niedziela, 18 września 2016

I:Rozdział 3 - Czy węże kąsają?

Gdy ceremonia przydziału się zakończyła, Dumbledore rozpoczął swoje przemówienie.
- Witam, drodzy uczniowie Hogwartu - powiedział, po czym na sali rozległy się oklaski. Najgłośniejsze dochodziły od stołu GryffindoruPuchoni też nie próżnowali.
- Cieszę się, widząc tyle nowych twarzy. Jak zwykle informuję was, że wstęp do Zakazanego Lasu jest surowo wzbroniony. A jeżeli ktoś złamie ten przepis... cóż, możliwe, że dzikie zwierzęta was nie rozszarpią. W tym roku zakazuje się również wstępu na trzecie piętro. Tej zasady też radzę nie łamać. Jak zwykle lista wszystkich niedozwolonych przedmiotów magicznych znajduje się w biurze naszego woźnego, pana Filcha... - Nina słuchała słów dyrektora bez entuzjazmu. Na pierwszy rzut oka wyglądał na miłego staruszka, jednak gdy przyjrzała mu się przez chwilę zauważyła jego nerwowe gesty rękoma oraz ciągłe zerkanie na stół Ślizgonów.
Lekko odetchnęła z ulgą, gdy Dumbledore zarządził rozpoczęcie uczty. Jednak nawet pojawiające się znikąd na stołach pyszne potrawy, słodkie napoje, sok dyniowy i ciasta nie zachwyciły Niny. Mało zjadła podczas swojego pierwszego posiłku w Hogwarcie. Bez entuzjazmu mieszała swoim widelcem w talerzu, na który nałożyła sobie kawałek placka dyniowego. Co chwilę zerkała w kierunku stołu Gryffindoru. Harry i Ron zajęci byli rozmową z jakimś wysokim Gryfonem, najwyraźniej starszym bratem Rona, ponieważ byli strasznie do siebie podobni. Odwróciła od nich wzrok i skupiła się na obserwowaniu uczniów Slytherinu. Już na pierwszy rzut oka niektórzy Ślizgoni wydawali się nieprzyjaźni. Pogardliwe spojrzenia i cwaniacki uśmieszek, który nigdy nie schodził im z twarzy, ale tak naprawdę dom Slytherinu nie różnił się tak od pozostałych trzech. Starsi uczniowie śmiali się i żartowali, natomiast młodsi z zachwytem obserwowali zaczarowane sklepienie Wielkiej Sali i suto zastawione stoły uginające się pod ciężarem smakołyków. Nina zastanawiała się, dlaczego Ron opowiadał, że Slytherin jest najgorszym domem.
Czterech nauczycieli wstało od stołu nauczycielskiego. Jak tłumaczyli jej starci uczniowie siedzący naprzeciwko niej byli to Severus Snape, nauczyciel eliksirów i opiekun jej domu, Minerwa McGonnagall, która była profesorka transmutacji, Flitwick prowadzący zajęcia z zaklęć i Pomona Sprout, nauczycielka ucząca w Hogwarcie zielarstwa. Każdy z nich podszedł do innego stołu. W stronę Ślizgonów udał się profesor Snape. Wychyliła trochę głowę, aby lepiej mu się przyjrzeć, jednak poczuła, że ktoś ciągnie ją za skraj szaty. Blondyn, obok którego siedziała przy stole, przedstawił jej się.
- Nazywam się Draco Malfoy. A ty? - zapytał ignorując Snape'a, który wcisnął mu do dłoni jakąś kartkę. Dziewczyna również dostała swoją.
- Nina Riddle.
- Dobrze, że jesteś w Slytherinie. Tiara przydziału wiedziała co robi. Do nas zawsze trafiają najlepsi, mój ojciec też tu był, a ja...
- Jakoś nie skaczę z radości – przerwała mu Nina, Zanim Draco zdążył się odezwać przerwał mu wrzask jakiegoś ucznia.
- Terry, ty kretynie! - głos dochodził ze strony stołu Ravenclavu. Nina nie widziała dokładnie, ale wydawało jej się, że dwoje uczniów o coś się pokłóciło. Chyba o wylany sok. Oderwała wzrok od Krukonów i zerknęła na kartkę otrzymaną od profesora Snape'a. Okazało się, że rozdał im plany lekcji. Nina zaczęła czytać ich rozkład zajęć. Mieli bardzo dużo nauki. Nawet w mugolskiej podstawówce, do której chodziła przed dostaniem listu z Hogwartu nie mieli tylu zajęć, dodatkowych lekcji i przedmiotów. Na planie nie było żadnej lekcji, jakiej się dotąd uczyła. Gdy czytała książki i magii, zorientowała się, że eliksiry są trochę podobne do mugolskiej chemii, transmutacja jest tak samo trudna, jak matematyka, a zielarstwo to magiczny odpowiednik biologii lub przyrody. Nina z cichym westchnieniem odłożyła swoją kartkę na stół. Gdy już wszyscy pierwszoroczni dostali swoje plany Draco znowu ją zaczepił.
- No nie. Ponad połowę lekcji mamy z Gryfonami – żalił się.
- To chyba dobrze. Wydają się mili.
- Ty ich nie znasz. A ten Potter, ta kanalia...
- Do Harry'ego się nie czepiaj. Jest miły.
Widząc zdziwienie Draco jej wypowiedzią na temat Gryfona dodała
- Siedziałam z nim w przedziale pociągu do Hogwartu. Fajnie się z nim rozmawiało, może gdybyś go lepiej poznał, to zmieniłbyś zdanie na jego temat.
- No proszę, już zdążył cię omamić swoim uśmieszkiem i ckliwą historyjką o rodzicach - prychnął Ślizgon uśmiechając się chytrze.
- Wcale nie. A poza tym. Nie rozmawialiśmy o jego rodzicach... - szybko zaprotestowała.
Zanim skończyła mówić, od stołu nauczycielskiego wstał dyrektor. Podszedł do złotej mównicy w kształcie orła, wokół której unosił się tuzin świec z wesoło migoczącymi płomieniami. Ich ciepłe światło wyraźnie odbijało się w okularach połówkach na nosie dyrektora Hogwartu.
-A więc nasza uczta dobiega końca. Teraz proszę prefektów o odprowadzenie pierwszorocznych do dormitoriów poszczególnych domów. Życzę wam, moi uczniowie dobrej nocy i udanego roku szkolnego.
- Dokończymy naszą rozmowę... Nina - szepnął do niej Draco.
Od każdego stołu wstali po dwaj starsi uczniowie i zebrali pierwszorocznych. Nina wychodząc z Wielkiej Sali zdołała jeszcze zamienić parę słów z Gryfonami. Oczywiści cały czas starała się mieć na oku prefekta Slytherinu.
- Hej! Harry! Ron! Zaczekacie chwilę! - krzyknęła do chłopców, którzy właśnie wychodzili razem z dwójką innych pierwszorocznych Gryfonów.
- O co chodzi? - odpowiedział jej Ron, który jako pierwszy zauważył zbliżającą się do nich Ninę.
- Życzę powodzenia w Gryffindorze. Obyśmy mieli jak najwięcej lekcji ze sobą - uśmiechnęła się. Jej zły humor po rozmowie z innymi uczniami Slytherinu minął. Jednak zmartwiła się widząc uniesione brwi Rona.
- Przecież jesteś Ślizgonką, a zazwyczaj Gryfoni i Ślizgoni się nie lubią... - zwrócił się do niej rudowłosy Gryfon.
- Aha. Więc teraz zaczniesz mnie nienawidzić tylko dlatego, że jestem w Slytherinie? - odpowiedziała zawiedziona.
- Ale Nina...- zaczął Harry - on nie miał tego na myśli. Ja cię nadal bardzo lubię.
- Harry. W Slytherinie lądują same szumowiny - wtrącił Ron. Ta uwaga zabolała Ninę. Jak mógł ją oceniać po kilku godzinach znajomości?
I kto tu jest niewychowany?- pomyślała.
- Ale w pociągu się dogadywaliśmy - spojrzała wymownie na Rona i skrzyżowała ręce na piersi. Wzięła głęboki oddech i z całych sił próbowała powstrzymać łzy cisnące się jej do oczu.
Gryfoni do mnie! - usłyszała krzyk z prawej strony. Najwyraźniej prefekt Gryffindoru zwoływał pierwszorocznych. Nina podziękowała mu w myślach za doskonałe wyczucie czasu. Spojrzała jeszcze raz na Rona, który lekko się zmieszał.
- Do jutra. Miłej nocy - rzuciła Harry i pociągnął lekko przyjaciela z rękaw szaty. Nina wymamrotała coś na pożegnanie, jednak wątpiła, że ktokolwiek ją usłyszał. Odwróciła się do tyłu i z bijącym sercem zauważyła, że Ślizgoni znikają za załomem korytarza. Puściła się biegiem w tamtym kierunku co kilka kroków potykając się o skraj szaty. Po chwili odetchnęła z ulgą, ponieważ znalazła się spowrotem w grupie uczniów Slytherinu, która stała teraz dużych, kamiennych drzwiach.
- Cześć. Na co czekamy? - zagadnęła jedną z dziewczyn stojących z boku. Miała jasne, blond włosy upięte w kucyk z tyłu głowy oraz duże, niebieskie oczy. Była trochę wyższa od Niny.
- Na prefekta. Jestem Kate, a ty? - zagadnęła blondynka.
- Nina - odpowiedziała Ślizgonka podając dziewczynie dłoń.
- To Milicenta, Pansy, Tracey i Daphne - Kate przedstawiła po kolei dziewczyny, które znajdowały się w grupie pierwszoroczniaków. Millicenta miała ciemne, krótkie włosy oraz czekoladowe oczy. Cały czas rozmawiała z dziewczyną o imieniu Pansy, wysoką brunetką o twarzy przypominającej pysk mopsa. Urodą raczej nie grzeszyła.
- Pansy to moja kuzynka. Córka siostry mojej matki - powiedziała Kate wskazując ręką na brunetkę.
- Jasne...
- Nie bój się. Hogwart wcale nie jest taki zły. Byłam tu z tatą w wakacje, żeby pokazał mi wszystkie pomieszczenia. Nie mam pojęcia jak załatwił to u Dumbledore'a, ale to był strzał w dziesiątkę. A ty pierwszy raz tutaj? - blondynka trajkotała jak nakręcona przypatrując się Ninie z błyskiem w oku.
- Tak, pierwszy raz. Dowiedziałam się, że jestem czarownicą miesiąc temu, więc to wszystko jest dla mnie nowe.
- Na prawdę?! Jesteś mugolaczką? - zapytała Kate zakrywając sobie usta rękę. Kilka osób stojących obok skierowało na nią zdziwione spojrzenia.
- Nie, nie nie! A zresztą... sama nie wiem. Wychowałam się w sierocińcu. Nie wiem kim byli moi rodzice - speszyła się dziewczyna.
- Oh... przykro mi. A jak masz na nazwisko? Może coś będę wiedziała. Jestem czystej krwi.
Riddle.
- Nie kojarzę. Może dali ci inne nazwisko - Kate wzruszyła ramionami i odwróciła wzrok w kierunku drzwi, które nagle otworzyły się szeroko.
- Chodźcie za mną - rozbrzmiał głos prefekta Slytherinu, wysokiego, przystojnego bruneta ubranego w czarną szatę Hogwartu z godłem domu Węża po lewej stronie.
- A ty? Jak masz na nazwisko? - zapytała Nina Kate, gdy podążali za prefektem stromymi schodami w stronę lochów.
- Linsday - odpowiedziała krótkoblondynka przytrzymując się ściany, aby nie zlecieć w dół po schodach.
Kilka minut później pierwszoroczni Ślizgoni stanęło przed murowaną ścianą, która w niektórych miejscach była pomalowana na zielono i srebrno.
Draco Dominus - powiedzial prefekt, a ściana drgnęła i odsłoniła przez nimi wejście do dormitoriów.
- Zapamiętajcie hasło. Jest konieczne, aby wejść do Pokoju Wspólnego. Chodźcie za mną - dodał, po czym przeszedł przez przejście.
Grupka pierwszorocznych przeszła do dużego pomieszczenia z kominkiem, kilkoma kanapami, krzesłami i stolikami. Wszystko było zdobione w srebrno-złote wzorki i rysunki węża. Kamienne ściany były zasłaniane przez ciemnozielone kotary zwisające z sufitu i sięgające aż do podłogi. Nad całym pomieszczeniem górował żyrandol z opadającymi kaskadami brylantów. Meble zrobione były z ciemnobrązowego drzewa, natomiast podłoga wyłożona była czarnymi perskimi dywanami. Przez gigantyczne okno po prawej stronie wejścia do środka wlewało się słabe popołudniowe światło.
- Okna są zaczarowane, bo jesteśmy w lochach - szepnęła Kate do Niny, która zachwycona chłonęła każdy szczegół pomieszczenia. Wszystko wydawało jej się takie zimne, bez najmniejszej iskierki ciepła. Miała nadzieję, że gdy Pokój Wspólny zapełni się uczniami i trzaskiem ognia w kominku zrobi się tu nieco przytulniej.
- Dormitoria dziewcząt są po prawej, chłopców po lewej. Wasze bagaże już tam na was czekają, więc lećcie się rozpakować - poinformował ich prefekt i rozsiadł się wygodnie na jednym z obitych skórą foteli. Nina podążyła z grupką dziewczyn schodami na górę.
Millicenta Buldstrode, Kate Linsday, Pansy Parkinson, Nina Riddle - Pansy odczytała napis na drzwiach po lewej stronie. Tracey i Daphne westchnęły zawiedzione i powlokły się dalej szukać swojego dormitorium.
- Chodźcie - zawołała podekscytowana Kate otwierając drzwi dormitorium. Gdy wszystkie już zmieściły się w przejściu i zamknęły za sobą drzwi zaczęły uważnie przyglądać się pokojowi. W pomalowanym na ciemnoszaro pokoju znajdowały się cztery łóżka z baldachimami oraz ciemnozieloną pościelą, cztery szafki nocne, półki na książki oraz dwie szafy. Podłogę wyściełał czarny puchaty dywan, a na ścianach zawieszone były puste ramki na zdjęcia, które uczniowie mieli uzupełnić sami. Naprzeciwko drzwi znajdowało się także zaczarowane okno.
- Mama opowiadała mi o dormitoriach Slytherinu. Patrzcie na to - uśmiechnęła się Millicenta podchodząc do okna i chwytając leżący na parapecie przedmiot. Wyglądał jak pilot do telewizora. Nacisnęła jeden przycisk, a krajobraz za oknem z zalanych słońcem błoń Hogwartu zmienił się na przepiękny widok na ośnieżone skaliste szczyty gór.
- To jeszcze nic. Wciśnij dwadzieścia sześć - powiedziała Pansy podchodząc do przyjaciółki i wyrywając je pilot z ręki. Widok zmienił się na plażę z palmami, molem oraz żaglówkami pływającymi w tle. Dziewczyny jeszcze przez chwilę bawiły się w zmienianie krajobrazów, z czego najbardziej podobał im się widok na tropikalną wyspę.
Nina nie była zainteresowana tym zajęciem. Podeszła do łóżka, przy którym stał jej kufer i zaczęła się rozpakowywać. Szafę dzieliła z Kate, więc swoje ubrania dokładnie ułożyła w wyznaczonej dla siebie części. Podręczniki zostały w kufrze, który wsunęła pod łóżko. Łazienka przypadła jej jako trzeciej w kolejności, przed Millicentą. Gdy wszystkie dziewczyny były już przebrane w piżamy i po szybkim prysznicu Kate zaproponowała, aby w coś zagrały. Pansy i Millicenta przegłosowały rzucanie zaklęć na poduszki. Nina obawiała się, że uznają ją za głupią, ponieważ, mimo że ćwiczyła w wakacje tak naprawdę nie znała więcej niż pięć zaklęć. Ślizgonki jednak nie naśmiewały się z niej, ponieważ same umiały niewiele więcej. Pansy była wyjątkiem. Rodzice uczyli ją w wakacje. Po półgodzinie poczuły się zmęczone i postanowiły pójść do łóżka.
- Dobranoc - powiedziała Nina, wtulając głowę w puchową poduszkę. Współlokatorki odpowiedziały jej chórem, po czym żadna już nie wypowiedziała tej nocy żadnego słowa.
Nina po nieprzyjemnej uczcie oraz rozmowie z Gryfonami miała teraz odrobinę nadziei, że ta szkoła wcale nie będzie taka okropna. W końcu co może być strasznego w byciu czarodziejem?

OoOoOoOoOoOoOoO
Jeżeli się podoba - komentuj :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz