piątek, 9 września 2016

I:Rozdział 1 - Expres Hogwart

Jedenastolatka stała na peronie 9 i 3/4. Z zachwytem patrzyła na czerwony pociąg z którego wydobywały się kłęby dymu. Nie mogła w to uwierzyć. Po raz pierwszy w życiu widzi coś tak niezwykłego. Dziarsko ruszyła przed siebie, ciągnąc za sobą zdecydowanie za duży dla niej kufer. Weszła do pociągu, rozpoczął się zupełnie nowy etap jej życia...
***
Był pierwszy września. Przez zatłoczone korytarze między przedziałami pociągu Hogwart Expres przeciskała się dziewczyna o kruczoczarnych, długich, opadających jej do połowy pleców włosach i takich samych ciemnych, głębokich oczach. Niektórzy mówili, że jedno spojrzenie na te źrenice robi ci dziurę w mózgu. Nie były to znowu brednie wyssane z palca. Ktokolwiek kiedyś spojrzał jej prosto w oczy nie mógł powiedzieć nic innego, niż "wow". Włosy z przodu miała trochę krótsze, pozostałość po grzywce zrobionej w wieku ośmiu lat.  Różniła się trochę od reszty dziewczyn w pociągu, ponieważ nie miała na sobie spódnicy, tylko czarne obcisłe spodnie i białą  bluzkę, co w połączeniu z jej czarnymi włosami i oczami dawało dość zadziorny wygląd. Miała jedenaście lat i po raz pierwszy jechała do Hogwartu. Do tej pory to wszystko wydawało jej się dziwne. Wychowywała się w mugolskim sierocińcu, więc wcześniej nic nie wiedziała o swoich zdolnościach. W te wakacje po raz pierwszy miała styczność z magią. Trochę się zdziwiła, gdy do drzwi sierocińca zapukał długobrody starzec ubrany w sukienkę oznajmiając jej, że jest czarownicą. Mogła powiedzieć trochę więcej. Ona dość MOCNO się zdziwiła. Ale nie codziennie przecież ludzie dowiadują się, mają magiczne moce. 
W tej chwili z trudem poruszała się po zatłoczonym pociągu. Po drodze mijała roześmianych uczniów starszych klas. Widać, że nie po raz pierwszy jadą do Hogwartu. Szukając wolnego przedziału zobaczyła w jednym dwóch chłopców, postanowiła się do nich dołączyć. Skoro nie ma pustego, to najwyższy czas poznać jakiś ludzi. 
- Cześć- powiedziała, gdy lekko otworzyła drzwi przedziału - mogę się do was przysiąść? Wszędzie tak dużo osób. A nie chcę siedzieć z jakimiś starszakami - starała się, aby jej głos brzmiał czysto i pogodnie. Bardzo się obawiała spotkania z innymi uczniami. 
- Tak, jasne, siadaj - powiedział ten, który siedział bliżej drzwi. Miał płomiennorude włosy, mnóstwo piegów i wielkiego, szarego szczura na kolanach. Nina wzdrygnęła się na widok zwierzaka, nie przepadała za szczurami. Ale cóż, chyba trzeba się przyzwyczaić do dziwactw. 
- Dzięki. Jestem Nina , a wy? - przedstawiła się. Powoli wciągnęła do przedziału swój szkolny kufer i zamknęła za sobą drzwi. Odetchnęła z ulgą. Pierwsze koty za płoty. Jeszcze tylko dziesięć miesięcy. 
- Jestem Harry Potter, - przedstawił się chłopak, który zdaniem Niny wydawał się trochę nieśmiały. Miał takie jak ona, kruczoczarne włosy, drobną sylwetkę i duże, zielone oczy ukryte za szkłami okularów - a to Ron Weasley - wskazał na rudzielca.
- Harry Potter... znajome nazwisko. Gdzieś je słyszałam - powiedziała dziewczyna. Poznała nazwisko chłopca na ulicy Pokątnej, gdy robiła zakupy do szkoły. Nie bardzo pamiętała, ale chyba było to w jakiejś księgarni. 
- Trochę mnie to nie dziwi - westchnął zielonooki i wlepił wzrok w swoje buty, które były na niego o kilka numerów za duże.  
- Pomóc ci z kufrem? - zapytał Ron zmieniając temat i powierzając swojego szczura w ręce Harry'ego. 
- Nie, dzięki. Poradzę sobie - odpowiedziała. - Może mnie nie przygniecie - dodała ze śmiechem.  Kufer był dla Niny trochę za ciężki, więc wyciągnęła swoją nową różdżkę. Ćwiczyła trochę w wakacje, więc sądziła, że może jej się udać.
- Wingardium Leviosa - powiedziała.
Gdy kufer zawisnął w powietrzu i wsunął się na półkę Nina usiadła i spojrzała na zdziwione twarze swoich towarzyszy.
-Jak ty to zrobiłaś? - zapytał ją Ron unosząc do góry brwi. 
- Widzę, że ty też pierwszoroczny, co? Ćwiczyłam w wakacje. Jak się przyłożysz, to nie jest to takie trudne - zaśmiała się podrzucając różdżkę do góry i łapiąc ją jedną ręką tuż przed swoim nosem. W towarzystwie Harry'go i Rona czuła się już odrobinę swobodniej. Gdy tylko kupiła na ulicy Pokątnej podręczniki od razu przebrnęła przez połowę zaklęć, jakie się w nich znajdowały. Codziennie cieszyła się jak małe dziecko, gdy coś się jej udało. 
-Pewnie twoi rodzice cię tego nauczyli, mi mówili, że mam się uczyć wszystkiego w szkole. Nawet nie pozwolili mi wypróbować różdżki - powiedział z wyrzutem Ron, który spowrotem odebrał swojego szczura od Harry'ego.
Te pytanie zaskoczyło Ninę. Miała nadzieję, że chociaż w nowej szkole nie będą jej wytykać palcami sieroctwa. Fakt, w poprzedniej szkole miała przyjaciół, ale były to głównie osoby z sierocińca. Lucas, Emily, Thomas. Ale dzieciaki z dobrych rodzin raczej nie chciały się z nimi trzymać. Miała nadzieję, że tutaj będzie inaczej. Przez chwilę się nie odzywała i patrzyła w okno swoimi pięknymi czarnymi oczami. Postanowiła jednak się odezwać i spróbować nie przejmować się swoim problemem.        
 - Ja nie mam rodziców - wymamrotała trochę niewyraźnie. 
- Przepraszam... nie wiedziałem - dodał ze skruchą Ron. 
- Nic się nie stało, wychowałam się w mugolskim sierocińcu. Moj ojciec zostawił mnie i mamę jak się urodziłam, mama zginęła gdy miałam dwa lata. W sumie to... nie jest tak źle. Rodziców nie pamiętam, a w sierocińcu nie mamy takiego złego życia. Najgorsza jest nasza dyrektorka, wredny babsztyl - powiedziała Nina. Chciała rozładować trochę napiętą atmosferę. 
- A tak wogle, to nie znam twojego nazwiska - zauważył Harry.
- Riddle. Wiem, ZAGADKA ze mnie - chłopacy lekko się uśmiechnęli. Co jak co, ale z jej nazwiska zawsze był śmiech. Ale Nina nauczyła się sama z tego śmiać i obracać w żart.
- Pottera już znam. A ty Ron? - dodała. 
- Weaesley - powiedział rudzielec.
- Też gdzieć słyszałam. Na Pokątnej rozmawiałam z takim jednym. Mówił coś o Weaesley'ach - Nina za późno ugryzła się w język. Tamten chłopak dość niemiło mówił o rodzinie Rona. Coś o zdrajcach krwi i tym podobne. 
- Serio? A co mówił? - dopytywał się Ron.
- Mówił, że... nie pamiętam dokładnie. Coś o... twoim ojcu? - dzieczyna nic lepszego nie wyjaśniła. Miała nadzieję, że nie palnęła czegoś bez sensu.
- Mój tata pracuje w ministerstwie. To pewnie syn jakiegoś jego kolegi z pracy. 
- Tak, pewnie tak - Nina nie bardzo wiedziała o czym zacząć rozmowę. Nie była dobra w szybkim nawiązywaniu kontaktów. Od pierwszej klasy chodziła do szkoły nr 5 w Londynie i nigdy jeszcze nie zdarzyło jej się zawrzeć więcej niż dwie znajomości na jeden raz. Do tego obawiała się tego, że przez dziesięć miesięcy będzie mieszkać w internacie. 
- Jaką masz różdżkę? - zaczął Harry. Dziewczyna w duchu podziękowała mu za to, że nie muszą siedziec w ciszy. 
- Czarny bez, łza feniksa, dziesięć cali, a ty? - zwróciła się do bruneta.
- Czarny bez?! - prawie krzyknął Ron, który wstał ze swojego miejsca i gapił się na nią szeroko otwartymi oczami. 
- Coś nie pasuje? Co w tym złego, że...
- To przeklęta różdżka. Już myślałem, że nie robi się ich z czarnego bzu. Będziesz miała  pecha, i to wielkiego. Nawet nie wyobrażasz sobie... - opowiadał przyciszonym tonem rudzielec.
- Ron! To tylko drzewo! Co za różnica, czarny bez, winorośl, dąb czy cokolwiek innego.  Jedyna różnica to to, że inaczej wyglądają - westchnęła dziewczyna.
- Jest dużo różnic, na przykład winorośl jest giętka. Każde drzewo ma jakby swoje odzwierciedlenie, duszę. To dlatego takie ważne jest, za jakiego została wykonana twoja różdżka... - Ron mówił to z dumą, w końcu tylko on z ich trzech miał wcześniej do czynienia z magią.
- O czym możemy rozmawiać, żeby się nie kłócić? Ja was proszę. Nie chcę już pierwszego dnia mieć wrogów w szkole - przerwała mu Nina.
Zaledwie skończyła mówić, a drzwi przedziału gwałtownie się otworzyły. Stanęła w nich niewysoka dziewczyna z kasztanowymi włosami. Była już przebrana w szaty szkolne Hogwartu. 
- Ale tu tłok - powiedziała. - O, ty pewnie jesteś Harry Potter - odezwała się i spojrzała na Harry'ego.
- Tak, to ja - odpowiedział wlepiając wzrok w podłogę. Widać było, że zielonooki nie lubił, gdy wszyscy go rozpoznawali. 
- Jestem Hermiona Granger. A wy to kto? - dziewczyna zwróciła się do pozostałej dwójki. 
- Jestem Nina Riddle, a to Ron Weasley - odpowiedziała Nina. Ta Hermiona wydawała jej się jakaś dziwna. 
- Coś czarujecie? - zapytała, gdy zauważyła wyciągniętą różdżkę Niny. Dziewczyna zapomniała jej schować do kieszeni. 
- Nie, Nina tylko wkładała swój kufer na półkę. Ty też pierwszoroczna? - powiedział Harry.
- Tak... Nie widzieliście gdzieś ropuchy? Neville zgubił swoją.
- Rupuchy? - zapytała zdziwona Nina i chwyciła się za głowę. - Jeju, szczury, ropuchy, a może jeszcze węże zaczniecie ze sobą nosić? 
- W czarodziejskim świecie to normalne. Za to noszenie takich spodni raczej nie - powiedział trochę urażony Ron.
- Ej! Moje spodnie są normalne! - powiedziała Nina udając obrażoną. 
- Dla mugoli może i tak - odparł rudzielec.
- Jakbyś nie wiedział, dobiero od miesiąca wiem o czarodziejach. Dla mnie to wy nie jesteście normalni. Prawda, Harry? 
- W sumie racja - uśmiechnął się Potter.
- Radzę wam założyć czarne szaty, niedługo wysiadamy - wymianę zdań przerwała Hermiona.Po tych słowach wyszła z przedziału zostawiając ich znowu we trójkę. Zaczęli wciągać na swoje ubrania czarne szaty uczniów Hogwartu.
- Już się nie mogę doczekać kiedy zobaczę Hogwart - zabrała głos Nina. 
- Tak, ja też - odpowiedział Harry.
- Do jakiego domu chcielibyście trafić? - zapytał Ron, któremu najwyraźniej znudziło się obrażanie. W sumie to dobrze.
- Co? - zapytali jednocześnie Nina i Harry. Nigdy nie słyszeli o żadnych domach. 
- Ach, no tak. Nikt wam nie opowiadał o Hogawarcie. Są cztery domy, Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Gryff jest najlepszy, moja cała rodzina w nim była - powiedział z dumą Ron. - Na miejscu wam wszystko wytłumaczą. Ale nie radzę wybierać się do Slytherinu, tak kończą same dupki. 
- A jak trafię do Slytherinu? - zapytała Nina.
- To... Posłuchaj, sytuacja jest taka. W Slytherinie lądują same dzieciaki z czystą krwią. Wszyscy Ślizgoni mają jakąś obsesję na punkcie czystości krwi. Pozostałe domy nie za bardzo ich lubią. Jedynie Krukoni zachowują z nimi jako takie stosunki. 
- Nie mógł być taki jeden wielki dom typu Gryfoslythoravohuffledor? - zapytała Nina z trudnością wymawiając ostatnie słowo.  
- Było czterech założycieli Hogwartu. Każdy chciał mieć swój dom, więc się podzielili. Długa historia. 
Zauważyli, że pociąg zaczął zwalniać. Przez okno było widać piękny zamek z wieloma wieżami i oknami oświetlony pięknymi, niebieskimi światłami. Nina aż usiadła z wrażenia, nigdy nie widziała czegoś tak pięknego. Kto by pomyślał, że ta mała, pyskata Ninka będzie się uczyć w takim magicznym miejscu? Uśmiechnęła się do siebie. Co ją czeka w nowej szkole?            
OoOoOoO
Pierwszy rozdział mamy za sobą :D Jak już pisałam w pierwszym poście, nie zrażajcie się od razu, ponieważ za kilka rozdziałów zacznie się robić ciekawie. Na początku notki będą krótsze, jednak z czasem będą długie. Następny rozdział już niedługo! ( Chociaż wiem, że i tak na razie nikt tego nie czyta ).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz