niedziela, 25 września 2016
I:Rozdział 4 - Szlama
Gdy Nina obudziła się następnego dnia przez zaczarowane okno do pokoju wpadało jasne światło słoneczne. Lewą ręką przetarła zaspane oczy oraz wolno przeczesała włosy. Poczuła, że są mokre. Jakby ktoś wylał jej na głowę wiadro letniej wody. Zaskoczona wstała z łóżka, podeszła do lustra zawieszonego na ścianie i zobaczyła na swoich włosach ohydną, jaskrawą, zieloną farbę. Krzyknęła, a w tej samej chwili zza drzwi wyskoczyły dwie inne, z tego, co zauważyła starsze uczennice i obsypały ją zielonym proszkiem, który natychmiast przykleił się do niej.- Zabiję! A tylko mi się pokażcie na oczy! - wrzasnęła za zbiegającymi ze schodów roześmianymi Ślizgonkami. Mrucząc pod nosem coraz gorsze przekleństwa szybko pobiegła do łazienki umyć się, ale niestety niecała farba zeszła z jej włosów, końcówki pozostały w odcieniu zieleni. Wściekła ubrała się w czarną szatę, wrzuciła podręczniki do torby i opuściła dormitorium. Nawet nie przywitała się z rozczesującą poplątane, zielone włosy Millicentą. Ją chyba też dopadły starsze uczennice. Ninie przynajmniej udało się zmyć część farby.Już trochę mniej zdenerwowana zeszła do pokoju wspólnego. Według kartki, którą wczoraj otrzymała Nina śniadanie powinno zacząć się za kilka minut. Energicznie rozsunęła kotarę oddzielającą dormitoria od Pokoju Wspólnego i ku swojej rozpaczy zauważyła Draco Malfoy'a stojącego kilka metrów przed nią.- Niezłe włosy Nina - prychnął, opierając się o skórzany fotel. Włosy miał tak samo, jak wczoraj gładko zaczesane do tyłu, a kpiący uśmieszek nadal był nieodłącznym elementem jego twarzy.- Oh, weź się zamknij - odwarknęła dziewczyna, próbując przejść obok ucznia Slytherinu. Ten jednak chwycił ją za rękaw szaty i Nina, chcąc czy nie chcąc musiała wysłuchać, co miał do powiedzenia.- My Ślizgoni powinniśmy trzymać się razem, prawda? Nie bez powodu nasz dom jest najlepszy.- Odkąd ty do niego trafiłeś spadł na trzecie miejsce - odpowiedziała wyswobadzając szatę z ręki Draco i zamaszystym krokiem udała się do wyjścia.- Czekaj! Trzecie? - zapytał doganiając ją. Teraz dwoje Ślizgonów szło ramię w ramię przez korytarze lochów.- Żartuję. Nadal jesteśmy pierwsi, ponieważ JA trafiłam do Slytherinu - przez kilka sekund doszła do wniosku, że nie powinna robić sobie wrogowie we własnym domu. Przecież zgodnie z mową McGonagall był on teraz jej rodziną. Innej nie miała.- Jeżeli nie będziesz zadawać się z Gryfonami, Puchonami i co gorsze szlamami to być może utrzymamy tę pozycję - zaśmiał się Malfoy. Nina głęboko westchnęła. Co miała robić? Polubiła Harry'ego i Rona, ale skoro Slytherin był do nich tak wrogo nastawiony... miała mętlik w głowie.- Moja sprawa z kim się zadaję Draco. Przecież nie będę się teraz zachowywać jak ty względem Gryfonów. Zauważyłam jak na nich patrzyłeś wczoraj - powiedziała po krótkim namyśle.- Znasz ich ledwie kilka godzin. Ja poza tym słyszałem dużo rzeczy o nich i uwierz mi, to nie są czarodzieje godni zaufania. Zadufani w sobie, pyszałkowaci, naiwni...- Mówisz o sobie czy o Gryfonach? - nie mogła wymyślić niczego lepszego, ale jej pytanie mocno zbiło z tropu młodego Ślizgona.- Po raz pierwszy od kilkuset lat tiara chyba się pomyliła. Twoim miejscem jest Hufflepuff - prychnął blondyn i pomaszerował w stronę stołu Slytherinu. Nina nie zauważyła nawet jak szybko minęła jej droga do Wielkiej Sali. Wczoraj zdawało jej się, że przeszła co najmniej kilometr. W tłumie uczniów Gryffindoru dostrzegła Harry'ego i Rona, jednak mimo jej usilnych starań nie zauważyli jej. Lekko zawiedziona usiadła razem z innymi Ślizgonami.Pośpiesznie zjadła śniadanie i sprawdziła plan lekcji. Jej pierwszą lekcją dzisiaj były eliksiry. Od Pansy słyszała, że Snape bardzo lubi Ślizgonów, ponieważ jest opiekunem ich domu oraz wykazują duże zdolności do warzenia eliksirów. Gdy zerknęła na wyście z Wielkiej Sali dostrzegła znajomą rudą czuprynę przy drzwiach. Szybkim krokiem udała się w tamtym kierunku i dogoniła Rona i Harry'ego.