic. Riddle, mówisz?
- A mówi coś panu to nazwisko? - ożywiła się Nina, upijając łyk herbaty z kubka. Starała się nie skrzywić. Była okropna.
- Znałem kiedyś takiego jednego... nie, to niemożliwe. Więc Harry, jak ci idzie w szkole?
- Niech pan nie zmienia tematu, proszę. Nie znam swoich rodziców, wychowałam się w sierocińcu. Może pan coś wie? Przecież widzę, że znał pan kogoś o nazwisko Riddle - dziewczyna nie dawała za wygraną.
- Nina... - zaczął niepewnie Harry, jednak Ślizgonka mu przerwała.
- Nie, Harry. Ja muszę wiedzieć. Proszę, niech pan mi powie - popatrzyła błagalnym wzrokiem na gajowego, który wyglądał, jakby miał podjąć bardzo trudną decyzję.
- Porozmawiaj z Dumbledorem.
- Niech pan mi powie.
- Nie jestem pewien...
- Niech pan mi powie - powtórzyła nie dając za wygraną Nina. Bardzo chciała dowiedzieć się czegoś o swojej rodzinie.
- Uczył się ze mną taki jeden. Nie wiem co się z nim później stało, chyba zaginął czy coś w tym stylu. Nic więcej nie wiem - Hagrid plątał się w swojej wypowiedzi, jednak Nina postanowiła, że już więcej nie będzie naciskać. Miała pewność, że gajowy czegoś jej nie powiedział, jednak nie chciał być wścibska.
- Ty jesteś czarodziejem? Dlaczego wcześniej nie czarowałeś? - zapytał Harry.
- Długa historia dzieciaki. Opowiadajcie co w szkole.
Temat osobnika o nazwisku Riddle i Hagridzie-czarodzieju znikł. Gryfoni zaczęli opowiadać o pierwszych lekcjach, a Nina kilka razy wtrąciła swoje dwa grosze. Jednak od czasu do czasu odpływała i zapadała się w swoje myśli. Wiedziała, że musi się dowiedzieć kim są jej rodzice. Wiedziała, że oboje uczyli się w Hogwarcie. Na tym koniec.
- Nina, jak ci się podoba Slytherin? - z zamyślenia wyrwał ją głos Hagrida.
- Nie jest tak źle. Nie ukrywam, wolałabym być w Gryffindorze, jednak nie narzekam. Fakt, dziewczyny są trochę uprzedzone co do Gryfonów i mugolaków, jednak jakoś to przeżyję. Żebyście wiedzieli jak wczoraj się na mnie obraziły po tym, jak powiedziałam kilka dobrych słów o czarodziejach mugolskiego pochodzenia. Dzisiaj cały dzień się do mnie nie odzywały.
- Uwierz mi, sam się dziwię, że taka miła dziewczyna jest w Slytherinie - powiedział Hagrid. Nie zabrzmiało to szczerze, ale Nina postanowiła, że nie będzie się czepiać.
Gajowy wygonił ich o ósmej tłumacząc się, że zaczyna się ściemniać i niedługo powinni być w łóżkach. Dzieciaki podziękowały za pyszną herbatę i skierowały się w stronę zamku. Nina nadal miała w ustach nieprzyjemny smak gorzkiego napoju. Sądząc po minach chłopaków mieli podobnie.
- Więcej nic u niego nie piję. Tfu! Co za ochyda - warkną Ron, plując w krzaki. Harry i Nina zgodnie się zaśmiali.
- Nie mogę się doczekać latania na miotle. Seamus mówił, że to niezła zabawa - powiedział Harry, klepiąc Rona po plecach.
- Z tego, co pamiętam to za tydzieć - przypomniała sobie Nina, przeskakując przez kamień, który leżał na drodze i utrudniał wchodzenie na wzgórze. Reszta drogi minęła czarodziejom spokojnie, nawet Ron zdawał się zapomnieć o tym, że nie odzywał się do Niny.
Dziewczyna z żalem pożegnała się ze znajomymi i szybko udała się w stronę lochów. Gdy jak najciszej mogła weszła do Pokoju Ślizgonów zauważyła, że wielu uczniów siedzi jeszcze w półmroku. Chłopcy z ostatniej klasy bawili się w najlepsze grając w karty, natomiast młodsze roczniki siedziały nad zadaniami domowymi albo grały w gargulki.
- Ładnie to tak włóczyć się po nocy? - usłyszała głos Draco tuż po swojej lewej stronie.
- Ósma to nie noc - odpowiedziała dziewczyna, próbując przecisnąć się obok czwartoroczniaków i dostać się do dormitorium.
- Nie radzę zadawać się z Potterem, to dziwak.
- Sama decyduję z kim się zadaję. I jeżeli nadal będziesz się tak zachowywał, to raczej wątpię, byś miał u mnie jakieś szanse. Na przyjaźń oczywiście.
Nina dostała się wreszcie do schodów i wskoczyła na drugi stopień. Draco nie zauważył, że znajduje się przy wejściu do dormitoriów dziewczyn, więc jak gdyby nigdy nic próbował wejść za nią.
- Co do... - zdążył powiedzieć, zanim niewidzialna siła odrzuciła go na pięć metrów w tył. Upadając plecami na podłogę przypadkowo pozbawił równowagi kilku starszych uczniów, więc leżeli teraz na dywanie w wielkiej plątaninie kończyn, głów i szat szkolnych. Nina zachichotał razem z resztą Ślizgonów obecnych w pokoju wspólnym. Odwróciła się na pięcie i pomaszerowała w stronę swojego dormitorium.
OoOoOoOoOoOoO
Dziękuję, jeżeli ktoś to czyta! Czas zabrać się za tego bloga :D 
Jeżeli się podoba - nie zapomnij skomentować!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz