niedziela, 25 grudnia 2016

I:Rozdział 11 - Ligilimencja

Srebrne, połyskujące klucze, drewniane drzwi, znowu zamknięta za karę w pokoju w sierocińcu. Wychowawczyni z paskiem w ręku. Wściekły, czarny jak noc pies goniący ją po ulicach Londynu. Jakiś facet w czapce, który ją obserwował spod jabłoni w parku. Kolejna jedynka z matematyki i awantura w domu dziecka. Bójka z kolegą z klasy...
- Dość! - Nina krzyknęła i usunęła się na kolana, podpierając się rękoma o zimną, kamienną podłogę lochów. Do oczu cisnęły się jej łzy. To kilkunasta już z kolei lekcja ligilimencji ze Snape'm, a ona dotąd nie mogła zabronić mu wejścia do swojego umysłu.
- Za słabo, czy ty nie możesz... - warknął nauczyciel i urwał wpół zdania. Mistrz Eliksirów był jak dotąd wyrozumiały, ale Nina zorientowała się, że od kilku lekcji jego cierpliwość się kończy.
- Staram się! Miał mnie pan uczyć ligilimencji, a nie jakiejś obrony umysłu - odpowiedziała, wstając z podłogi i otrzepując kurz z ubrudzonej szaty.
- W swoim czasie. Aby dysponować jakąś bronią, trzeba najpierw umieć się przed nią obronić. Jeżeli nie chcesz, nie musisz się tu męczyć. Proszę bardzo, nie sprawia mi satysfakcji uczenie niewdzięcznych bachorów rzeczy, których oni nie...
- Ale ja chcę się uczyć, tylko... to strasznie trudne - westchnęła, opanowując nerwy. Wiedziała, że kłótnią może tylko rozwścieczyć nauczyciela, a tego z całą pewnością nie chciała.
- Więc nie marudź - odpowiedział Snape, wyciągając przed siebie różdżkę.
- Ale nie teraz. Na dzisiaj już koniec - zaprotestowała Nina, odsuwając się na bok, poza pole rażenia różdżki profesora.
- Nie ty tutaj rozkazujesz - Snape przeszył ją mrożącym krew w żyłach wzrokiem. Czasami trochę bała się tego spojrzenia, ale wiedziała, że Snape ma do niej szczególną słabość. W końcu chyba by jej nie uczył, gdyby jej nie lubił, prawda?
- Jestem zmęczona, a mam dzisiaj transmutację na pierwszej i chcę jeszcze trochę odpocząć... I tak nie poradzę sobie z taką ilością ćwiczeń.
- A idź. Co mnie tam obchodzi co... - Nina nie słyszała już ostatnich słów nauczyciela, ponieważ wybiegła z komnat Snape'a. Od kilku tygodni uczył jej ligilimencji, a jakoś nie za bardzo jej się udawało. Nie sądziła nigdy, że będzie łatwo, ale z dnia na dzień czuła się bardziej rozczarowana brakiem postępów. Coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że być może nigdy się jej nie uda opanować ligilimencji. Mimo tego, że była zawiedziona, jedna rzecz szczególnie podnosiła ją na duchu. Nie jest podobna do swojego ojca.
***
Miała jeszcze kilkanaście minut do rozpoczęcia pierwszej lekcji - transmutacji z profesor McGonagall. Wszyscy uczniowie już skończyli śniadanie, więc korytarze były pełne przechodzących obok, śmiejących się, kłócących, przemykających pod ścianami młodych czarodziejów. Nina, ubrana w czarną szatę szkolną, skierowała się w stronę schodów prowadzących na pierwsze piętro, gdzie mieściła się sala transmutacji. Ślizgoni uczęszczali na te lekcje z Hufflepuffem, więc Nina miała nadzieję, że znowu jakiś gapowaty Puchon zwróci uwagę nauczycielki, a ona będzie mogła w spokoju przemyśleć parę spraw.
- Hej - usłyszała i błyskawicznie odwróciła głowę w prawą stronę, skąd dochodził głos. Zobaczyła Harry'ego oraz Rona i Hermionę biegnących po schodach i próbujących dogonić zielonookiego Gryfona.
- Czy wy nie macie zielarstwa? - zapytała Ślizgonka, przyglądając się Gryfonom.
- Ma...mamy, ale musimy pogadać - wysapała Hermiona, łapiąc się za boki i lekko pochylając. Nina rozejrzała się na boki i sprawdziła, ile osób się im przygląda.
- Chodźcie, pogadamy na górze - zaproponowała Nina, przeskakując po dwa stopnie i już po chwili znajdowała się na pierwszym piętrze. Przecisnęła się pomiędzy dyskutującymi o czymś zawzięcie Krukonami i podeszła do ławki ustawionej w odległej części korytarza. Po chwili dołączył do niej Harry oraz dyszący ciężko Ron i Hermiona.
- Więc... o czym chcieliście pogadać? - zapytała Nina, przysiadając na skraju ławeczki. Tuż obok niej opadła Hermiona, za to chłopcy stanęli niedaleko.
- Musimy wykraść Kamień Filozoficzny - powiedział Harry, ściszając głos. Ninę zamurowało. Nie myślała o tej sprawie już dobre kilka tygodni. Myślała, że jej przyjaciele zaprzestali już poszukiwań.
- Zwariowałeś? Po co mamy to robić? - zapytała po chwili milczenia.
- Snape chce go wykraść - dodał Ron, nachylając się lekko ku Ninie i Hermionie.
- Snape? - szepnęła, zaskoczona słowami Gryfona. Nie namyślając się długo, odrzuciła tą hipotezę. Nie, Snape nie mógłby chcieć wykraść tego kamienia. Pomagał jej, powiedział o ojcu, zachował to w tajemnicy, a do tego uczył jej Ligilimencji. Wiedziała, mimo że nauczyciel zdecydowanie sprawiał wrażenie złoczyńcy spod ciemnej gwiazdy, to jednak nie byłby w stanie czegoś ukraść... przynajmniej nie w jej wyobrażeniach.
- Widzieliśmy, jak zakradał się do tego nietoperza... - zaczęła Hermiona, jednak Nina błyskawicznie jej przerwała.
- Skąd pewność, że to on? - przerwała jej Ślizgonka.
- Nina, wszystko idealnie do siebie pasuje! On poszedł w nocy do nietoperza, jednak nie dał rady przejść dalej i wyleciał stamtąd szybciej niż tłuczek walnięty przez Freda - wtrącił Ron, rozbawiając swoim porównaniem pozostałą trójkę.
- Wierzysz nam? - zapytał Ninę Harry, niszcząc miłą atmosferę. Ślizgonka zawahała się przed odpowiedzią. Nie chciała oskarżać nauczyciela zbyt pochopnie.
- Wierzę, jednak... to, że tam był, to nie musi znaczyć, że chce ukraść kamień - odpowiedziała cicho. Ron skrzyżował ręce na piersi i pełnym wyrzutu głosem powiedział
- Więc nam nie wierzysz, a to tego bronisz Nietoperza.
- Nikogo nie bronię - zaprzeczyła gwałtownie Nina.
Gryfoni zamilkli na chwilę. Po minie Hermiony widać było, że dziewczyna zbiera argumenty, aby oskarżyć nauczyciela. Ciekawe czy to chłopacy ją do tego namówili, żeby szpiegować Snape'a, czy sama to wymyśliła? Nina uznała jednak, że to drugie nie pasuje do wiecznie poukładanej, niełamiącej zasad Gryfonki.
- Jak nie chcesz nam pomagać, to nie rób tego. Ale myślałem, że jesteś po naszej stronie - zabrał głos Ron. - Nigdy nie lubiłem Ślizgonów - dodał po chwili. Nina spojrzała spode łba na rudowłosego czarodzieja i posłała mu zdziwione spojrzenie. Czuła, że od początku jej nie ufał. Był zbyt uprzedzony co do Ślizgonów.
- Chcę wam pomóc, ale nie wiem jak - powiedziała Nina, wstając z ławki i stając naprzeciwko chłopaków.
- Nie potrzebujemy twojej pomocy. Po prostu myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi i warto cię poinformować o naszych przypuszczeniach - prychnął Ron, odwracając głowę w drugą stronę. Hermiona posłała mu zabójcze spojrzenie, natomiast Harry błądził wzrokiem dookoła i co chwilę kierował go na czarnowłosą Ślizgonkę.
Nina już całkowicie się pogubiła. Nie wiedziała, czy to Gryfoni są zbyt dziecinni, czy to ona jeszcze nie dorosła do tego, żeby w pełni ufać swoim przyjaciołom. Przecież wszystko było dobrze, dlaczego oni muszą to tak utrudniać? - pomyślała, poprawiając torbę na ramieniu i krzyżując ręce na piersi.
- Ej. Nie lubię kłócić się z... przyjaciółmi. Możemy więc tego nie robić? Okay, może Snape rzeczywiście chce ukraść Kamień Filozoficzny. Ale w jaki sposób możemy go zdobyć pierwsi? Być może już go ma - Nina sama nie wierzyła w to, co mówi, ale postanowiła złagodzić trochę ich sprzeczkę. Gryfoni jednak milczeli jak grób, a monotonną ciszę przerwał dopiero głos Harry'ego.

- Więc idźmy po niego.
Pozostała trójka jak jeden mąż zwróciła głowy na zielonookiego Gryfona.
- Jak to idźmy? Nie możemy przecież jak gdyby nigdy nic wparować na trzecie piętro, nie wzbudzając niczyich podejrzeń - powiedziała Nina.
- Jesteś pewna? - zapytał Harry. Nina uśmiechnęła się lekko, przypominając sobie Pelerynę Niewidkę Harry'ego.
- Dobra, możemy się tam zakraść, ale może najpierw zróbmy coś mniej wyglądającego na próbę samobójczą? - zasugerowała Ślizgonka.
- Możemy obserwować Snape'a - dodał speszony Harry. - Jak zacznie zbliżać się do kamienia, to wtedy wślizgniemy się i jakoś postaramy się go zabrać.
- A co z tym nietoperzem? Przecież nie damy rady go zabić - zabrał głos Ron, który zdążył się już przestać dąsać na cały świat, co wychodziło mu dość dobrze.
- Poszperałam trochę w bibliotece i znalazłam kilka przydatnych informacji. Po pierwsze nasz zwierzak nazywany jest Ogniomiotem Norweskim, potocznie mówi się o nim ognisty smok. Czytałam też, że ogień sprawia, że staje się agresywny. Musimy jedynie zgasić otaczający go ogień i powinniśmy z łatwością przejść obok niego - wyrecytowała bez zająknięcia się Hermiona.
- Teoretycznie - mruknął Harry, komentując tym samym słowa przyjaciółki.
- No właśnie, teoria jest najważniejsza, z praktyką damy sobie radę - uśmiechnęła się Nina. Po sekundzie młodzi czarodzieje usłyszeli charakterystyczny odgłos dzwonu, oznajmiający początek zajęć lekcyjnych.
- Lecę na transmutację, pogadamy później - powiedziała i zaczęła wbiegać na schody, przeciskając się pomiędzy starszymi uczniami. Doznała już dawno na własnej skórze, że pierwszoroczni nigdy nie mają łatwo. Miała nadzieję, że zdąży na lekcję na czas, od zawsze bardzo szybko biegała. Na miejscu była już po niecałej minucie. Ucieszyła się, że nie będzie miała kolejnego spóźnienia, ponieważ reszta uczniów właśnie wchodziła do sali. Weszła do klasy jako ostatnia i zauważyła, że wszystkie miejsca są już zajęte. Prawie wszystkie. Przeklęła własny los i nie odzywając się ani słowem usiadła obok Draco, który uśmiechnął się chytrze. Jak młoda czarodziejka mogła się spodziewać, usta Malfoy'a otworzyły się zaraz po tym, jak nauczycielka odwróciła się do tablicy, aby zapisać temat lekcji.
- Wyspałaś się? - zapytał szeptem, nachylając się lekko ku niej.
- A co to za pytanie? - odpowiedziała, maczając pióro w atramencie i zapisując temat lekcji.
- No bo wstajesz o piątej rano, wracasz późno... - zaczął wymieniać, jednak Nina błyskawicznie mu przerwała.
- Skąd ty wiesz, o której ja wstaję? Śledzisz mnie czy Pansy zaczęła na mnie kablować? - warknęła.
- Oj, niegrzeczna Nina...
- Zamknij się - uciszyła go, odwracając głowę w jego stronę tak, że ich spojrzenia na moment się skrzyżowały.
- Różki rosną, co? - zadrwił Draco, leniwie wyjmując podręcznik z plecaka.
- Zamknij mordę - powiedziała, jednak trochę za późno się zorientowała, że jej słowa zabrzmiały trochę za głośno.
- Profesor McGonagall, Nina powiedziała, żeby pani zamknęła... - zaczęła skarżyć Millicenta, wskazując na Ninę palcem.
- Słyszałam, co powiedziała - uciszyła ją nauczycielka. Nina skuliła się lekko i wbiła wzrok w zeszyt. Musiała przyznać, że transmutacja była jedną z lekcji, na których najczęściej dostawała szlaban, lub to przez nią Slytherin tracił punkty.
- Panno Riddle, to nie pierwsze pani niepoprawne zachowanie na mojej lekcji... - powiedziała nauczycielka, która podeszła do jej ławki i położyła otwartą dłoń na jej zeszycie. Nina podniosła wzrok i zobaczyła krytyczny wzrok nauczycielki, wydobywający się zza szkieł okrągłych, gustownych okularów.
- To nie było do pani... - zaczęła się tłumaczyć Nina, jednak jej wypowiedź została brutalnie przerwana przez McGonagall.
- Minus dziesięć punktów dla Slytherinu, jeszcze jedno takie zachowanie i wyślę cię do dyrektora, zapamiętaj - powiedziała tonem pełnym dezaprobaty i wróciła do omawiania sposobu zamiany wykałaczki w igłę.
Przez resztę lekcji Nina nie odpowiadała na irytujące zaczepki Draco. Poczuła ulgę, gdy w końcu zaczęła się przerwa między zajęciami. Miała szczerą chęć opuszczenia reszty dzisiejszych zajęć, ale jednak postanowiła nie dać się wyprowadzić w równowagi. Jeszcze tylko zielarstwo, zajęcia z panią Hooh i eliksiry. Jakoś przeżyje ten dzień.
OoOoOoOoOoO
Oto kolejny rozdział na nieczytanym przez nikogo blogu :) Pozdrawiam ludzi, którzy w jakiś niejasny sposób zabrnęli w najczarniejsze odmęty internetów i odnaleźli to opowiadanie :D

piątek, 9 grudnia 2016

I:Rozdział 10 - Bolesna prawda


Cholera. Jasna, jedna, wielka cholera! Czy moje życie nie może być normalne? Ok, bycie czarownicą nie jest do końca normalne, ale córka Voldemorta?! Ludzie no, ja oszaleję! - Nina nie pamiętała już, jak długo siedziała na wieży astronomicznej, ale na pewno nie była to krótka chwilka. Po słowach, które niedawno usłyszała z ust Snape'a nic nie motywowało jej do pójścia na zajęcia. Jak na razie podjęła kilka decyzji. Po pierwsze teraz nie może powiedzieć o tym przyjaciołom. Po drugie musi nauczyć się ligilimencji, cokolwiek to jest. A po trzecie to zadbać o to, żeby nie martwić się swoimi rodzicami, a raczej rodzicem. Stała teraz na szczycie wieży, przyglądając się ptakom latającym na zewnątrz. Chłodny wiatr rozwiewał jej niedbale związane w kucyk włosy, a złociste promienie zimowego słońca odbijały się w jej oczach. Doszła do wniosku, że jednak dobrze jest nie wiedzieć kilku rzeczy. Pierwszy szok związany z poznaniem prawdy już minął. Teraz zaczynała dostrzegać inne strony tej sytuacji.
Po następnych kilku następnych minutach spędzonych na wieży doszła do wniosku, że nie powinna się tym wszystkim zamartwiać. Przecież nie jest taka sama jak jej ojciec. W końcu postanowiła zejść do dormitorium, przebrać się ze szkolnych szat w jakieś wygodniejsze rzeczy i trochę połazić po błoniach. Trochę zdziwiło ją to, że na korytarzach było pusto. O tej porze nigdy nie widziała pustych ławek pod oknami, a starsi uczniowie zawsze grali w czarodziejską zośkę albo szachy. Jednak postanowiła się tym nie przejmować i czym prędzej wyjść z zamku. Szybko wpadła do pokoju Ślizgonów, weszła do dormitorium, założyła czarne legginsy, wygodne tenisówki, niebieską koszulkę oraz bluzę z kapturem.
Po chwili już szła ścieżką prowadzącą wzdłuż jeziora leżącego nieopodal szkoły. Usiadła na brzegu, wzięła do ręki garść kamyków i zaczęła puszczać kaczki po tafli wody. Nigdy ta czynność specjalnie jej nie wychodziła, jednak już po kwadransie rzucony przez nią kamyk odbił się od tafli wody trzy razy. Nagle tuż za sobą usłyszała ciężkie kroki na kamieniach.
- Tak myślałem, że cię tu znajdę - tuż obok jej ucha usłyszała donośny, męski głos. Z szybkością błyskawicy odwróciła się w stronę drugiej osoby. Przed swoimi oczami zobaczyła krwistoczerwone oczy jakiegoś zwierzęcia.
- Cześć Hagridzie - westchnęła Nina, patrząc w górę na twarz gajowego Hogwartu. Źrenice, które na początku rzuciły się jej w oczy, należały do jakiegoś zwierzaka, z których zrobione było futro mężczyzny. Ostrożnie przeskoczyła na kamień znajdujący się bliżej brzegu i zeskoczyła na pożółkłą już nieco trawę.
- Rozmawiałem przed chwilą z profesorem Snape'm i wiesz... powiedział, że powinienem z tobą porozmawiać - powiedział gajowy, biorąc do ręki kamień i rzucając go do wody. Nina przez chwilę przyglądała się odbijającym się bez końca na tafli jeziora przedmiocie.
- O czym? - Nina już myślała o najbardziej bolesnym sposobie śmierci, który mogłaby wypróbować na nauczycielu. Nie mogła uwierzyć, że już po kilku minutach od ich rozmowy nauczyciel powiedział o wszystkim Hagridowi.
- Posłuchaj... sam nie wiem, dlaczego mi to powiedział. Do tej pory nie miałem pojęcia, że on wie... wie, że znałem twojego ojca - westchnął. Nina wstrzymała oddech na kilka sekund. Po chwili poczuła, że musi to wszystko odreagować i wzięła do ręki spory kamień, po czym z impetem rzuciła go do lustra jeziora.
- Dlaczego pan mi to mówi? Guzik mnie obchodzi mój ojciec - prychnęła, wsadzając ręce do kieszeni szkolnej szaty. Z jednej strony nie chciała znowu wracać do tego tematu, natomiast z drugiej ciekawość pożerała ją od środka. Co Hagrid ma wspólnego z jej ojcem? Przez opowieści starszych uczniów zaczęła się bać wymawiania jego imienia. Zapewne kilka miesięcy temu nie miałaby z tym problemu, jednak otoczenie czarodziejów mocno na nią wpłynęło.
- Obchodzi - z zamyślenia wyrwał ją głos gajowego.
- Dobra ... niech pan mówi. Ale ostrzegam, nie będę słuchała historyjek o tym, jak był okropny, że tak bardzo go przypominam i tym podobne, jasne?
Podczas chwili milczenia, która nastała po jej słowach, nie mogła ustać spokojnie. Balansowała teraz obiema stopami na kamieniu zanurzonym częściowo w wodzie. Nigdy nie miała znacznych problemów z utrzymaniem równowagi, jednak zauważyła, że jej nogi lekko drżą.
- Holipka, nawet nie wiem, od czego zacząć - wkrótce odezwał się mężczyzna, unosząc jedną rękę i drapiąc się po bujnej, kręconej brodzie.
- Po prostu... skąd pan go zna?
- Ehh... Uczył się ze mną na tym samym roku w Hogwarcie - Nina lekko zdziwiła się po tych słowach.
- Pan jest czarodziejem? - zapytała z niedowierzaniem. Nigdy nie widziała, żeby Hagrid czarował. Nie dostrzegła też różdżki w jego dłoni. Gajowy pokręcił głową na boki i lekceważąco machnął ręką.
- Nie ma o czym gadać. Więc... może tak... nie jesteś do niego podobna ani trochę. Twój ojciec był wzorem, najlepszym uczniem, pupilkiem nauczycieli. Zawsze sprawiał wrażenie takiego cichego, zamkniętego w sobie. Ty jesteś raczej jego przeciwieństwem...
- W takim razie co się stało, że stał się taki... zły?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wychowywał się w sierocińcu, więc może...
- To chyba po nim odziedziczyłam - wtrąciła dziewczyna.
- Możesz mi nie przerywać? - żachnął się Hagrid.
Nina przytaknęła niechętnie na słowa gajowego. Nie chciała się przyznać, że to, co mówił, bardzo ją intrygowało. Z natury była ciekawska, ale teraz miała wrażenie, że jeżeli nie dowie się czegoś więcej, to wydusi to z Hagrida siłą. Wiedziała jednak, że nie dałaby rady ogromnemu mężczyźnie, więc postanowiła poczekać, aż skończy swoją opowieść.
- W takim razie, na czym to ja... Wychował się w sierocińcu, zawsze brakowało mu rodziny, w szkole nie miał przyjaciół, myślę, że samotność i nienawiść do mugoli sprawiła, że stał się taki, jaki stał... ehh... nie znałem go zbyt dobrze, jednak jedna rzecz zawsze szczególnie mnie w nim ciekawiła. Mimo że... no... był, jaki był, arogancki, pycha aż wypływała mu przez dziurki w nosie, a do innych zwracał się jak do podwładnych... to zawsze był pupilkiem nauczycieli. Na prawdę... był dziwnym człowiekiem.
- Był? Więc nie żyje? - zapytała Nina, gdy gajowy skończył mówić.
- No... holipka... gdy próbował rozpętać wojnę... to wątpię, że zostało wtedy jeszcze w nim coś z człowieka.
- Jak to się stało, że poznał moją matkę? Dlaczego zakochała się w takim... psycholu? Z tego, co wiem, to urodziłam się jeszcze, gdy... Voldemort żył - pod koniec swojej wypowiedzi lekko ściszyła głos, jednak, nawet gdy wyszeptała imię swojego ojca, zauważyła, że Hagrid wzdrygnął się jakby rażony piorunem.
- Nie wymawiaj tego imienia - powiedział, rozglądając się na boki. Wyglądał, jakby wyczekiwał czegoś strasznego, co mogłoby się za chwilę wydarzyć. Ninie udzielił się jego nastrój i potarła dłońmi ramiona.
- Twoja matka... - kontynuował mężczyzna - ...ona była całkiem inna. Gdyby żyła może całkowicie inaczej potoczyłyby się losy wojny. Ale nie powiem ci dokładnie, jak było. Wiem tylko tyle, że krążyły plotki, że Sama-Wiesz-Kto zabił ją dlatego...że go zdradziła. Nie wiem dokładnie. Mówię, co słyszałem...
- Super, po prostu ekstra. Nie dość, że morderca jest moim jakże kochanym tatusiem, to jeszcze moja kochaniutka mamusia dała d**y innemu facetowi! - wrzasnęła, zeskakując z kamienia i rozchlapując wodę na wszystkie strony. Nie mogła dłużej słuchać opowieści Hagrida. Jak dla niej, to dowiedziała się za dużo w zbyt krótkim czasie.
- Młodej damie nie wypada tak... - powiedział zdziwiony gajowy, jednak Ślizgonka nie dała mu dokończyć.
- Przepraszam Hagridzie... muszę iść. Dziękuję... za rozmowę - powiedziała, odwracając się tyłem i idąc w stronę zamku. Po chwili jednak nie mogła znieść wolnego marszu i puściła się pędem do bram Hogwartu. Gdy dobiegła do lochów natychmiast wślizgnęła się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów i nie zważając na głupie zaczepki Draco pobiegła schodami na górę, do dormitorium. Kilka minut później siedziała na parapecie okna i patrzyła szeroko otwartymi oczami na niezwykłą, mylącą iluzję krajobrazu za szybą. Po jej policzku spłynęła duża, słona łza. Miała wrażenie, że sama jest teraz jak mieniący się czerwienią i brązem krajobraz, niestety nieprawdziwy. Pomyślała, że nie powinna istnieć, że jest tylko pomyłką, zwykłą pomyłką losu. Zaciągnęła ciemnozielone zasłony, aby nikt jej nie widział i objęła kolana ramionami. Po chwili jej chuda sylwetka zaczęła drgać pod wpływem szlochu, który wyrwał się z jej piersi. Wątpiła, czy tej nocy zdoła zmrużyć oczy choćby na kilka minut.

sobota, 26 listopada 2016

I:Rozdział 9 - Więzy krwi

Minęło kilka tygodni, potem miesiąc, dwa... Hogwart zaczął się zmieniać Ninę. Zaczęła kochać to miejsce jak swój własny dom, którego nigdy nie miała. Oddaliła się od Slytherinu, który teoretycznie powinien być jej drugą rodziną. Przez to niektórzy patrzyli na nią jak na pomyleńca, ale nawet wśród Ślizgonów można znaleźć osoby, które do nich nie pasują. Nina sądziła, że następne kilka lat spędzi w otoczeniu przyjaciół, spokoju, dobrej zabawy i nauki. Jednak jak można się domyślić, w Hogwarcie nic takiego nie może mieć miejsca.
***
- Hermiona, coś takiego... nie może być w naszej szkole – Nina usiadła po turecku na schodach przed salą transmutacji i usiłowała wmówić upartej Gryfonce coś, w co sama nie wierzyła. Był już luty, podczas ostatnich tygodni bardzo zżyła się z Hermioną, a ona chyba to odwzajemniała. Może stało się to dlatego, że żadna z nich nie mogła znaleźć przyjaciółki w swoim domu? Harry i Ron to przecież nie to samo. Może warto jest mieć obok siebie kogoś, kto jest o sto osiemdziesiąt stopni inny od ciebie? Od pewnego czasu stały się prawie nierozłączne, oczywiście w czasie przerw między lekcjami.
- Nina, przecież Hagrid się wygadał. Rozmawiałam z nim, gadał o Flamelu...
- Ale to nie znaczy, że Kamień Filozoficzny tu jest. - podczas ostatniego tygodnia dziewczyny przeszukały chyba pół biblioteki i znalazły to, czego szukały. Była tam notka o Nicholasie Flamelu. Nina nie mogła uwierzyć, że ona, Hermiona, Harry i nastawiony sceptycznie do wszystkiego Ron wpadną na ślad tak legendarnej rzeczy, jaką jest Kamień Filozoficzny. Po wczorajszej wizycie w bibliotece nie mogła spać w nocy. Mimo że była już w Hogwarcie od kilku miesięcy, to prawie codziennie dowiadywała się czegoś nowego. Ale kto by pomyślał, że coś takiego jak kamień dający nieśmiertelność naprawdę istnieje?
- Ale też tego nie zaprzecza – Gryfonka brnęła przy swoim zdaniu.
- Ten gość miałby teraz sześćset lat. Moim zdaniem, jeżeli tak świetnie się trzyma to mógł sam popilnować swojego kamyczka - prychnęła Nina, biorąc kęs soczystego jabłka, które zabrała ze śniadania.
- To nie jest zwykły kamyczek – zaprotestowała Hermiona patrząc krytycznie na Ślizgonkę.
- Kończmy ten temat – szepnęła Nina, lekko wskazując głową na idącego korytarzem Draco. Zdziwiła się na jego widok. Według planu mieli mieć za kilka minut zielarstwo, a dormitoria Ślizgonów też mu chyba nie po drodze.
- Riddle i szlama, co za piękny widok. Nigdy nie widziałem takich pięknych twarz w Hogwarcie. Szkoda, że nie gustuję w żabach - zawołał na powitanie, opierając się o barierkę.
- Spadaj - odpowiedziała krótko Nina, udając, że szuka czegoś w torbie.
- Od kiedy gadasz ze szlamą?
- Coś mi się zdaje, że chcesz w zęby – Ślizgonka wstała i wyciągnęła różdżkę z kieszeni szaty. Mimo że sama kiedyś używała tego słowa, to nie lubiła, gdy ktoś obrażał jedyną dziewczynę, z którą się dogadywała.
- Nina, nie przesadzaj, nie... - powiedziała Hermiona.
- Oh, to tylko przyjemność dla mnie. Od kilku miesięcy mnie korci, żeby go wysłać do Pomfrey.
Malfoy nawet nie miał szansy wyjąć różdżki, gdy Nina wypowiedziała zaklęcie, które ostatnio podsłuchała z rozmowy starszych uczniów.
- Pellrismo... - ostatniej części zaklęcia nikt nie usłyszał, bo zostało powiedziane prawie bezgłośnie.
Po sekundzie Malfoy chwycił się za prawe przedramię, a na jego twarzy powstał grymas bólu.
- Pożałujesz Riddle – odwrócił się i pobiegł korytarzem w stronę Skrzydła Szpitalnego.
- Co ty mu zrobiłaś? - powiedziała, a prawie krzyknęła trochę pobladła na twarzy Hermiona.
- Coś... co z pewnością zapamięta – uśmiechnęła się Nina, chowając różdżkę do kieszeni i podskakując na schodach.
- Mogą cię za to wywalić. Ty myślisz czasami? - przeraziła się Gryfonka.
- Ta, myślę. To było przemyślane - Nina cieszyła się z tego, co zrobiła. Od tygodnia to zaklęcie chodziło jej po głowie, wymiatając wszystkie inne myśli.
- Powiesz, co mu zrobiłaś? - zapytała zrezygnowana Hermiona.
- Ma teraz taką ładną pamiątkę na ręce.
- Wiem, do czego służy to zaklęcie, ale co mu tam wytatuowałaś?!
- I LOVE MUGGLES... - po tych słowach Nina usiadła na stopniu i oparła się o ścianę, z trudem tłumiąc cisnący się jej do ust napad śmiechu. Hermionie jednak to się nie udało i parsknęła z szerokim uśmiechem na ustach.
- Wiem Hera, jestem genialna – zachichotała Ślizgonka.
W tym momencie dwie czarodziejki zauważyły zbliżających się Rona i Harry'ego.
- Coś nas ominęło? Widzieliście Malfoya? - zapytał na powitanie Ron. – Biegł jakby szynszymorę zobaczył albo gorzej...
- Straszna rzecz się stała... - Nina postanowiła trochę pośmiać się z Draco
- Co? Na serio szynszymorę zobaczył?
- Gorzej...
- Gadaj, co się stało, nigdy go takiego nie widziałem.
- Może zasnął i przyśnił mu się rudy olbrzym – odezwał się Harry.
- Wiesz co? Mów o sobie mikrusie – odpowiedział mu Weasley. – Nina, gadaj co dla Malfoya.
- To była tylko mała, słodka zemsta za jego ego. Muszę lecieć, mam zielarstwo, a to na drugim końcu szkoły. Pewnie i tak się spóźnię – Ślizgonka zarzuciła torbę na ramię i pobiegła przeskakując po dwa stopnie do szklarni, w której odbywały się zajęcia ze Sprout. Te lekcje nie były nigdy zaskakująco ciekawe, chyba że jeden z Puchonów znowu źle założył rękawiczki i poparzył się jadem jakiejś rośliny, lub coś wybuchnie, a to się często zdarzało.
Nina była już w połowie drogi do szklarni, gdy nagle usłyszała podniesione głosy za rogiem korytarza. Cicho podbiegła i wyjrzała zza zakrętu. Obok wejścia do gabinetu dyrektora zobaczyła dwie postacie, Dumbledore'a i Snape'a, którzy najwyraźniej się kłócili. Dyrektor wydawał się zdenerwowany. Nina, zaciekawiona ich burzliwą wymianą zdań, zaczęła się przysłuchiwać rozmowie.
- Severusie, nie mówisz poważnie... - dało się słyszeć głos Dumbledore'a.
- Albusie, nie możesz tego ukrywać, prawda i tak prędzej czy później wyjdzie na jaw – do uszu Niny dobiegły słowa nauczyciela eliksirów.
- Nikt nie jest przygotowany na taką wiadomość, kto wie, jak zareagowaliby uczniowie.
- A co z ligilimencją? Prędzej czy później ją odkryje. To chyba niemożliwe, żeby tego nie odziedziczyła.
- Na wszystko przyjdzie czas, musimy...
- Nic nie musimy Albusie! - teraz Snape prawie krzyczał. – Gdyby chciała coś zrobić twojemu Złotemu Chłopcu, to dawno byłoby po nim. A jak na razie jest odwrotnie, chyba gorszych papużek nierozłączek nie widziałem.
- Być może jest dobrą aktorką...
- Na litość boską, to są jeszcze dzieci!
- A ty jej bronisz, bo jest uczennicą Slytherinu.
Nina nie mogła uwierzyć w dwie rzeczy. Po pierwsze Dumbledore zawsze wydawał jej się okazem spokoju, po raz pierwszy widzi go takiego zdenerwowanego. Po drugie, jeżeli intuicja jej nie zawodzi... to mówią o niej? Co to ligilimencja? Jak mogła zagrażać Harry'emu? Na jaką wiadomość uczniowie nie są przygotowani? Za dużo pytań kłębiło jej się w głowie. Przez chwilę się zamyśliła. O jedną chwilę za dużo. Nie zauważyła, że nauczyciele skończyli burzliwą rozmowę, a w jej stronę szedł Severeus Snape. Nim zdążyła uciec, profesor ją zauważył. Wiedziała, że to oznacza kłopoty.
- Riddle – powiedział na jej widok.
- Podsłuchiwałaś - stwierdził ponownie.
- Przypadkiem tędy przechodziłam – odparła, nie zamierzała być potulna jak owieczka. Nie chciała pyskować do nauczyciela, jednak bardzo pragnęła dowiedzieć się, o czym rozmawiał z dyrektorem.
- Tak, ty sama jesteś przypadkiem – teraz Nina postanowiła to przemilczeć.
- Idziemy, nieważne co sądzi o tym Dumbledore - nauczyciel chwycił ją za szatę i poprowadził korytarzami w stronę swojego składu eliksirów, albo jak nazywali to pomieszczenie uczniowie, komórką Snape'a. Prawie wepchnął ją do niej, a potem zamknął drzwi. W pokoju nie znajdowało się okno, więc było bardzo ciemno.
- Lumos – szepnęła Nina, wyjmując różdżkę. Komórkę rozjaśniło jasnoniebieskie światło. Dookoła nich znajdowały się półki, od podłogi po sam sufit, a na nich setki, tysiące buteleczek różnych rozmiarów i kolorów.
- Wow, niezłe zapasy profesorze - przyznała, rozglądając się na wszystkie strony.
- Czegoś musicie używać na lekcjach - kąciki jego ust lekko drgnęły. - Przejdźmy do tematu, dzieciaku. Co usłyszałaś?
- Od... Severusie nie mówisz poważnie
- A co z tego zrozumiałaś?
- Więcej, niż pan sądzi – Nina nie miała zamiaru znowu być wodzona za nos, tym razem chciała wyciągnąć od nauczyciela jak najwięcej prawdziwych informacji, które miałyby sens. Powiecie pewnie, że jedenastoletnia dziewczynka nie potrafiłaby zrozumieć ponad połowy z nich, jednak dzieci wychowane w sierocińcu szybciej dorośleją, a rozumieją znacznie więcej niż większość starszej młodzieży.
- Dobra, wyjawię ci większą część prawdy, przynajmniej, o której ja wiem.
- Dlaczego chce pan mi pomóc? - zapytała Ślizgonka.
- Ponieważ sądzę, że okłamywanie i niepozwalanie na rozwijanie swoich talentów młodych czarodziejek i czarodziejów nie jest słuszne, a jak w twoim przypadku robi dyrektor Dumbledore. Już? Wystarczy wyjaśnień? Uważaj, bo się rozmyślę. Na początek co chciałabyś wiedzieć? - powiedział i zapytał już mniej przyjaznym głosem, chociaż jeszcze nie aż tak ostrym, do jakiego przywykli wszyscy uczniowie Hogwartu.
- Co to jest ligilimencja? Po kim miałabym ją odziedziczyć? Czemu jestem zagrożeniem dla Harry'ego? Czego mogą się przestraszyć uczniowie? Co Dumbledore przede mną ukrywa? O czym rozmawiał pan z Dumbledore'm? Czy... - Nina mogłaby wymienić jeszcze kilka trudnych pytań, ale zostały one przerwane przez profesora.
- Więcej wiedzieć nie musisz, a na niektóre i tak nie otrzymasz odpowiedzi. Ligilimencja to zdolność do wnikania, penetrowania cudzego umysłu, w wielu przypadkach idzie łatwo, jednak jest na to skuteczna ochrona, o tym dokładniej opowiem ci później.
- Takie czytanie w myślach? - zapytała dziewczyna. Po raz pierwszy w życiu słyszała o czymś takim.
- Czytanie w myślach, marzenie mugoli. Nie mieszaj sobie w głowie, wyjaśnię ci kiedyś, co chcesz jeszcze wiedzieć?
- Po kim ją odziedziczyłam? - Nina zanotowała sobie w pamięci, że musi iść do biblioteki poszukać informacji o ligilimecji.
- Po ojcu – Snape dziwnie ściszył głos przy tej odpowiedzi, czy za nią kryła się jakaś tajemnica?
- Znał pan mojego ojca? Ale...
- Każdy o nim słyszał, ale tylko kilka osób zna jego prawdziwe imię.
- Pan je znał? - Nina coraz bardziej miała wątpliwości co do tego, co chce jej przekazać Snape.
- Ja, Dumbledore, twoja matka i jeszcze kilka osób, o których nie musisz na razie wiedzieć.
- Czy powie mi pan, kim byli moi rodzice, czy mam to z pana wydusić? - lekko podniosła głos Nina. Bała się tego, co usłyszy. Nikt nigdy nie rozmawiał z nią na temat jej rodziny. Zawsze marzyła, że jej rodzice byli podróżnikami i zaginęli podczas jednej ze swoich wypraw. Wyobrażała sobie, że pewnego dnia przyjdą po nią, zabiorą do domu, gdzie będą mieszkać razem z kotem, psem i chomikiem. Te ciche pragnienia zawsze dodawały jej otuchy w gorszych chwilach. Wzięła głęboki oddech i pomyślała, że teraz trzeba dowiedzieć się prawdy.
- Twoja matka była uroczą kobietą, nazywała się Jennifer. Była... utalentowaną Ślizgonką. Uczyła się dwie klasy wyżej ode mnie. Była jedną z wielu uczennic Slytherinu, dla których czystość krwi była najważniejsza. Nie mam pojęcia, w jakich okolicznościach poznała twojego ojca, ale to zdecydowanie nie był dobry wybór. Miał na imię Tom Marvolo Riddle.
- Ta, imiona dużo mi mówią, opowie mi pan o nim? - Nina podskoczyła podekscytowana. Snape znał jej mamę. Chodziła kiedyś po tych samych korytarzach, co ona. Może nawet spała w tym samym dormitorium. Jednak nie mogła ukryć, że szczerze się zawiodła. Czyżby jej matka była tak jak Draco? Drwiła z mugoli, mugolaków i czarodziejów półkrwi? Z całą pewnością nie zamierzała być taka jak ona.
- No dobrze, ale lepiej usiądź – Snape wyczarował dwa krzesła i ustawił je naprzeciwko siebie, na jednym usiadła Nina, a na drugim nauczyciel.
- Czy mi się zdaje, że nie chce mi pan o tym opowiedzieć? Ale... ja muszę wiedzieć cokolwiek o mojej rodzinie, przecież i tak nie żyją, prawda? - zapytała Nina. Dziewczyna nie miała pojęcia, dlaczego Snape chce jej pomóc, wydało to się jej trochę podejrzane. Od zawsze faworyzował Ślizgonów, ale odkąd Nina zaczęła przyjaźnić się z Gryfonami, ją też zaczął gorzej traktować. W tym miesiącu dostała już dwie oceny nędzne z eliksirów, mimo tego, że naprawdę przyłożyła się do nauki tego przedmiotu.
Myśli Niny wróciły do rozmowy z profesorem. Nauczyciel przez chwilę nie wydawał z siebie głosu, jakby układał w myślach co powiedzieć swojej uczennicy.
- Tak, twoja matka nie żyje, została zamordowana. Ojciec... to już trochę więcej informacji, ale posłuchaj, cokolwiek tu usłyszysz, nie powiesz tego nikomu, tak? - zapytał grobowym głosem Snape.
- A jeżeli powiem?
Nauczyciel zmroził ją wzrokiem. Nina wzdrygnęła się i ponownie się odezwała.
- No dobrze, będę milczała jak grób.
- Może nie przyjmiesz dobrze tej wiadomości – profesor ściszył głos niemal do szeptu. – Twój ojciec żyje, niestety.
- Ż... żyje? Czemu niestety? Dlaczego nic o tym nie wiem? Czy jest jakimś przestępcą? - Nina miała mętlik w głowie. Czemu ojciec nie dał znaku życia przez te wszystkie lata? Przez kilka następnych sekund przez jej głowę przeleciały dziesiątki czarnych scenariuszy związanych z jej ojcem.
- Można tak powiedzieć, na pewno chcesz wiedzieć?
- Jak pan zaczął, to niech pan skończy.
- To zły człowiek, może nawet już nie jest człowiekiem - ręce profesora lekko zadrżały, gdy poprawił rękawy swojej kruczoczarnej jak oczy Niny szaty.
- Zabił wiele osób... - kontynuował.
- Niech pan mówi do cholery, kim jest mój ojciec – Ślizgonka próbowała na początku udawać obojętną, ale teraz już nie potrafiła grać. Zbyt dużo myśli, tych dobrych i złych kłębiło jej się w głowie.
- Twoim ojcem jest Lord Voldemord – to zdanie nauczyciel wręcz wyszeptał. Ninę zamurowało. Nie, to niemożliwe, człowiek, który zabił Potterów i wiele innych osób nie jest jej ojcem. To pomyłka, Snape się myli. Ślizgonka ukryła twarz w dłoniach, z trudem powstrzymując płacz. Nie, nie....
- Idź do dormitorium, prześpij się. Mówiłem, że lepiej, żebyś tego nie wiedziała.
- T...teraz to ma sens... - zająknęła się Ślizgonka. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Jak ma teraz spojrzeć Harry'emu w oczy?
- Wiem... - nauczyciel wstał i podszedł do drzwi, które lekko uchylił.
- Ale ja im pokażę. Zrozumieją, że nie jestem taka jak on. A Dumbledore... nie obchodzi mnie co sobie myśli w tej siwej głowie, ale nie pozwolę mu oddalać mnie od przyjaciół – Nina powoli oswajała się z myślą o swoim pochodzeniu i postanowiła, że jak na razie nikt nie może się o tym dowiedzieć. Była zdeterminowana udowodnić wszystkim, że wcale nie musi być zła. Może, gdy uczniowie poznają jej dobrą stronę, to nie przerażą się tak bardzo, gdy usłyszą o jej rodzinie?
- Mam do pana małą prośbę, w zasadzie to dwie... - powiedziała, podchodząc do profesora.
- Jeżeli będę mógł to...
- Nauczy mnie pan tej ligilimencji, a to, co mi pan powiedział, zostanie tylko między nami. Nikt nie może się o tym dowiedzieć, może kiedyś sama powiem niektórym osobom.
Nina zarzuciła swoją torbę na ramię i wybiegła na korytarz zostawiając Snape'a samego. Było wcześnie, pół do dwunastej to nie jest czas na sen. Nie miała zamiaru wracać teraz na zajęcia. Do głowy przyszło jej tylko jedno miejsce, w którym mogłaby spędzić w spokoju resztę dzisiejszego dnia. Wieża astronomiczna powinna być idealna.
OoOoOoOoOoOoO
Przeczytałeś - skomentuj! Piszę również na Wattpadzie, więc jeżeli macie ochotę - mój nick to "CzarnaGwazda-" :) 

niedziela, 6 listopada 2016

I:Rozdział 8 - Quidditch

Minął kolejny tydzień nauki. Nadszedł dzień, na który czekała większość uczniów Hogwartu. Dzisiaj bowiem miał się odbyć pierwszy w tym sezonie szkolny mecz Quidditcha. A najbardziej niespokojni byli Gryfoni i Ślizgoni, ponieważ właśnie między tymi domami miała rozegrać się gra. Nina nie wiedziała, komu kibicować. Lubiła Gryfonów i z chęcią dołączyłaby w tłum czerwono-złotych szalików, proporców i flag, ale jednak ostatnio dość dobrze dogadywała się ze swoim domem. Między młotem a kowadłem, jak to mawiają mugole. Nina zmierzała właśnie samotnie wąską ścieżką w kierunku stadionu, gdy usłyszała znajomy głos za swoimi plecami.
- A jednak idziesz? - zapytał Harry, przeskakując kamień leżący na ścieżce. Uśmiechnął się do Niny, przekładając nieporadnie miotłę z jednej ręki do drugiej. Ślizgonka zauważyła, że miotła aż lśni nowością, jakby dopiero co została sprzedana. Uznała jednak, że nie będzie pytać o to Gryfona.
- Myślałeś, że nie pójdę głupku? - zaśmiała się w odpowiedzi. – Tylko nie wiem komu kibicować.
- Jesteś Ślizgonką... więc chyba powinnaś, no wiesz...
- Wiem, a tak w ogóle to powodzenia na meczu.
- Dzięki, mam nadzieję, że nie nawalę.
- Jak chcesz, to mogę cię przykleić do miotły, żaden problem. Będzie tylko jeden z oderwaniem cię od niej... - Nina nie dokończyła zdania, bo dostała lekkiego kuksańca w bok. Zachowanie Gryfona było dla Niny nienaturalne. Nie odzywał się do niej od kilku dni. Zdziwiła się tym bardziej, gdy zauważyła szeroki uśmiech na jego twarzy.

- Posłuchaj, wyjaśnij mi coś - powiedziała.
- Co takiego?
- Najpierw całkiem dobrze się dogadujemy, później, gdy zostałam przydzielona do Slytherinu, kompletnie się na mnie wypiąłeś. Ostatnio ze mną nie rozmawiasz, a teraz podchodzisz do mnie jak do najlepszej przyjaciółki. A mówią, że to dziewczyny nie mogą się na nic zdecydować.
- Po prostu... lubię cię, ale...
- Ron? - przerwała mu.
- Co?
- Ron. Od początku był wrogo nastawiony do Ślizgonów. Może... wiem, nie chcesz stracić przyjaciela, rozumiem.
- Porozmawiam z nim. Zgoda? Koniec obrażania się na siebie? Zostaniemy przyjaciółmi?
Nina nie wiedziała, co odpowiedzieć Gryfonowi. Nie chciała jednak kolejnej kłótni, więc podała mu rękę i powiedziała
- Od dzisiaj dobrzy znajomi.
Harry uśmiechnął się w odpowiedzi. Nie zauważyli nawet, jak szybko minęła im droga na stadion.
- A ty nie powinieneś być w szatni z drużyną? - zapytała Gryfona Nina
- Zabiją mnie. Pa, trzymaj za mnie kciuki! - krzyknął na pożegnanie, i po chwili zniknął Ninie z oczu. Dziewczyna znowu została sama. Prawie wszyscy uczniowie dopiero wychodzili ze szkoły. Nagle Nina wpadła na znakomity pomysł. Po krótkiej chwili była już w połowie drogi z powrotem do zamku. Miała nadzieję, że jej niespodzianka spodoba się Gryfonom
***
Pięć minut później Nina wpadła zdyszana do dormitoriów Ślizgonów. Po kolejnych chwilach z torbą na ramieniu pędziła z powrotem na stadion. Tym razem była prawie ostatnia. Tylko nieliczne ślamazary pokonywały ostatnie metry przed wejściem. Dziewczyna nie udała się razem z uczniami na trybuny, lecz została przy podporach je podtrzymujących. Wyjęła z torby swój podręcznik od zaklęć i w pośpiechu przeglądała spis treści. Po chwili znalazła już to, czego szukała. Dosłownie minutę później na boisko wlecieli zawodnicy. Nina z trudem odnajdywała wśród nich Harry'ego. Teraz, dokładnie w tej chwili nadeszła pora na niespodziankę. W swoją prawą dłoń chwyciła różdżkę, uniosła ją w górę, celując ponad głowy zawodników i cicho, niemal niesłyszalnie wypowiedziała zaklęcie
- Fawerto Iniske Gryffindor.
Udało się! Zaskoczeni uczniowie spojrzeli w górę, gdzie pojawiły się dziesiątki fajerwerków, łączących się w obrazek przedstawiający godło Gryffindoru, złotego lwa na czerwonym tle. Ślizgoni, jak można było się tego spodziewać, nie byli tym wydarzeniem zachwyceni. Uczniowie z jej domu nie mogli jej dostrzec, dopóki stała ukryta pod trybunami, ale była pewna, że Draco domyślił się, że to ona stoi za odpaleniem fajerwerków. Nagle za swoimi plecami usłyszała kroki. Nie miała już czasu na ukrycie się, więc po chwili odwróciła się. Kilka kroków przed nią stał profesor Quirrel. Jak zwykle ubrany w swój turban, długie szaty oraz zdecydowanie niepasujące do reszty ubioru czerwone, skórzane buty. Nina jak dotąd nie rozmawiała z nauczycielem, nie licząc jej pierwszej lekcji obrony.
- Powinienem poin...informować o tym pro...rofesora Dumbledore'a – powiedział ze zwykłym dla siebie jąkaniem.
- To dlaczego pan tego nie zrobi? - zapytała, zakładając ręce na piersi i lekko przechylając głowę.
- Bo... nie widzę w ty..tym niczego z...złego – odparł Quirrel
- Więc... nie będę miała przez to kłopotów?
- Po...powinienem raczej pochwalić cię przed pro...profesorem Flitwickiem. To zaklęcie jest do...dość trudne, na po...poziomie trzeciego roku.
- Więc dlaczego znalazło się w książce dla pierwszorocznych? - zapytała zdziwiona. Quirrel z jakiegoś powodu jest dla niej miły. Profesor milczał. Nina wiedziała, że nie może znaleźć odpowiedzi na jej pytanie, a co za tym idzie, nie mówi prawdy. Mimo swojego młodego wieku Ślizgonka czytała z ludzi jak z otwartych ksiąg. Po prostu wyczuwała ich emocje.
- To jak? Odpowie mi pan na moje pytanie? - zapytała, podchodząc kilka kroków w stronę nauczyciela.
- Oh, chyba już zaczęli – zmienił temat Quirrel – Może pójdziemy na trybuny?
- Tak, oczywiście. - Nina udała, że nie zauważa nerwowego zachowania nauczyciela. Po chwili Nina wcisnęła się między grupę Ślizgonów, a Quirrel usiadł obok McGonagall. Dziewczyna nie zauważyła, jak szybko minął czas. Podczas jej rozmowy z Quirrelem minęła już ponad połowa meczu. Postanowiła, że na chwilę zapomni o nauczycielu i skupi się na grze. Jednak nie szło jej to łatwo. Ciągle czuła na sobie jego wzrok, chociaż tego nie widziała. Takie rzeczy się po prostu wie, przynajmniej ona wiedziała, gdy ktoś ją obserwuje. Z rozmyślań wyrwał ją głos, który rozbrzmiał tuż koło jej lewego ucha.
- Wiem, że to ty – usłyszała. Nina lekko obróciła głowę i już wiedziała, do kogo należy głos. Krótkie blond włosy, szare oczy, kpiący uśmieszek, to musiał być Draco.
- A nawet jeśli? To co? - odpowiedziała mu
- Jak to co? Jesteś do nie powiem czego Ślizgonką! Jeszcze trochę, a odeślemy cię do Hufflepuffu.
- Draconek boi się przeklinać? Do Hufflepuffu? Jak chcecie mnie odsyłać to raczej na Puchonkę się nie nadaję, przekonałeś się o tym. Nie jestem za bardzo przyjacielska.
- A jeszcze niedawno myślałem, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi.
Nina westchnęła i odwróciła się od Malfoy'a. Jak mogła być tak łatwowierna? Wiedziała teraz, że nie ma co liczyć na dobre stosunki z Domem Węża.
Następnie Draco chyba coś powiedział, ale Nina już tego nie słyszała, bo zagłuszył to wybuch radości ze strony trybun Gryfonów. Dwie drużyny wylądowały już na boisku. Ślizgonka nie śledziła przebiegu meczu, ale z tego, co widziała na boisku, wynikały dwie, a raczej cztery sprawy. Gryffindor wygrał, Harry złapał znicza. Slytherin przegrał, Ślizgoni są wkurzeni. Po kilku chwilach trybuny pustoszały, a na nich zostawały tylko nieliczne, małe grypki uczniów, którzy żywo dyskutowali o przebiegu meczu. Nina samotnie szła w kierunku budynku szkoły. Bo niby z kim miała wracać? Draco i reszta Ślizgonów nie wchodzili w grę, Gryfoni pewnie teraz balują w pokoju wspólnym. Krukoni i Puchoni? Nawet żadnego z nich nie znała. A jednak usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się szybko. Zobaczyła dobrze znaną sobie czarną czuprynę oraz okrągłe okulary. Czemu nie świętuje zwycięstwa w szkole?
- A ty co? Zaspałeś na miotle?! - krzyknęła do niego.
- Nie, cze... czekałem na ciebie – odparł zdyszany po długim biegu Gryfon.
- Chyba się nie doczekałeś. Gratuluję... jakby to powiedzieć tak nie po mugolsku... magicznie zajebisty mecz – powiedziała ze śmiechem
- Dzięki. Fajne były te fajerwerki na początku, no nie? Pewnie Fred i George je załatwili.
- Tak, rzeczywiście fajne – powiedziała nieco ciszej. Czy on jest aż tak ślepy? Człowiek tu się męczy, szuka, kombinuje, a wszyscy myślą, że to Weasleye? Ten świat schodzi na rudych. Nina jednak tylko wewnątrz się gotowała. Harry widział przed sobą tylko małą, uśmiechniętą dziewczynkę.
- Tylko tyle? Jak ich znajdę muszę im pogratulować.
- A ty przypadkiem nie masz być w pokoju wspólnym? Hello, obudź się, ziemia do Harry'ego, wygraliście mecz. Pewnie szukają cię po całym zamku, krzycząc „Harry, Harrek. Harruniuniuniu!” - Nina przedrzeźniała głos Rona.
- Ej, no weź. Dobra, lecę. Do jutra.... Nineczka! - krzyknął, machając do niej, a po chwili był już pod bramą Hogwartu. Resztę drogi dzielącą ją od szkoły Ślizgonka pokonała już samotnie. Po jakiś dziesięciu minutach była już w swoim dormitorium. Było za wcześnie na spanie, a za późno na łażenie po zamku. Chociaż? Czy dla Niny kiedykolwiek jest na coś za późno? Szybko ściągnęła szkolne szaty, a nałożyła swoje ulubione czarne jeansy, ciemnoniebieską bluzę i wyszła z lochów. Przelotnie spojrzała na zegar w holu. Ósma. Ma dwie godziny przed „ godziną policyjną Hogwartu”, jak to zwykle mówili w Slytherinie. Skierowała się w stronę wieży astronomicznej. Od początku roku była tam tylko raz, ale bardzo jej się spodobało. Idealne miejsce po to, żeby przemyśleć kilka spraw. Przechodząc obok schodów prowadzących do wieży Gryffindoru słyszała przytłumione odgłosy zabawy. Jeszcze niedawno tak samo bawiła się w pokoju wspólnym Slytherinu. Czyżby była to tylko jednorazowa sytuacja? Czy tylko raz mogła zobaczyć, jak naprawdę wygląda życie Ślizgonów? Wcale nie takie aroganckie, bogate i niesmaczne, tylko zabawne, lekko zwariowane. Miała wrażenie, że była wtedy innym człowiekiem, ale cóż, wracajmy do rzeczywistości. Jej własny dom jej nienawidzi, z powodu tych fajerwerków, Gryfoni mają własne życie, a ona? Kiedy znajdzie przyjaciół na każdą porę dnia i nocy, na dobre i na złe?
OoOoOoOoOoOoOoO
Okay, oto kolejny rozdział :) Proźba - jeżeli przeczytałeś - daj o sobie znać! Komentarze dodają weny i pomagają w pisaniu!

niedziela, 23 października 2016

I:Rozdział 7 - Noc Duchów

Po skończonych lekcjach Nina wybiegła z zamku, aby spotkać się z Harry'm. Umówili się na spotkanie przy wyjściu na błonia, ale chłopaka jeszcze nie było. Ślizgonka usiadła na schodkach prowadzących do zamku i czekała. Obserwowała liście, które już w różnych odcieniach brązu, czerwieni i żółci opadały z drzew. Dwa, pięknie wybarwione liście spadły obok jej stóp. Wyjęła różdżkę i szepnęła zaklęcie
-Wingardium Leviosa
Jeden z nich uniósł się w powietrze i zawisnął przed jej głową. Nina to pozwalała mu opaść, to znowu podrywała go do lotu, lub po prostu dawała mu kołysać się na wietrze. Obawiała się powiedzenia Harry'emu o zwierzęciu zamkniętym na trzecim piętrze, jednak postanowiła, że musi komuś powiedzieć.
- Cześc - usłyszała głos Gryfona zza swoich pleców. Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, do jej uszu dobiegł jeszcze jeden dźwięk.
- Mówiłeś, że idziemy na błonia! Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam gadać ze Ślizgonami.
Nina odwróciła się w stronę Harry'ego i jego przyjaciela. Miała cichą nadzieję, że Harry przyjdzie z nią porozmawiać sam, bez Rona. Rudowłosy Gryfon miał straszne uprzedzenia co do Ślizgonów, więc od ceremonii przydziału unikał Niny jak ognia.
- Nina chciała mi coś powiedzieć. Jak nie chcesz, to nie musisz tu być, zaraz co ciebie przyjdę - powiedział zielonooki Gryfon, siadając obok młodej czarodziejki.
- Nie zostawię cię tu samego - wymamrotał Ron i stanął przy barierce jak najdalej od Niny. Dziewczyna nie za bardzo wiedziała, od czego zacząć swoją opowieść.
- Tylko proszę was, nikomu o tym nie mówcie. Ty też Ron. To tajemnica - powiedziała na tyle głośno, żeby Ron usłyszał. Gdy ten dowiedział się, że to ściśle tajne zaciekawiony podszedł bliżej i usiadł obok Harry'ego.
- Dzisiaj rano byłam na trzecim piętrze - wyszeptała, nachylając się w stronę Gryfonów.
- Co? - zapytali oboje zdziwieni.
- Przecież tam nie wolno. Dyrektor zakazał... - Harry otworzył szeroko oczy i popatrzył z niedowierzaniem na Ninę.
- To było przypadkiem. Filch mnie gonił. Jestem pewna, że tam jest coś ukryte. Coś bardzo cennego. Drzwi do korytarza są zamknięte, a na końcu jest ukryte pomieszczenie, w którym jest zamknięty trójgłowy pies. Siedzi na jakiejś klapie, więc na pewno czegoś pilnuje - powiedziała, patrząc wyczekująco na chłopców. Po chwili milczenia pierwszy odezwał się Harry.
- Może ci się śniło... -zaproponował.
- Idioto nic mi się nie śniło. To było naprawdę. Jak chcesz, to idź i sam zobacz - Nina poczuła się urażona, ponieważ Gryfon jej nie wierzył.
- Dobrze, wierzę ci.
- Co robiłaś w nocy sama na korytarzu? Trochę to dziwne - zabrał głos Ron, spoglądając oskarżycielsko na Ninę. Dziewczyna westchnęła.
- Był ranek. Poszłam się przejść, ale Filch zaczął mnie gonić. Już wam to mówiłam. To jak, co robimy?
- Co ROBIMY? Jeżeli chcesz nas wciągać w jakieś swoje popaprane gierki, to przepraszam, ale my się wycofujemy - zaparł się rudowłosy Gryfon.
- W sumie... to jest szkoła czarodziejów, więc... wszystko jest możliwe. Nawet trójgłowy pies pilnujący jakiejś klapy na trzecim piętrze - powiedział po chwili milczenia Harry. Zanim jednak Nina zdążyła coś dodać, ponownie się odezwał.
- Jednak nie powinniśmy się do tego mieszać. To nie nasza sprawa.
Ślizgonka popatrzyła z niedowierzaniem na Gryfona. Niemożliwe, że Harry'ego nie zainteresowała jej opowieść. Ją samą ciekawość zżerała od środka. Chciała się dowiedzieć, czego pilnuje dziwaczny stwór. Postanowiła jednak dać chłopakom spokój.
- Was... naprawdę nie ciekawi, czego on pilnuje? - zapytała z nadzieją, że Harry pomoże jej się tego dowiedzieć.
- Słyszałaś Dumbledore'a. To nie jest sprawa uczniów - odparł zielonooki i wstając ze schodów, otrzepał szatę. Po chwili obaj Gryfoni zniknęli za wejściem do szkoły. Nina udała się do lochów, aby sprawdzić, co robią Pansy, Kate i Millicenta. Po drodze uświadomiła sobie jedno. Nikomu więcej nie mogła powiedzieć o swoim odkryciu. Tymbardziej Ślizgonom.
***
Miesiąc później nadszedł upragniony przez wszystkich uczniów dzień Nocy Duchów. Nina znała to święto raczej jako Halloween. Trochę tęskniła za chodzeniem po londyńskich domach i zabawy w 'cukierek albo psikus'. Podczas ostatnich tygodni kilka razy zakradła się w nocy na trzecie piętro, jednak nie mogła już otworzyć drzwi zaklęciem. Domyśliła się, że nauczyciele domyślili się o otwarciu przez kogoś z uczniów drzwi, jednak jak na razie nikt jej tego nie zarzucał.
Podczas Nocy Duchów odbywała się uroczyska uczta w Wielkiej Sali, gdzie młoda czarodziejka zmierzała właśnie razem z Kate. Gdy obie Ślizgonki weszły do Wielkiej Sali, zaniemówiły z wrażenia. Po całym, ogromnym pomieszczeniu rozmieszczone były dekoracje w kształcie dyni, świec, nietoperzy, duchów, pająków i tym podobnych rzeczy. Wszystko podświetlone było jaskrawym światłem świec, a hogwarckie duchy zdawały się być w znacznie lepszych humorach niż zazwyczaj. Nina zauważyła nawet Krwawego Barona, który powolnie szybował tuż przy samym sklepieniu Wielkiej Sali.
- Nigdy wcześniej go nie spotkałam - powiedziała Kate do Niny, wskazując na ducha zamieszkującego lochy.
- Ja raz - odpowiedziała młoda czarodziejka, zajmując miejsce przy stole Ślizgonów. Kątem oka zauważyła, że Prawie Bezgłowy Nick mruga do niej jednym okiem przelatując nad potrawami podanymi na stole Ravenclavu.
Gdy dyrektor rozpoczął swoje przemówienie większość Ślizgonów, w tym Nina, nudziła się tak bardzo, że niektórzy zaczęli podjadać potrawy znajdujące się na stole. Jednak gdy młoda czarodziejka zerknęła na drugi koniec sali, zauważyła, że Gryfoni z zainteresowaniem przyglądają się Dumbledore'owi.
- Gdzie jest Draco? - usłyszała szept po swojej prawej stronie. Pansy i Millicenta wymieniły zaniepokojone spojrzenia. Nina rzeczywiście dopiero teraz spostrzegła, że dzisiaj nigdzie nie widziała blondyna. Jednak po gruntownej obserwacji stołu Ślizgonów dostrzegła Malfoy'a. Zaśmiała się w duchu, ponieważ dziewczyny albo są kompletnie ślepe, lub zbyt przejęte Nocą Duchów, aby zauważyć chłopaka.
- Nie panikuj, właśnie wychodzi - Nina wskazała Pansy Draco, który właśnie opuszczał Wielką Salę. Pansy spojrzała pytająco na Ninę, ta jednak tylko wzruszyła ramionami.
Przez następne pięć minut dziewczyny zapomniały o dziwnym zachowaniu Draco. Nagle drzwi Wielkiej Sali gwałtownie się otworzyły, a do środka wbiegł krzyczący wniebogłosy, zdyszany profesor Quirrel
- Ratujcie! W lochach... - nauczyciel zrobił się lekko zielony na twarzy i z przerażeniem wyrytym na twarzy osunął się na podłogę. Wśród uczniów powstało ogromne zamieszanie. Wszyscy wstali od stołów i zaczęli wpadać jeden na drugiego.
- Cisza! - ryknął Dumbledore, a cała sala zamilkła. Było słychać tylko ciche jąkanie profesora Quirrela. Zanim ktokolwiek zdążył do niego podbiec, nauczyciel zemdlał.
To ma być nauczyciel? Nawet my, pierwszoroczni nie jesteśmy tacy tchórzliwi. Czego on tak się przestraszył? - pomyślała Nina, stając na ławie, aby cokolwiek widzieć.
Do profesora podbiegła McGonagall. Quirrel po odzyskaniu przytomności wyszeptał coś do niej. Rekcje uczniów na panikę Quirrela były przeróżne. Jednidosłownie cali dygotali ze strachu, natomiast starsi Ślizgoni drwili z nauczyciela obrony przed czarną magią. Nina przecisnęła się przez ogromny tłum uczniów i podeszła do Harry'ego. Może nie byli w najlepszych stosunkach, ale chciała go zapytać, co o tym wszystkim sądzi. Istniało przecież duże prawdopodobieństwo, że to ma związek z zamkniętym pomieszczeniem na trzecim piętrze.
Zanim jednak zdążyła się odezwać, wicedyrektorka podniosła głos i zwróciła się do prefektów, którzy podeszli bliżej niż większość młodych czarodziei
- Wszyscy uczniowie mają się znaleźć w swoich dormitoriach! Ślizgoni zostają w Wielkiej Sali!
Nina zwróciła się zdziwiona do Harry'ego.
- Co to ma do cholery by...
- Co się...- przerwał jej Ron.
- Draco! - pomyślała, ale po spojrzeniu Rona wywnioskowała, że chyba powiedziała to na głos.
- On o niczym nie wie. Idziecie ze mną? - dodała. Nie lubiła opryskliwego Ślizgona, jednak czuła, że powinna go ostrzec o tym, co mówił, a raczej wyjąkał, Quirrel.
- Do tej szumowiny? W życiu. - Ron wzruszył ramionami – Mówiłaś, że go nie lubisz.
- Nie lubię, ale też nie chcę, żeby został pożarty przez jakiegoś.... coś tam. Pa, spotkamy się potem.
- Czekaj... chciałaś coś ode mnie? - zapytał Harry, łapiąc ją za rękaw szaty.
- Tak... później pogadamy - odpowiedziała wymijająco i pobiegła w stronę lochów
Dziewczyna przecisnęła się przez grupę Krukonow zmierzających do dormitoriów i pobiegła w stronę lochów. Wszyscy Ślizgoni zostali w Wielkiej Sali, bo ich dormitoria znajdowały się właśnie w podziemiach Hogwartu. Dziewczyna na początku nie była z tego zadowolona, ale z czasem się przyzwyczaiła do ciemności panującej w lochach. Nina zatrzymała się przy rozwidleniu korytarzy. Nagle z jednego wydobył się krzyk. Dziewczyna nawet nie pomyślała, że Draco umie tak głośno wrzeszczeć. Pobiegła w stronę głosu. Na końcu korytarza, przy wejściu do pracowni eliksirów stał, a raczej leżał i pełzał wielki lśniący wąż, lecz nie był on zwykłym, ogromnym stworzeniem. Nina nie była nawet pewna, czy jest zwierzęciem. Wąż zamiast łusek miał pancerz, nie wiedziała, jak można to nazwać, wykonany z ognia. Stworzenie było wielkim wężem pokrytym lub stworzonym w całości z ognia. Za potworem, wciśnięty w róg korytarza stał Malfoy. Nina miała wielką ochotę zostawić go na pastwę losu, ale nie chciała mieć go na sumieniu. Nie bardzo wiedziała, co mogła w tej sytuacji zrobić, ale postanowiła, że spróbuje uratować Draco ten jego za bardzo Ślizgoński tyłek.
***
Draco stał wciśnięty w róg korytarza, a płomienie z pyska węża prawie go dosięgały. Nina miała już różdżkę w dłoni, gdy olbrzymi łeb potwora odwrócił się i utkwił przenikliwe spojrzenie w Ślizgonce. Draco natomiast dalej obserwował rozwój sytuacji i nawet nie sięgnął po różdżkę.
- Wingardium Leviosa- powiedziała Nina, wskazując na kilka cegieł leżących na podłodze, a one wzleciały w górę i zawisły nad wężem. Ślizgonka cofnęła zaklęcie, a kamienne cegły spadły prosto na łeb potwora. Jednak nie przyniosło to oczekiwanego przez Ninę rezultatu. Wąż jedynie rozwścieczył się jeszcze bardziej. Podpełzł bliżej młodej czarodziejki i zasyczał gniewnie. Nagle Ninę olśniło. Przecież wąż to ogień. Czy jednak uda jej się wykonać zaklęcie, które mieli przerabiać na lekcji dopiero pod koniec roku szkolnego?
- Aqamenti! - krzyknęła, jednak z jej różdżki nie wypłynął, jak się spodziewała strumień wody.
- Aquamenti! - spróbowała po raz drugi, tym razem udało jej się wyczarować malutką strużkę wody, która trafiła węża prosto w jedno z wściekle żółtych oczu. Stwór zasyczał gniewnie, a Nina miała teraz ostatnią szansę, może jej się uda?
- AQUAMENTI!!! - udało jej się. Wąż odpełzł na parę kroków od Niny, ale jednak i tam dosięgnęło go zaklęcie Ślizgonki. Potworny, głośny syk wypełnił lochy. Po chwili po stworze został tylko mały obłoczek pary wodnej unoszącej się nad posadzką. Spojrzenia Niny i Draco zetknęły się. Ślizgon podszedł powoli do Ślizgonki. Jego usta poruszały się, ale nie wydawały żadnego dźwięku, po chwili milczenia powiedział
- D...dzięki
- Oh, nasz Draconek się przestraszył, może mam zawołać mamusię?
- Czemu po mnie wróciłaś? - Malfoy odzyskał pewność siebie
- A jak myślisz?
- Może... Ninka martwi się o znienawidzonego Draco?
- Aż tak nisko nie upadłam, gamoniu. Po prostu nie chciałam potem mieć wyrzutów sumienia, jakbyś przypadkowo zemdlał ze strachu na widok.... tego czegoś.
W tym momencie Ślizgoni usłyszeli kroki dobiegające z drugiej strony korytarza. Po chwili pojawiły się w nim dwie postacie. Dyrektor Dumbledore i profesor McGonagall. Na widok uczniów zatrzymali się, jednak po chwili stali już przed młodymi czarodziejami.
- Riddle.... Malfoy? Mogę wiedzieć, co to ma znaczyć? Jak się tu znaleźliście, przecież Ślizgoni mieli zostać w Wielkiej Sali pod okiem profesora Snape'a. - zapytała ich McGonagall
- Pani profesor... my nie chcieliśmy... ale z drugiej strony lochy są już bezpieczne – Nina odpowiedziała nauczycielce.
- Jakim prawem wasza dwójka opuściła Wielką Salę? Mogliście tu zginąć. Ogniomioty syberyjskie są bardzo niebezpieczne. Teoretycznie powinniście dostać po tydzień szlabanu... ale w związku z tym, że nic się wam nie stało, odejmuję dziesięć punktów...
- Nie... aż tyle? Proszę pani... - protestowała Nina
-… każdemu z was – kontynuowała nauczycielka – Ale... - spojrzała na obłok pary wodnej w korytarzu – które z was rzuciło Aquamenti?
- Nina, j...ja nic nie zrobiłem, naprawdę...- wyjąkał Draco
- W takim razie – znowu przemówiła McGonagall – dodaję dziesięć punktów dla panny Riddle, za perfekcyjnie wykonane zaklęcie i... trochę szczęścia. Wracajcie do dormitorium, a w przyszłości proszę was, stosujcie się do poleceń nauczycieli.
Nina i Draco ukłonili się nauczycielom, a w zasadzie tylko Nina, bo Malfoy przeszedł obok nich obojętnie. Już po chwili wchodzili do pokoju Ślizgonów.
- Nina – Draco powiedział do Ślizgonki – Dzięki.
- Malfoy'owie nie dziękują zbyt często, prawda?
- W sumie to... - zaczął, lecz Nina nie dała mu dokończyć
- W takim razie... doświadczyłam wielkiego zaszczytu, nie sądzisz?
- Rety, Nina. Weź się nie dąsaj. Zgoda? - powiedział, wyciągając w jej kierunku dłoń. Nina niepewnie na nią popatrzyła, a potem stalowo-szare tęczówki Draco zetknęły spojrzenie z jej czarnymi jak noc oczami. Uścisnęli sobie dłonie i ku zaskoczeniu Niny, Ślizgon powiedział
- Wiesz, że masz bardzo ładne oczy?
- Może i mam, nikt nigdy jeszcze nie powiedział mi tego wprost.
- To wygląda na to, że zostaliśmy przyjaciółmi...
- Hola! Do przyjaciół nam jeszcze trochę brakuje. Ale... zgodzę się na znajomych, nie wrogów. - Wiem, jak zachowujesz się względem Gryfonów, i nie myśl sobie, że się do ciebie przyłączę.
- No wesz ty co... chyba się łobrażę... - powiedział Ślizgon wywracając oczami
- A jednak nasz Malfoy ma poczucie humoru. No cóż, muszę się z tym pogodzić.
Ich rozmowę przerwali Crabbe i Goyle, którzy właśnie weszli do pokoju wspólnego. Oczywiście, jak to często już bywało w przypadku tej dwójki, z rękami pełnymi jedzenia z Wielkiej Sali.
- Gdzie wy się pałętacie? - zapytał ich Draco
- My... tam, gdzie wszyscy – odpowiedział mu Goyle
Spojrzenia Draco i Niny znowu się zetknęły. Nina powstrzymała się, aby nie parsknąć śmiechem, jednak Malfoy już nie zapanował nad tym odruchem.
- Wiesz co, Goyle – Ślizgonka odwróciła wzrok od Draco – chyba jednak nie wszyscy. My... to znaczy Draco, ja tu tylko przypadkiem. Na drugi raz trochę lepiej go pilnujcie, bo nie zawsze znajdzie się ktoś, kto go uratuje.
Nina zostawiła patrzących bez słowa Crabbe'a i Goyle'e oraz Draco, który siedział spokojnie w fotelu i przysłuchiwał się wypowiedzi Niny, a sama udała się do swojego dormitorium.
Niedługo potem usłyszała odgłos wielu kroków starszych i pierwszorocznych Ślizgonów. Czyżby czas aż tak szybko minął? Przecież niedawno było południe.
- Nina, idziesz? - usłyszała głos Pansy, która stanęła w drzwiach – Gramy w szachy, butelkę, a starsi w eksplodującego durnia. Będziesz tu sama siedziała?
- Idę, idę. Mnie nie może ominąć taka zabawa. - odpowiedziała i szybko pobiegła za zbiegającą ze schodów Pansy.
Cały pokój wspólny był zapełniony Ślizgonami. Nina przysiadła się do małej grupki grającej w butelkę. Byli w niej Draco, Blaise Zabini, Pansy i Kate. Przez ponad dwie godziny grali, śmiali się i rozmawiali. Oczywiście, nie grali na pocałunki w usta, tylko przytulenia, cmoknięcia w policzek. Nina po raz pierwszy czuła się dobrze w towarzystwie Ślizgonów. Czyżby naprawdę do nich pasowała? Nigdy nie mogła lub nie chciała zobaczyć ich prawdziwego oblicza. Zawsze miała inne zdanie o swoich kolegach z domu. A może jednak tiara się nie pomyliła? W tej chwili zapomniała o wszystkich problemach, była po prostu szczęśliwa.

wtorek, 11 października 2016

I:Rozdział 6 - Lekcja latania

Kolejny tydzień minął pierwszorocznym uczniom Hogwartu pod znakiem nauki oraz poznawania nowej szkoły. Nina zdołała już przekonać co do siebie Rona, więc nie zamartwiała się już tym, że Gryfoni się od niej odwrócą. Kate, Pansy i Millicenta również prawie zapomniały o poprzedniej sprzeczce i nie unikały już młodej Ślizgonki.
Tego ranka Nina obudziła się wyspana i gotowa na kolejne wyzwania czekające ją w szkole czarodziejów. Zdziwiona zauważyła, że jej współlokatorki jeszcze śpią. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie i cicho westchnęła. Do zajęć pozostały jeszcze dwie godziny, a śniadanie zaczynało się dopiero za pół. Wpadła na pomysł. Wiedziała, że nie powinna tego robić. Była pewna, że jeżeli ją przyłapią to, dostanie szlaban. Jednak coś w środku kazało jej się ubrać i wyjść z dormitorium. Sama nie wiedziała, dlaczego to robi. Może miała nadzieję, że w tej szkole czeka ją coś więcej niż tylko nauka? Nina z natury była osobą, która nie lubi trzymać się zasad. W pierwszych dniach szkoły trochę przerażał ją ogrom budynku Hogwartu, nauczyciele i tylu znakomitych czarodziei w jednym miejscu. Teraz jednak oswoiła się z nową sytuacją i czuła się jak stuprocentowa czarownica. Byłaby nią nawet wtedy, gdyby okazało się, że jest półkrwi albo mugolaczką. Jednak raczej skreślała ostatnie, ponieważ słyszała, że szlamy nigdy nie trafiają do Slytherinu.
- Lumos - wyszeptała poznane na ostatniej lekcji zaklęcie i uniosła różdżkę. Na korytarzu lochów panował półmrok, więc wolała mieć przy sobie światło, aby nie upaść na stromych schodach prowadzących do wyjścia. Teraz już wiedziała, w jakim celu idzie na korytarze szkoły. Po prostu nie mogła usiedzieć w miejscu, więc chciała pochodzić po zamku. Wiedziała, że nie jest to mądre posunięcie, jednak nie przejmowała się tym. W pamięci pozostały jej zabawy w sierocińcu, gdy z Thomasem i Lucasem wymykali się w nocy, żeby pomyszkować na strychu. Uśmiechnęła się na wspomnienie tego, jak znaleźli listy miłosne ich opiekunki.
- Nox - szepnęła, gdy usłyszała odgłosy dobiegające zza załomu korytarza. Teraz ogarnęło ją zdenerwowanie. Czy aby na pewno ma jakiś cel w tym, co robi? Pokręciła przecząco głową do swoich myśli i przywarła plecami do ściany.
Co mi odbiło? Przecież tu nie ma nic ciekawego. Tylko jeszcze bardziej się wystraszę - pomyślała i odwróciła się na pięcie. Szeroko otworzyła oczy, gdy usłyszała głos woźnego, pana Filcha, wołającego swoją kotkę. Czym prędzej puściła się pędem w kierunku schodów, aby jej nie zauważył. Czekała ją teraz droga cztery piętra w dół. Nawet nie zauważyła, że zaszła aż tak daleko. Kiedy Filch zniknął już z jej pola widzenia wyszła z ukrycia i skierowała się w drogę powrotną. Cicho wyszeptała przekleństwo, gdy usłyszała kolejny głos. Karciła się w myślach, że odważyła się na taką nocną wycieczkę. Ponownie przywarła do ściany w nadziei, że nikt jej nie zauważy. Kilka chwil później chciała już głęboko odetchnąć, jednak zamiast swojego oddechu usłyszała głos.
- Nieładnie tak się chować młoda damo.
Nigdy nie miała jakiś szczególnych relacji z duchem wieży Gryffindoru - Prawie Bezgłowym Nickiem. Ona raczej nie rozmawiała z duchami, a on unikał Ślizgonów szerokim łukiem.
- Przepraszam, już idę - odpowiedziała kierując się w stronę schodów.
- Rzadko widują uczniów Slytherinu łażących po korytarzach w nocy. To raczej robota Gryfonów - zaśmiał się, zadowolony ze swojej błyskotliwej odpowiedzi.
- A może udamy, że do tego spotkania nie doszło? Sir Nicholasie - odparła odwracając się do niego. Duch unosił się w powietrzu jakiś metr nad ziemią, więc znacznie górował nad młodą czarodziejką. Nina żałowała teraz, że opuściła dormitorium. Mogła teraz leżeć w przytulnym, ciepłym łóżku, a nie gadać z tysiącletnim duchem w lodowato zimnym korytarzu.
- Więc jednak jesteś typową Ślizgonką. Gryfon by się tak nie zachował. Nie stchórzyłby, ale szedł dalej. Nie sądzisz, że Slytherin to rzeczywiście dom słabeuszy?
Nina miała już po dziurki w nosie jej gadaniny. Mimo że duch dopiero co się odezwał, już nie pałała do niego sympatią. Jednak zastanowiła się nad jego słowami. Czy naprawdę jest tchórzem?
- Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz. I nie, nie jestem tchórzem - wymamrotała przez zaciśnięte usta.
- Jestem duchem w tym zamku od ponad sześciuset lat. Myślisz, że nie znam się na ludziach? Nie chodzi mi o to, że jesteś tchórzem, tylko że stchórzyłaś - w czasie, gdy mówił krążył wokół dziewczyny wyczyniając przeróżne akrobacje w powietrzu. Jego obwisła szata wiele razy przecinała ciało Niny, jednak ona nic nie poczuła, poza lekkim wiaterkiem.
- A więc - kontynuował - Gryfon poszedłby dalej. Zwiedzać to, co nieznane. Za to ty myślisz rozsądnie, ale nie odważnie. Znałem kilka osób podobnych do ciebie. Może chcesz wiedzieć o nich coś więcej?
Nina wiedziała, że duch nie bez powodu z nią rozmawia. Wywnioskowała, że czegoś chce, więc bez wstępów zapytała go o to.
- Czego chcesz?
- Ja? Nic - zachichotał wykonując salto nad głową Ślizgonki. Nina głęboko odetchnęła i oparła się o ścianę. Nigdy wcześniej nie rozmawiała z duchem, a tym bardziej, u którego stwierdziła objawy choroby psychicznej.
- Dobra. Jeżeli masz mi coś do powiedzenia to mów. Tylko szybko, bo chcę jeszcze zejść do dormitorium - odparła zrezygnowana.
- Nie, to ty mi powiedz co chcesz wiedzieć - powiedział zagadkowo uspokajając się i zatrzymując kilka metrów od Niny.
- Do cholery jasnej, ja nic nie chcę! - wydarła się na ducha, który głupkowato się uśmiechną. Przerażona usłyszała teraz nerwowe szamotanie i zapalające się światło za załomem korytarza.
- Nie to nie - powiedział i rozpłynął się w powietrzu. Nina wystraszona możliwością natknięcia się na woźnego popędziła schodami w dół. Jednak po przejściu kilku stopni poczuła lekki wstrząs i schody zaczęły się ruszać. Dziewczyna przywarła do barierki i z całych sił zacisnęła palce na poręczy. Po zdających się trwać godzinę sekundach schody zatrzymały się. Nina błyskawicznie z nich zeskoczyła bojąc się, że znowu je gdzieś poniesie.
Przed sobą miała teraz tylko wąskie pomieszczenie, na którego końcu znajdowały się drzwi nieróżniące się niczym szczególnym od reszty w zamku. Nie chcąc wracać na schody, ponieważ słyszała już na nich kroki Filcha podbiegła do nich i chwyciła za klamkę.
- Alohomora - uniosła różdżkę i szepnęła, gdy drzwi nie chciały ustąpić. Błyskawicznie przekręciła klamkę i zatrzasnęła za sobą drzwi. Miała nadzieję, że Filch jej tu nie znajdzie, ponieważ wtedy mogłaby nawet wylecieć ze szkoły, a do tego nie mogła dopuścić. Jednak głośno przełknęła ślinę, gdy zobaczyła gdzie się znalazła. Jej i tak mocno bijące serce jeszcze bardziej zwiększyło liczbę swoich uderzeń. Była w ciemnym, ponurym korytarzu z upiornie wyglądającymi rzeźbami na ścianach oraz pajęczynami zwisającymi zgaszonych pochodni. Po lewej stronie znajdowały się sięgające sufitu ogromne okna, jednak nie wpadało przez nie ani promienia światła, ponieważ były zasłonięte ciężkimi kotarami. Jedyne oświetlenie pochodziło od malutkich, zakratowanych okienek, które znajdowały się dwa metry nad ziemią.
Nina prawie krzyknęła, gdy usłyszała miauczenie tuż koło swojej stopy.
- Pani Norris - wyszeptała, gdy ujrzała kotkę woźnego odsłaniającą przed nią swoje żółte, lekko stępione już zęby. Niewiele myśląc chwyciła szamoczące się zwierzę za kark i wypchnęła za drzwi, które po chwili szybko zamknęła.
Puściła się pędem upiornym korytarzem zapominając nawet oświetlić sobie drogę zaklęciem. Przebiegła jakieś sto metrów, zanim natrafiła na kolejne drzwi. Tym razem były drewniane, ogromne i masywne z kulistą klamką po prawej stronie. Ślizgonka chwyciła za nią, jednak drzwi nie chciały ustąpić. Trochę roztrzęsiona musiała dwa razy wypowiadać zaklęcie, żeby zadziałało i mogła je otworzyć. Odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się już po ich drugiej stronie. Zamknęła oczy i wolno policzyła do dziesięciu, aby się uspokoić. Marzyła teraz tylko o tym, aby spowrotem znaleźć się w dormitorium, które dzieliła z Pansy, Kate i Millicentą. Jej pozorny spokój jednak nie trwał długo.
Krzyknęła na całe gardło, gdy zobaczyła to, co znajdowało się w tym pomieszczeniu. Wielki, czarny łeb psa był zaledwie kilka metrów od niej. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby po jej dwóch stronach nie znajdowały się jeszcze dwa takie same pyski, a sam pies mierzył nie mniej niż cztery metry wzrostu. Przerażona wpatrywała się w ciemne oczy zwierzęcia. Otrząsnęła się z pierwszego szoku, gdy łeb psa zbliżył się do niej na niebezpieczną odległość półtora metra i plecami mocno przywarła do drzwi próbując znaleźć klamkę. Nie wiedziała, czy było to szczęście, ale drzwi były otwarte. Gdy oparła się o nie plecami, te otworzyły się, a młoda czarodziejka z łoskotem upadła na ziemną posadzkę boleśnie zbijając sobie pośladki. Błyskawicznie omiotła spojrzeniem pomieszczenie z psem i wstała na równe nogi. Zanim pysk psa wyjrzał na zewnątrz zatrzasnęła drzwi i pobiegła w przeciwną stronę z nadzieją jak najszybszego powrotu do lochów. Dzień się nawet nie zaczął, a ona miała już go serdecznie dość.
***
Musiała przyznać, że chociaż jedna rzecz dzisiejszego poranka jej się udała. Wróciła do dormitorium równo minutę przed budzikiem, który budził dziewczyny. Przynajmniej nikt nie będzie wiedział, że była poza dormitorium.
- Ty już ubra...ana? - zapytała ziewając obudzona Kate, gdy zobaczyła Ninę spinającą w kucyk włosy przed lustrem.
- Nie chcę spóźnić się na lekcję latania. Wiesz przecież, jak bardzo chciałam tego spróbować - skłamała dziewczyna, otrzepując kołnierzyk bluzki z kurzu, którym się ubrudziła. Nina wiedziała już gdzie była kilka minut temu. To był korytarz na trzecim piętrze. Ten, do którego Dumbledore zakazał im wchodzić, lub nawet znajdować się w jego pobliżu.
Przez następne pół godziny Kate, Millicenta i Pansy szykowały się do następnego dnia szkoły, natomiast Nina udawała, że czyta tekst w podręczniku od eliksirów. Tak naprawdę rozmyślała o tym, co dzisiaj zobaczyła. Nie umknęło jej uwadze, że trójgłowy pies stał na jakiejś klapie. Ciekawiło ją co takiego znajdowało się pod nią. Bo przecież niemożliwe, że taki potwór znajdował się w zamku tylko z zachcianki dyrektora. Miała też jeszcze jeden dylemat. Nie wiedziała, czy powiedzieć o tym Harry'emu i Ronowi. Nie chciała tego ukrywać, ale bała się, że naskarżą na nią do Dumbledore'a albo Snape'a. Wtedy z pewnością wyleciałaby ze szkoły.
- Idziesz? - zapytała zdziwiona Millicenta stając w drzwiach dormitorium. Nina nie zauważyła, że dwie pozostałe dziewczyny już wyszły z pomieszczenia. Rzuciła książkę na łóżko i podbiegła do Ślizgonki. W drodze do Wielkiej Sali rozmawiały o tym, kto będzie najlepiej latał na miotle. Nina ze zdziwieniem obserwowała, że Millicenta nie wspomina nikogo innego, tylko Draco. I Draco. I jeszcze raz Draco. Dziewczyna pomyślała, że byłoby fajnie, gdyby denerwujący Ślizgon przypadkowo spadł z miotły.
***
Po śniadaniu Nina oraz reszta pierwszorocznych uczniów ze Slytherinu i Gryffindoru udała się na lekcje latania. Dziewczyna od razu po przyjściu na otwartą przestrzeń niedaleko dziedzińca zamku zajęła miotłę obok Harry'ego.
- Cześć - powiedziała do Gryfona, gdy wszyscy znaleźli się już na miejscu zajęć.
- Hej. Stało się coś? Jakaś blada jesteś - zauważył. Nina odruchowo potarła policzki wierzchem dłoni. Chciała zaprzeczyć, jednak niezauważone przez nikogo wejście pani Hooch oraz efektowna wywrotka Rona rozkojarzyły ją i odpowiedziała
- Później coś ci powiem.
Wiedziała, że za późno ugryzła się w język. Miała obawy przed powiedzeniem co zobaczyła na trzecim piętrze Harry'emu.
- Witam wszystkich na pierwszej lekcji latania. Na co czekacie? Niech każdy stanie po lewej stronie miotły! - do uszu Ślizgonki dobiegł głos nauczycielki. Bez sprzeciwu wykonała jej polecenie.
- Teraz wyciągnijcie prawą dłoń i krzyknijcie 'do mnie'! - Nina prychnęła, gdy usłyszała następne słowa pani Hooch. Wszystko mówiła takim tonem, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.
- Do mnie! - powiedziała Nina. Omal się nie przewróciła, gdy miotła z impetem uderzyła ją w otwartą dłoń. Poza nią ta sztuka udała się tylko Harry'emu, z którym wymieniła przelotne uśmiechy, Draco oraz Pansy, która uśmiechała się teraz zwycięsko do Daphne. Gdy wszyscy po wielu trudach mieli już miotły w dłoniach nauczycielka kazała im wsiąść na nie i lekko odepchnąć się od ziemi. Nina już ugięła kolana, gdy przed sobą usłyszała piskliwy wrzask. Odruchowo schyliła się, a tuż nad jej głową przeleciał jakiś uczeń rozpędzony na miotle.
- Longbottom! Latać mieliśmy dopiero za tydzień! - wrzasnęła pani Hooch. Nina nie wiedziała jak uczeń o nazwisko Longbottom miał na imię, ale mniej więcej kojarzyła go z ceremonii przydziału. Nevel, Neser, Nathan... na pewno coś na N. Tak czy inaczej Longbottom chyba stracił panowanie nad miotłą. Nina skrzywiła się, gdy mocno zderzył się ze ścianą zamku, a następnie zawisł twarzą w dół, ponieważ skraj jego szaty zahaczył o rzeźbę nad oknem. Materiał jednak nie wytrzymał i Gryfon upadł na ziemię.
- Macie nawet nie dotykać mioteł, dopóki tu nie wrócę, zrozumiano? - zagrzmiała nauczycielka, prowadząc roztrzęsionego chłopaka do zamku.
- Patrzcie, ciamajdzie coś wypadło - zaśmiał się Draco podnosząc z ziemi jakiś okrągły przedmiot. Nina rozpoznała, że to przypominajka. Millicenta dostała taką trzy dni temu od dziadków. Ślizgon przekładał w dłoniach przedmiot podrzucając go nad głowę.
- Oddaj to Malfoy - z szeregu uczniów wyszedł Harry i stanął naprzeciwko blondyna. Nina skarciła się w myślach, że nie powstrzymała Gryfona. Dobrze wiedziała, że tych dwoje może za chwilę dostać szlaban lub coś gorszego.
- Dobra, uspokójcie się. Chcecie stracić punkty? Nie zachowujcie się jak przedszkolaki - powiedziała Nina, podchodząc do chłopców. Draco sprawiał wrażenie jeszcze bardziej pewnego siebie niż wcześniej.
- Potter, chcesz piłeczkę? - Malfoy usiadł na miotle i po chwili unosił się półtora metra nad ziemią. Nina miała ochotę porządnie mu przywalić, jednak wiedziała, że nie powinna wsiadać na miotłę.
- Draco... - zaczęła, jednak zanim dokończyła zdanie jej włosy rozwiał lekko podmuch wiatru.
- Idioci - prychnęła, gdy zobaczyła Harry'ego w powietrzu.
- O, Potter przyleciał w obronie swojej księżniczki! Żartowałem. Prędzej przypominajka by cię zechciała, niż Nina - zaśmiał się Ślizgon unosząc się jeszcze wyżej.
- Czy wy możecie się uspokoić?! Jeżeli natychmiast tu nie zejdziecie zgłoszę to dla Dumbledore'a! - krzyknęła zdesperowana.
- Już idę! Chcesz to Potter? - zapytał kpiąco Draco wyciągając przed siebie rękę z przypominajką. - To sobie weź.
Ślizgona wziął zamach ręką i rzuciła przedmiot w kierunku szkoły. Nina nawet nie zorientowała się, kiedy Harry rzucił się do przodu, aby ją złapać. Podczas gdy Draco lądował na ziemi Gryfon zahamował pod ścianą zamku i podniósł ręce w geście zwycięstwa, omal przy tym nie spadając z miotły.
- Dlaczego chłopacy to tacy idioci? - powiedziała Nina do Kate, która dziwnie przypatrywała się lądującemu w tłumie Gryfonów Harry'emu. Nie doczekała się jednak odpowiedzi, więc błyskawicznie podbiegła do zielonookiego Gryfona.
- Tobie do reszty odbiło? - zapytała stając przed Nim z założonymi rękoma.
- Stary, to było świetne! Jakbyś urodził się na miotle! -wrzasnął Ron nie zważając na słowa Niny. Dziewczyna chciała jeszcze raz zwrócić uwagę Gryfona, jednak przerwał jej donośny głos profesor McGonagall.
- Potter! Za mną - powiedziała zwracając się do Harry'ego. Gryfon głośno przełknął ślinę i z przestrachem spojrzał na Ninę.
- Jak wylecisz to cię zabiję - odparła dziewczyna, gdy Harry odchodził już z opiekunką swojego domu z dwudziestką świdrujących gryfońskich spojrzeń na sobie.

sobota, 1 października 2016

I:Rozdział 5 - Naukę czas zacząć!

Następnego dnia pierwszą lekcją Niny była Obrona przed Czarną Magią. Już po śniadaniu wiedziała, że się spóźni, ponieważ trochę zaspała, nigdzie nie mogła znaleźć Kate, Pansy lub chociażby Millicety, a do tego kompletnie nie wiedziała gdzie odbywając się zajęcia. Zrozpaczona przemierzała kolejne korytarze, jednak za żadne skarby nie mogła znaleźć sali OPCM. Mogła mówić o nadludzkim szczęściu, gdy spotkała jakiegoś starszego Puchona śpieszącego się na zajęcia. Po błyskawicznym spytaniu o drogę Nina westchnęła boleśnie, podziękowała uczniowi Hufflepuffu i pędem pobiegła na drugi koniec zamku.
Do klasy weszła piętnaście minut po rozpoczęciu lekcji. Pchnęła ciężkie, drewniane drzwi i znalazła się w ciemnej sali z mnóstwem ławek, dziwnych rysunkach na ścianach, wielkim kryształowym żyrandolem i sięgającymi sufitu oknami.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała szukając wzrokiem wolnego miejsca.
- N...nie ma sprawy. Przecież je...jesteś nowa, w...więc mogłaś za...zabłądzić - odparł nauczyciel. Nina zdziwiona uniosła brwi i ostatkiem sił powstrzymała się od śmiechu. Profesor Jąkała? Usiadła obok jakiegoś Krukona, bo właśnie z Ravenclavem Ślizgoni mieli lekcje obrony.
- Hej, Marcus jestem - powiedział podając Ninie dłoń. Zaskoczona dziewczyna odwzajemniła gest i również się przedstawiła. Gdy wyciągnęła już książki zaczęła badawczo przyglądać się nauczycielowi.
Charakterystyczną cechą profesora Quirrela był noszony przez niego na głowie turban. Gdy mówił bardzo się jąkał oraz nerwowo gestykulował dłońmi. Zauważyła, że jest też raczej niezdarny, ponieważ gdy tylko przechodził obok jakiegoś stolika zahaczał szatą o zeszyty i kałamarze, czego efektem był wylany atrament Pansy Parkinson. Ubrany był w długą, sięgającą ziemi szarą szatę czarodziejską przewiązaną w pasie bordowym paskiem. Według Niny nauczyciel miał typowe objawy nerwicy. Nie zrobił na niej dobrego wrażenia.
Lekcja ciągnęła się bez końca, podczas gdy Quirrel po raz kolejny powtarzał, że Obrona przed Czarną Magią to bardzo interesujący przedmiot. Ślizgonka prawie wybiegła z klasy, gdy nauczyciel ogłosił koniec lekcji. Była zawiedziona. Miała nadzieję, że to będzie naprawdę ciekawy przedmiot. Jednak dzisiaj pozostała jej tylko nadzieja, że dwie godziny transmutacji okażą się bardziej interesujące.
***
- Nigdy więcej nie dotknę tego zielska! - zaparła się Nina wychodząc razem z Harry'm i Ronem ze szklarni profesor Sprout.
- Nie musiałaś zgłaszać się na ochotnika - wywrócił oczami Ron. Trójka młodych czarodziejów właśnie skończyła zajęcia na dzisiaj. Po dwóch godzinach transmutacji i jednej zielarstwa Nina miała serdecznie dość czarów jak na dzisiaj. Pierwszoroczni Ślizgoni mieli już pracę domową od profesor McGonagall, którą musieli zrobić na jutro, a do tego straciła pięć punktów za to, że wypróbowując nowe zaklęcia na korytarzu przypadkowo zbiła szybę w oknie. Jeżeli istniał jakiś limit nieszczęść, Nina chyba wyczerpała go na dzisiaj.
- Nie wiedziałam, że to zacznie mi się wić w ręce! - Harry zachichotał, za co dostał kuksańca w bok od młodej Ślizgonki.
- Idziemy na błonia? Nie chce mi się siedzieć w zamku, gdy jest taka ładna pogoda - zmieniła temat Nina.
- Dostałem przed zielarstwem list od Hagrida. Zaprosił mnie na herbatę i pisał, żebym przyprowadził znajomych ze szkoły - powiedział Harry, wyciągając z kieszeni szaty pomiętą, żółtą kartkę zapisaną wielkimi koślawymi literami. Najpierw list od Hagrida przeczytał Ron, później trafił ona do rąk Niny.
- Czuję się zaproszona - zaśmiała się dziewczyna, oddając po przeczytaniu kartkę Harry'emu.
- Ron, idziesz? - zapytał Gryfon.
- Mogę iść - odpowiedział rudzielec. Na prośbę Harry'ego nie wytykał już Ninie tego, że jest Ślizgonką, jednak nadal w jej towarzystwie zachowywał pewien dystans. Dziewczyna miała nadzieję, że z czasem mu to minie. W końcu znają się od niedawna, a jest dopiero drugi dzień szkoły. Miała pewność, że do końca roku zdążą się zaprzyjaźnić. Była szczęśliwa, że znalazła wspólny język z Harry'm i nie musiała spędzać przerw z pozostałymi Ślizgonkami. Dziewczyny z Domu Węża dzisiaj przez cały dzień się do niej nie odzywały. Nina przypuszczała, że było to spowodowane tym, że wczoraj wieczorem zaczęła bronić Hermiony, podczas gdy reszta dziewczyn oczerniała mugolaków. Tylko Kate nieśmiało się z nią przywitała, jednak została błyskawicznie odciągnięta przez Pansy i Millicentę.
Trójka młodych czarodziei opuściła mury dziedzińca i skierowała się w stronę Zakazanego Lasu, na którego skraju wznosiła się niewielka chatka zamieszkana przez gajowego Hogwartu, Rubeusa Hagrida. Gdy po szybkim biegu ze stromego stoku wzgórza, na którym znajdował się zamek zatrzymali się przy gajówce cała trójka była nieźle zmęczona. Nina jako pierwsza wzięła głębszy oddech i zapukała do drzwi. Po chwili otworzyły się, a w progu stanął wysoki, muskularny mężczyzna z bujną brodą zasłaniającą prawie całą twarz.
- Wchodźcie, wchodźcie! Harry, jak miło cię widzieć! Chodźcie do kuchni - zaprosił ich gajowy, wpuszczając czarodziejów do środka. Wnętrze było jak na Hagrida za małe, jednak on się chyba tym nie przejmował. Całe wnętrze zajmowała jedna izba, której połowa była zarezerwowana na wielkie łóżko stojące pod oknem. Po drugiej strony stał mały aneks kuchenny i stolik z czterema krzesłami. Resztę miejsca zajmowały stare kosze, sieci, siła i legowisko dla psa.
- Kieł! - wrzasnął Hagrid, a zza łóżka wyłonił się wielki, czarny pies przypominający mieszankę mastifa, buldoga i charta. Cicho zawarczał w stronę dzieci, jednak po chwili schował się za masywne nogi swojego opiekuna.
- To straszny tchórz - Hagrid zwrócił się do czarodziei wskazując im miejsca przy stole. Nina usiadła przy brzegu, natomiast Harry między nią a Ronem. Hagrid podał im kubki i nalał wszystkim parującej, słodkiej herbaty.
- No więc... może przedstawisz swoich towarzyszy? - zapytał mężczyzna Harry'ego. Zanim Gryfon zdążył się odezwać Nina przerażona pisnęła cicho, gdy coś otarło się jej o nogę. Odetchnęła z ulgą, gdy zorientowała się, że to tylko Kieł, który położył głowę na jej kolanach domagając się pieszczot. Dziewczyna skinęła głową na Harry'ego, żeby kontynuował, a sama podrapała psa za uchem, co zwierzę przyjęło z nieukrywanym zachwytem.
- To jest Nina Riddle, a to Ron Weasley. Ron uczy się ze mną w Gryffindorze, natomiast Nina jest w Slytherinie - powiedział Harry. Hagrid zrobił wielkie oczy i zaczął nerwowo gładzić swoją długą brodę. Przez cały czas uporczywie wpatrywał się w Ślizgonkę.
- Ekhem... coś nie tak? - zapytała dziewczyna nieśmiało machając ręką przed twarzą mężczyzny.
- Nie, nic nic. Riddle, mówisz?
- A mówi coś panu to nazwisko? - ożywiła się Nina, upijając łyk herbaty z kubka. Starała się nie skrzywić. Była okropna.
- Znałem kiedyś takiego jednego... nie, to niemożliwe. Więc Harry, jak ci idzie w szkole?
- Niech pan nie zmienia tematu, proszę. Nie znam swoich rodziców, wychowałam się w sierocińcu. Może pan coś wie? Przecież widzę, że znał pan kogoś o nazwisko Riddle - dziewczyna nie dawała za wygraną.
- Nina... - zaczął niepewnie Harry, jednak Ślizgonka mu przerwała.
- Nie, Harry. Ja muszę wiedzieć. Proszę, niech pan mi powie - popatrzyła błagalnym wzrokiem na gajowego, który wyglądał, jakby miał podjąć bardzo trudną decyzję.
- Porozmawiaj z Dumbledorem.
- Niech pan mi powie.
- Nie jestem pewien...
- Niech pan mi powie - powtórzyła nie dając za wygraną Nina. Bardzo chciała dowiedzieć się czegoś o swojej rodzinie.
- Uczył się ze mną taki jeden. Nie wiem co się z nim później stało, chyba zaginął czy coś w tym stylu. Nic więcej nie wiem - Hagrid plątał się w swojej wypowiedzi, jednak Nina postanowiła, że już więcej nie będzie naciskać. Miała pewność, że gajowy czegoś jej nie powiedział, jednak nie chciał być wścibska.
- Ty jesteś czarodziejem? Dlaczego wcześniej nie czarowałeś? - zapytał Harry.
- Długa historia dzieciaki. Opowiadajcie co w szkole.
Temat osobnika o nazwisku Riddle i Hagridzie-czarodzieju znikł. Gryfoni zaczęli opowiadać o pierwszych lekcjach, a Nina kilka razy wtrąciła swoje dwa grosze. Jednak od czasu do czasu odpływała i zapadała się w swoje myśli. Wiedziała, że musi się dowiedzieć kim są jej rodzice. Wiedziała, że oboje uczyli się w Hogwarcie. Na tym koniec.
- Nina, jak ci się podoba Slytherin? - z zamyślenia wyrwał ją głos Hagrida.
- Nie jest tak źle. Nie ukrywam, wolałabym być w Gryffindorze, jednak nie narzekam. Fakt, dziewczyny są trochę uprzedzone co do Gryfonów i mugolaków, jednak jakoś to przeżyję. Żebyście wiedzieli jak wczoraj się na mnie obraziły po tym, jak powiedziałam kilka dobrych słów o czarodziejach mugolskiego pochodzenia. Dzisiaj cały dzień się do mnie nie odzywały.
- Uwierz mi, sam się dziwię, że taka miła dziewczyna jest w Slytherinie - powiedział Hagrid. Nie zabrzmiało to szczerze, ale Nina postanowiła, że nie będzie się czepiać.
Gajowy wygonił ich o ósmej tłumacząc się, że zaczyna się ściemniać i niedługo powinni być w łóżkach. Dzieciaki podziękowały za pyszną herbatę i skierowały się w stronę zamku. Nina nadal miała w ustach nieprzyjemny smak gorzkiego napoju. Sądząc po minach chłopaków mieli podobnie.
- Więcej nic u niego nie piję. Tfu! Co za ochyda - warkną Ron, plując w krzaki. Harry i Nina zgodnie się zaśmiali.
- Nie mogę się doczekać latania na miotle. Seamus mówił, że to niezła zabawa - powiedział Harry, klepiąc Rona po plecach.
- Z tego, co pamiętam to za tydzieć - przypomniała sobie Nina, przeskakując przez kamień, który leżał na drodze i utrudniał wchodzenie na wzgórze. Reszta drogi minęła czarodziejom spokojnie, nawet Ron zdawał się zapomnieć o tym, że nie odzywał się do Niny.
Dziewczyna z żalem pożegnała się ze znajomymi i szybko udała się w stronę lochów. Gdy jak najciszej mogła weszła do Pokoju Ślizgonów zauważyła, że wielu uczniów siedzi jeszcze w półmroku. Chłopcy z ostatniej klasy bawili się w najlepsze grając w karty, natomiast młodsze roczniki siedziały nad zadaniami domowymi albo grały w gargulki.
- Ładnie to tak włóczyć się po nocy? - usłyszała głos Draco tuż po swojej lewej stronie.
- Ósma to nie noc - odpowiedziała dziewczyna, próbując przecisnąć się obok czwartoroczniaków i dostać się do dormitorium.
- Nie radzę zadawać się z Potterem, to dziwak.
- Sama decyduję z kim się zadaję. I jeżeli nadal będziesz się tak zachowywał, to raczej wątpię, byś miał u mnie jakieś szanse. Na przyjaźń oczywiście.
Nina dostała się wreszcie do schodów i wskoczyła na drugi stopień. Draco nie zauważył, że znajduje się przy wejściu do dormitoriów dziewczyn, więc jak gdyby nigdy nic próbował wejść za nią.
- Co do... - zdążył powiedzieć, zanim niewidzialna siła odrzuciła go na pięć metrów w tył. Upadając plecami na podłogę przypadkowo pozbawił równowagi kilku starszych uczniów, więc leżeli teraz na dywanie w wielkiej plątaninie kończyn, głów i szat szkolnych. Nina zachichotał razem z resztą Ślizgonów obecnych w pokoju wspólnym. Odwróciła się na pięcie i pomaszerowała w stronę swojego dormitorium.
OoOoOoOoOoOoO
Dziękuję, jeżeli ktoś to czyta! Czas zabrać się za tego bloga :D 
Jeżeli się podoba - nie zapomnij skomentować!