- Cześć - uśmiechnęła się w kierunku chłopców. - Jak tam pierwsza noc?- Fantastycznie! Zasnęliśmy dopiero po północy - odpowiedział rozentuzjowany Harry. Nina zauważyła, że on, jak i zarówno Ron byli trochę zmęczeni.- Mamy teraz razem eliksiry. Nie mogę się doczekać pierwszych lekcji! - Dziewczyna nigdy nie była wybitną uczennicą, ale bardzo ciekawiły ją nowe przedmioty, których będzie się uczyła w Hogwarcie. Jakiś miesiąc temu nigdy nie słyszała o transmutacji, eliksirów i zaklęciach. Za to Ron pewnie miałby trudności nawet z wymówieniem słowa matematyka czy informatyka.- Serio? Ja raczej czekam na pierwszy mecz Quiditcha - Ron sprawiał wrażenie zniecierpliwionego.- Ron, rozchmurz się - zaśmiała się Nina, podchodząc bliżej do Gryfona, jednak ten jak oparzony odsunął się od niej zdziwiony.- No co? - zapytała zdezorientowana Ślizgonka.- To może chodźmy już na te eliksiry - westchnął Ron i pociągnął Harry'ego za rękaw szaty. Nina nie bardzo wiedząc co robić poszła razem z nimi.- O co mu chodzi? - szepnęła do zielonookiego Gryfona, gdy Ron wyprzedził ich o kilka kroków.- Ma jakieś fobie o Ślizgonach. Nie przejmuj się, minie mu - odpowiedział doganiając Rona.Kilka minut później Harry, Ron i Nina dołączyli do reszty uczniów Gryffindoru i Slytherinu przed klasą eliksirów. Dziewczyna chciała zapoznać się z Hermioną, Lavender i Parvati z Gryffindoru, jednak zawarcie znajomości przerwała jej Kate, która błyskawicznie odciągnęła ją na bok.- Nie radzę się z nimi zadawać. Widzisz tą Granger? - wskazała na brązowowłosą Gryfonkę. Nina skinęła głową na znak, że rozpoznaje dziewczynę. - To szlama. Czyli mogolaczka. Nie radzę zadawać się z takimi.Szlama. Ninie nie spodobało się to słowo. Do tego w ustach Kate zabrzmiało jak najgorsza obelga. I chyba właśnie tym było. Ślizgonka chciała coś odpowiedzieć koleżance z dormitorium, jednak przeszkodziło jej pojawienie się nauczyciela. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna ubrany w strój nietoperza wzbudzał niemiłe wrażenie.- Batman - szepnęła chichocząc Nina do Pansy, która dołączyła do niej i Kate. Parkinson popatrzyła na nią dziwnie nierozumiejąc, o co chodzi.- Nie ważne - dodała Nina, wchodząc do klasy. Ławki były ustawione w rzędach, po pięć lub więcej w jednym. Milicenta, Pansy i Kate błyskawicznie zajęły miejsca na samym końcu spychając z nich jakiś dwóch chuderlawych Gryfonów. Zanim Nina zdążyła się do nich dosiąść miejsca z boku zajęły pozostałe dziewczyny ze Slytherinu. Nina westchnęła i odwróciła się zawiedziona na pięcie. Jedyne wolne miejsce było teraz obok Hermiony.- Zechce pani usiąść, czy mam czekać kolejne dwie minuty? - w klasie zabrzmiał skrzekliwy głos profesora Snape'a. Jego ciemnobrązowe oczy utkwione były w młodej Ślizgonce.- Przepraszam - wyszeptała niemal niesłyszalnie i usiadła obok Gryfonki. Nauczyciel zaczął prowadzić lekcje. Mówił o tym, że ważenie eliksirów to trudna i skomplikowana sztuka, w której mistrzostwo osiągną tylko nielicznie i inne bzdury. Tak naprawdę już po kilka minutach Nina przestała go słuchać. Bardzo chciała być dobrą uczennicą i była ciekawa nowego przedmiotu, ale po prostu znała tę zasadę, że lekcje organizacyjne w każdej szkole, magicznej czy niemagicznej, są nudne.- Widzę jednak, że nie wszyscy są zainteresowani tym, co mówię... widocznie ich poziom wiedzy z zakresu eliksirów wykracza poza materiał klasy pierwszej! - w pomieszczeniu rozbrzmiał głos profesora Snape'a. Ninie wydawało się przez chwilę, że to o nią mu chodzi, więc błyskawicznie wyprostowała się na krześle i poprawiła przesunięty na skraj ławki podręcznik. Jednak nauczyciel tylko prześlizgnął się po niej wzrokiem, a całą swoją uwagę utkwił w rzędzie za nią. Siedzieli w niej Harry, Ron i dwoje innych Gryfonów.- Ja notowałem... - odwróciła się do tyłu i zobaczyła, że zielonooki Gryfon próbuje bezskutecznie wytłumaczyć się przed nauczycielem. Później zadał chłopakowi kilka arcytrudnych pytań z zakresu eliksirów, na które oczywiście Gryfon nie znał odpowiedzi. Gdy z ust nauczyciela miała polecieć kolejna zniewaga Nina zdobyła się na odwagę i odwróciła uwagę nauczyciela.- Profesorze... - powiedziała nerwowo zerkając w stronę Harry'ego. Nie miała zamiaru patrzeć jak obrywa mu się za nic.- Tak, Riddle? - odpowiedział Snape niechętnie odwracając się w stronę młodej Ślizgonki.- Może pan tak się na nim nie wyżywać? Wiem, każdy może mieć gorszy dzień, ale...- Masz coś jeszcze mądrego do powiedzenia, panno Pyskalska? - Snape z impetem uderzył dłońmi o blat stolika przed Niną. Dziewczyna odruchowo spuściła wzrok, jednak po chwili odpowiedziała nauczycielowi.- Nie. To wszystko - powiedziała cicho.- Panie profesorze - wycharczał Mistrz Eliksirów.- Panie... profesorze Nerwusie - pysknęła splatając ręce na piersi. Snape wyglądał, jakby z jego nosa i uszu za chwilę miała wystrzelić kolumna dymu, jednak nadal pozostał śmiertelnie blady. Według Niny wyglądał jak niektóre wampiry z horrorów.- Z uwagi na to, że jest to wasz pierwszy dzień nie wlepię waszej dwójce szlabanów. Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru za wymądrzanie się na lekcji - powiedział do całej klasy i oddalił się w kierunku swojego biurka.- Dlaczego tylko Gryffindor? Ja jestem Ślizgonką - Nina uważała, że ukaranie jedynie Gryfona było niesprawiedliwe. Jej samej zależało na punktach dla swojego domu, ale nie miała zamiaru od samego początku być bezkarna. Wtedy Gryfoni do końca by się już na nią obrazili.- Minus pięć Slyherin - warknął Snape, a Nina uchwyciła oskarżycielskie spojrzenia Ślizgonów. Najbardziej uporczywie wwiercały się w nią stalowe oczy Draco Malfoya.- Zadowolona? - dodał nauczyciel.- W stu procentach, proszę pana - uśmiechnęła się niewinnie otwierając zeszyt i maczając pióro w atramencie, pokazując gotowość do lekcji. Pod tym względem Snape nie miał się do czego przyczepić.Następna połowa lekcji minęła w miarę spokojnie. Po zakończeniu eliksirów Nina wyszła z sali jako jedna z pierwszych. Pierwszoroczni Ślizgoni mieli teraz pierwszą lekcję zaklęć z Krukonami. Później dwie godziny zielarstwa. Nina nie pamiętała, z jakim domem mieli zajęcia prowadzone przez Sprout. Nina miała nadzieję zobaczyć jeszcze Harry'ego i Rona, ale zniknęli gdzieś w tłumie uczniów. Westchnęła i powlokła się w prawą stronę. Dogoniła idące do sali zaklęć Kate i Pansy, które żywo o czymś dyskutowały.- Cześć dziewczyny - uśmiechnęła się dołączając do swoich współlokatorek.- Jak mogłaś bronić Pottera? Przecież to bezmózgi Gryfon - zarzuciła jej na powitanie Pansy.- Znam go kilka godzin dłużej od ciebie i wydaje się miły. Weasley mnie trochę wkurza, ale to pewnie minie.- Sama do Pottera nic nie mam. Gryfoni też nie są tacy źli, ale tego, że siedzisz obok szlamy już nie przeboleję. Przecież było wolne miejsce obok Crabbe'a - zabrała głos Kate jako pierwsza, wchodząc na kręte schody. Nina trzymając rękę na poręczy poszła za nią.- Dlaczego tak nie lubicie tych... szlam - ostatnie słowo ledwie przeszło jej przez gardło, ponieważ wiedziała, że w ten sposób obraża Hermionę i wielu innych uczniów Hogwartu.- Oni nie mają w sobie ani kropli czarodziejskiej krwi! To tak, jakby koń odkrył, że jest jednorożcem. Nonsens! - uniosła się blondynka. Pansy parsknęła śmiechem omal nie zlatując ze schodów.- Tak, może masz rację - powiedziała cicho i bez przekonania Nina. Przez resztę drogi do sali zaklęć się nie odzywała. Skąd mogła wiedzieć, co to jest szlama? Albo mugolak? Przecież to wszystko było dla niej nowe. Sama nie była pewna jakiej jest krwi. Wiedziała tylko, że jej matka była czarownicą i również trafiła do Slytherinu. Cała reszta stanowiła jedną wielką białą plamę. Kto wie, może kiedyś odkryje swoją historię? Jednak teraz musiała się skupić jedynie na tym, aby zaaklimatyzować się w nowej szkole. Może nawet uda jej się dogadać ze wszystkimi? Mały kawałeczek jej umysłu miał jeszcze nadzieję, że gdy w czerwcu wróci do Londynu będzie miała same miłe wspomnienia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz