niedziela, 25 września 2016

I:Rozdział 4 - Szlama


Gdy Nina obudziła się następnego dnia przez zaczarowane okno do pokoju wpadało jasne światło słoneczne. Lewą ręką przetarła zaspane oczy oraz wolno przeczesała włosy. Poczuła, że są mokre. Jakby ktoś wylał jej na głowę wiadro letniej wody. Zaskoczona wstała z łóżka, podeszła do lustra zawieszonego na ścianie i zobaczyła na swoich włosach ohydną, jaskrawą, zieloną farbę. Krzyknęła, a w tej samej chwili zza drzwi wyskoczyły dwie inne, z tego, co zauważyła starsze uczennice i obsypały ją zielonym proszkiem, który natychmiast przykleił się do niej.- Zabiję! A tylko mi się pokażcie na oczy! - wrzasnęła za zbiegającymi ze schodów roześmianymi Ślizgonkami. Mrucząc pod nosem coraz gorsze przekleństwa szybko pobiegła do łazienki umyć się, ale niestety niecała farba zeszła z jej włosów, końcówki pozostały w odcieniu zieleni. Wściekła ubrała się w czarną szatę, wrzuciła podręczniki do torby i opuściła dormitorium. Nawet nie przywitała się z rozczesującą poplątane, zielone włosy Millicentą. Ją chyba też dopadły starsze uczennice. Ninie przynajmniej udało się zmyć część farby.Już trochę mniej zdenerwowana zeszła do pokoju wspólnego. Według kartki, którą wczoraj otrzymała Nina śniadanie powinno zacząć się za kilka minut. Energicznie rozsunęła kotarę oddzielającą dormitoria od Pokoju Wspólnego i ku swojej rozpaczy zauważyła Draco Malfoy'a stojącego kilka metrów przed nią.- Niezłe włosy Nina - prychnął, opierając się o skórzany fotel. Włosy miał tak samo, jak wczoraj gładko zaczesane do tyłu, a kpiący uśmieszek nadal był nieodłącznym elementem jego twarzy.- Oh, weź się zamknij - odwarknęła dziewczyna, próbując przejść obok ucznia Slytherinu. Ten jednak chwycił ją za rękaw szaty i Nina, chcąc czy nie chcąc musiała wysłuchać, co miał do powiedzenia.- My Ślizgoni powinniśmy trzymać się razem, prawda? Nie bez powodu nasz dom jest najlepszy.- Odkąd ty do niego trafiłeś spadł na trzecie miejsce - odpowiedziała wyswobadzając szatę z ręki Draco i zamaszystym krokiem udała się do wyjścia.- Czekaj! Trzecie? - zapytał doganiając ją. Teraz dwoje Ślizgonów szło ramię w ramię przez korytarze lochów.- Żartuję. Nadal jesteśmy pierwsi, ponieważ JA trafiłam do Slytherinu - przez kilka sekund doszła do wniosku, że nie powinna robić sobie wrogowie we własnym domu. Przecież zgodnie z mową McGonagall był on teraz jej rodziną. Innej nie miała.- Jeżeli nie będziesz zadawać się z Gryfonami, Puchonami i co gorsze szlamami to być może utrzymamy tę pozycję - zaśmiał się Malfoy. Nina głęboko westchnęła. Co miała robić? Polubiła Harry'ego i Rona, ale skoro Slytherin był do nich tak wrogo nastawiony... miała mętlik w głowie.- Moja sprawa z kim się zadaję Draco. Przecież nie będę się teraz zachowywać jak ty względem Gryfonów. Zauważyłam jak na nich patrzyłeś wczoraj - powiedziała po krótkim namyśle.- Znasz ich ledwie kilka godzin. Ja poza tym słyszałem dużo rzeczy o nich i uwierz mi, to nie są czarodzieje godni zaufania. Zadufani w sobie, pyszałkowaci, naiwni...- Mówisz o sobie czy o Gryfonach? - nie mogła wymyślić niczego lepszego, ale jej pytanie mocno zbiło z tropu młodego Ślizgona.- Po raz pierwszy od kilkuset lat tiara chyba się pomyliła. Twoim miejscem jest Hufflepuff - prychnął blondyn i pomaszerował w stronę stołu Slytherinu. Nina nie zauważyła nawet jak szybko minęła jej droga do Wielkiej Sali. Wczoraj zdawało jej się, że przeszła co najmniej kilometr. W tłumie uczniów Gryffindoru dostrzegła Harry'ego i Rona, jednak mimo jej usilnych starań nie zauważyli jej. Lekko zawiedziona usiadła razem z innymi Ślizgonami.Pośpiesznie zjadła śniadanie i sprawdziła plan lekcji. Jej pierwszą lekcją dzisiaj były eliksiry. Od Pansy słyszała, że Snape bardzo lubi Ślizgonów, ponieważ jest opiekunem ich domu oraz wykazują duże zdolności do warzenia eliksirów. Gdy zerknęła na wyście z Wielkiej Sali dostrzegła znajomą rudą czuprynę przy drzwiach. Szybkim krokiem udała się w tamtym kierunku i dogoniła Rona i Harry'ego.- Cześć - uśmiechnęła się w kierunku chłopców. - Jak tam pierwsza noc?- Fantastycznie! Zasnęliśmy dopiero po północy - odpowiedział rozentuzjowany Harry. Nina zauważyła, że on, jak i zarówno Ron byli trochę zmęczeni.- Mamy teraz razem eliksiry. Nie mogę się doczekać pierwszych lekcji! - Dziewczyna nigdy nie była wybitną uczennicą, ale bardzo ciekawiły ją nowe przedmioty, których będzie się uczyła w Hogwarcie. Jakiś miesiąc temu nigdy nie słyszała o transmutacji, eliksirów i zaklęciach. Za to Ron pewnie miałby trudności nawet z wymówieniem słowa matematyka czy informatyka.- Serio? Ja raczej czekam na pierwszy mecz Quiditcha - Ron sprawiał wrażenie zniecierpliwionego.- Ron, rozchmurz się - zaśmiała się Nina, podchodząc bliżej do Gryfona, jednak ten jak oparzony odsunął się od niej zdziwiony.- No co? - zapytała zdezorientowana Ślizgonka.- To może chodźmy już na te eliksiry - westchnął Ron i pociągnął Harry'ego za rękaw szaty. Nina nie bardzo wiedząc co robić poszła razem z nimi.- O co mu chodzi? - szepnęła do zielonookiego Gryfona, gdy Ron wyprzedził ich o kilka kroków.- Ma jakieś fobie o Ślizgonach. Nie przejmuj się, minie mu - odpowiedział doganiając Rona.Kilka minut później Harry, Ron i Nina dołączyli do reszty uczniów Gryffindoru i Slytherinu przed klasą eliksirów. Dziewczyna chciała zapoznać się z Hermioną, Lavender i Parvati z Gryffindoru, jednak zawarcie znajomości przerwała jej Kate, która błyskawicznie odciągnęła ją na bok.- Nie radzę się z nimi zadawać. Widzisz tą Granger? - wskazała na brązowowłosą Gryfonkę. Nina skinęła głową na znak, że rozpoznaje dziewczynę. - To szlama. Czyli mogolaczka. Nie radzę zadawać się z takimi.Szlama. Ninie nie spodobało się to słowo. Do tego w ustach Kate zabrzmiało jak najgorsza obelga. I chyba właśnie tym było. Ślizgonka chciała coś odpowiedzieć koleżance z dormitorium, jednak przeszkodziło jej pojawienie się nauczyciela. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna ubrany w strój nietoperza wzbudzał niemiłe wrażenie.- Batman - szepnęła chichocząc Nina do Pansy, która dołączyła do niej i Kate. Parkinson popatrzyła na nią dziwnie nierozumiejąc, o co chodzi.- Nie ważne - dodała Nina, wchodząc do klasy. Ławki były ustawione w rzędach, po pięć lub więcej w jednym. Milicenta, Pansy i Kate błyskawicznie zajęły miejsca na samym końcu spychając z nich jakiś dwóch chuderlawych Gryfonów. Zanim Nina zdążyła się do nich dosiąść miejsca z boku zajęły pozostałe dziewczyny ze Slytherinu. Nina westchnęła i odwróciła się zawiedziona na pięcie. Jedyne wolne miejsce było teraz obok Hermiony.- Zechce pani usiąść, czy mam czekać kolejne dwie minuty? - w klasie zabrzmiał skrzekliwy głos profesora Snape'a. Jego ciemnobrązowe oczy utkwione były w młodej Ślizgonce.- Przepraszam - wyszeptała niemal niesłyszalnie i usiadła obok Gryfonki. Nauczyciel zaczął prowadzić lekcje. Mówił o tym, że ważenie eliksirów to trudna i skomplikowana sztuka, w której mistrzostwo osiągną tylko nielicznie i inne bzdury. Tak naprawdę już po kilka minutach Nina przestała go słuchać. Bardzo chciała być dobrą uczennicą i była ciekawa nowego przedmiotu, ale po prostu znała tę zasadę, że lekcje organizacyjne w każdej szkole, magicznej czy niemagicznej, są nudne.- Widzę jednak, że nie wszyscy są zainteresowani tym, co mówię... widocznie ich poziom wiedzy z zakresu eliksirów wykracza poza materiał klasy pierwszej! - w pomieszczeniu rozbrzmiał głos profesora Snape'a. Ninie wydawało się przez chwilę, że to o nią mu chodzi, więc błyskawicznie wyprostowała się na krześle i poprawiła przesunięty na skraj ławki podręcznik. Jednak nauczyciel tylko prześlizgnął się po niej wzrokiem, a całą swoją uwagę utkwił w rzędzie za nią. Siedzieli w niej Harry, Ron i dwoje innych Gryfonów.- Ja notowałem... - odwróciła się do tyłu i zobaczyła, że zielonooki Gryfon próbuje bezskutecznie wytłumaczyć się przed nauczycielem. Później zadał chłopakowi kilka arcytrudnych pytań z zakresu eliksirów, na które oczywiście Gryfon nie znał odpowiedzi. Gdy z ust nauczyciela miała polecieć kolejna zniewaga Nina zdobyła się na odwagę i odwróciła uwagę nauczyciela.- Profesorze... - powiedziała nerwowo zerkając w stronę Harry'ego. Nie miała zamiaru patrzeć jak obrywa mu się za nic.- Tak, Riddle? - odpowiedział Snape niechętnie odwracając się w stronę młodej Ślizgonki.- Może pan tak się na nim nie wyżywać? Wiem, każdy może mieć gorszy dzień, ale...- Masz coś jeszcze mądrego do powiedzenia, panno Pyskalska? - Snape z impetem uderzył dłońmi o blat stolika przed Niną. Dziewczyna odruchowo spuściła wzrok, jednak po chwili odpowiedziała nauczycielowi.- Nie. To wszystko - powiedziała cicho.- Panie profesorze - wycharczał Mistrz Eliksirów.- Panie... profesorze Nerwusie - pysknęła splatając ręce na piersi. Snape wyglądał, jakby z jego nosa i uszu za chwilę miała wystrzelić kolumna dymu, jednak nadal pozostał śmiertelnie blady. Według Niny wyglądał jak niektóre wampiry z horrorów.- Z uwagi na to, że jest to wasz pierwszy dzień nie wlepię waszej dwójce szlabanów. Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru za wymądrzanie się na lekcji - powiedział do całej klasy i oddalił się w kierunku swojego biurka.- Dlaczego tylko Gryffindor? Ja jestem Ślizgonką - Nina uważała, że ukaranie jedynie Gryfona było niesprawiedliwe. Jej samej zależało na punktach dla swojego domu, ale nie miała zamiaru od samego początku być bezkarna. Wtedy Gryfoni do końca by się już na nią obrazili.- Minus pięć Slyherin - warknął Snape, a Nina uchwyciła oskarżycielskie spojrzenia Ślizgonów. Najbardziej uporczywie wwiercały się w nią stalowe oczy Draco Malfoya.- Zadowolona? - dodał nauczyciel.- W stu procentach, proszę pana - uśmiechnęła się niewinnie otwierając zeszyt i maczając pióro w atramencie, pokazując gotowość do lekcji. Pod tym względem Snape nie miał się do czego przyczepić.Następna połowa lekcji minęła w miarę spokojnie. Po zakończeniu eliksirów Nina wyszła z sali jako jedna z pierwszych. Pierwszoroczni Ślizgoni mieli teraz pierwszą lekcję zaklęć z Krukonami. Później dwie godziny zielarstwa. Nina nie pamiętała, z jakim domem mieli zajęcia prowadzone przez Sprout. Nina miała nadzieję zobaczyć jeszcze Harry'ego i Rona, ale zniknęli gdzieś w tłumie uczniów. Westchnęła i powlokła się w prawą stronę. Dogoniła idące do sali zaklęć Kate i Pansy, które żywo o czymś dyskutowały.- Cześć dziewczyny - uśmiechnęła się dołączając do swoich współlokatorek.- Jak mogłaś bronić Pottera? Przecież to bezmózgi Gryfon - zarzuciła jej na powitanie Pansy.- Znam go kilka godzin dłużej od ciebie i wydaje się miły. Weasley mnie trochę wkurza, ale to pewnie minie.- Sama do Pottera nic nie mam. Gryfoni też nie są tacy źli, ale tego, że siedzisz obok szlamy już nie przeboleję. Przecież było wolne miejsce obok Crabbe'a - zabrała głos Kate jako pierwsza, wchodząc na kręte schody. Nina trzymając rękę na poręczy poszła za nią.- Dlaczego tak nie lubicie tych... szlam - ostatnie słowo ledwie przeszło jej przez gardło, ponieważ wiedziała, że w ten sposób obraża Hermionę i wielu innych uczniów Hogwartu.- Oni nie mają w sobie ani kropli czarodziejskiej krwi! To tak, jakby koń odkrył, że jest jednorożcem. Nonsens! - uniosła się blondynka. Pansy parsknęła śmiechem omal nie zlatując ze schodów.- Tak, może masz rację - powiedziała cicho i bez przekonania Nina. Przez resztę drogi do sali zaklęć się nie odzywała. Skąd mogła wiedzieć, co to jest szlama? Albo mugolak? Przecież to wszystko było dla niej nowe. Sama nie była pewna jakiej jest krwi. Wiedziała tylko, że jej matka była czarownicą i również trafiła do Slytherinu. Cała reszta stanowiła jedną wielką białą plamę. Kto wie, może kiedyś odkryje swoją historię? Jednak teraz musiała się skupić jedynie na tym, aby zaaklimatyzować się w nowej szkole. Może nawet uda jej się dogadać ze wszystkimi? Mały kawałeczek jej umysłu miał jeszcze nadzieję, że gdy w czerwcu wróci do Londynu będzie miała same miłe wspomnienia.

niedziela, 18 września 2016

I:Rozdział 3 - Czy węże kąsają?

Gdy ceremonia przydziału się zakończyła, Dumbledore rozpoczął swoje przemówienie.
- Witam, drodzy uczniowie Hogwartu - powiedział, po czym na sali rozległy się oklaski. Najgłośniejsze dochodziły od stołu GryffindoruPuchoni też nie próżnowali.
- Cieszę się, widząc tyle nowych twarzy. Jak zwykle informuję was, że wstęp do Zakazanego Lasu jest surowo wzbroniony. A jeżeli ktoś złamie ten przepis... cóż, możliwe, że dzikie zwierzęta was nie rozszarpią. W tym roku zakazuje się również wstępu na trzecie piętro. Tej zasady też radzę nie łamać. Jak zwykle lista wszystkich niedozwolonych przedmiotów magicznych znajduje się w biurze naszego woźnego, pana Filcha... - Nina słuchała słów dyrektora bez entuzjazmu. Na pierwszy rzut oka wyglądał na miłego staruszka, jednak gdy przyjrzała mu się przez chwilę zauważyła jego nerwowe gesty rękoma oraz ciągłe zerkanie na stół Ślizgonów.
Lekko odetchnęła z ulgą, gdy Dumbledore zarządził rozpoczęcie uczty. Jednak nawet pojawiające się znikąd na stołach pyszne potrawy, słodkie napoje, sok dyniowy i ciasta nie zachwyciły Niny. Mało zjadła podczas swojego pierwszego posiłku w Hogwarcie. Bez entuzjazmu mieszała swoim widelcem w talerzu, na który nałożyła sobie kawałek placka dyniowego. Co chwilę zerkała w kierunku stołu Gryffindoru. Harry i Ron zajęci byli rozmową z jakimś wysokim Gryfonem, najwyraźniej starszym bratem Rona, ponieważ byli strasznie do siebie podobni. Odwróciła od nich wzrok i skupiła się na obserwowaniu uczniów Slytherinu. Już na pierwszy rzut oka niektórzy Ślizgoni wydawali się nieprzyjaźni. Pogardliwe spojrzenia i cwaniacki uśmieszek, który nigdy nie schodził im z twarzy, ale tak naprawdę dom Slytherinu nie różnił się tak od pozostałych trzech. Starsi uczniowie śmiali się i żartowali, natomiast młodsi z zachwytem obserwowali zaczarowane sklepienie Wielkiej Sali i suto zastawione stoły uginające się pod ciężarem smakołyków. Nina zastanawiała się, dlaczego Ron opowiadał, że Slytherin jest najgorszym domem.
Czterech nauczycieli wstało od stołu nauczycielskiego. Jak tłumaczyli jej starci uczniowie siedzący naprzeciwko niej byli to Severus Snape, nauczyciel eliksirów i opiekun jej domu, Minerwa McGonnagall, która była profesorka transmutacji, Flitwick prowadzący zajęcia z zaklęć i Pomona Sprout, nauczycielka ucząca w Hogwarcie zielarstwa. Każdy z nich podszedł do innego stołu. W stronę Ślizgonów udał się profesor Snape. Wychyliła trochę głowę, aby lepiej mu się przyjrzeć, jednak poczuła, że ktoś ciągnie ją za skraj szaty. Blondyn, obok którego siedziała przy stole, przedstawił jej się.
- Nazywam się Draco Malfoy. A ty? - zapytał ignorując Snape'a, który wcisnął mu do dłoni jakąś kartkę. Dziewczyna również dostała swoją.
- Nina Riddle.
- Dobrze, że jesteś w Slytherinie. Tiara przydziału wiedziała co robi. Do nas zawsze trafiają najlepsi, mój ojciec też tu był, a ja...
- Jakoś nie skaczę z radości – przerwała mu Nina, Zanim Draco zdążył się odezwać przerwał mu wrzask jakiegoś ucznia.
- Terry, ty kretynie! - głos dochodził ze strony stołu Ravenclavu. Nina nie widziała dokładnie, ale wydawało jej się, że dwoje uczniów o coś się pokłóciło. Chyba o wylany sok. Oderwała wzrok od Krukonów i zerknęła na kartkę otrzymaną od profesora Snape'a. Okazało się, że rozdał im plany lekcji. Nina zaczęła czytać ich rozkład zajęć. Mieli bardzo dużo nauki. Nawet w mugolskiej podstawówce, do której chodziła przed dostaniem listu z Hogwartu nie mieli tylu zajęć, dodatkowych lekcji i przedmiotów. Na planie nie było żadnej lekcji, jakiej się dotąd uczyła. Gdy czytała książki i magii, zorientowała się, że eliksiry są trochę podobne do mugolskiej chemii, transmutacja jest tak samo trudna, jak matematyka, a zielarstwo to magiczny odpowiednik biologii lub przyrody. Nina z cichym westchnieniem odłożyła swoją kartkę na stół. Gdy już wszyscy pierwszoroczni dostali swoje plany Draco znowu ją zaczepił.
- No nie. Ponad połowę lekcji mamy z Gryfonami – żalił się.
- To chyba dobrze. Wydają się mili.
- Ty ich nie znasz. A ten Potter, ta kanalia...
- Do Harry'ego się nie czepiaj. Jest miły.
Widząc zdziwienie Draco jej wypowiedzią na temat Gryfona dodała
- Siedziałam z nim w przedziale pociągu do Hogwartu. Fajnie się z nim rozmawiało, może gdybyś go lepiej poznał, to zmieniłbyś zdanie na jego temat.
- No proszę, już zdążył cię omamić swoim uśmieszkiem i ckliwą historyjką o rodzicach - prychnął Ślizgon uśmiechając się chytrze.
- Wcale nie. A poza tym. Nie rozmawialiśmy o jego rodzicach... - szybko zaprotestowała.
Zanim skończyła mówić, od stołu nauczycielskiego wstał dyrektor. Podszedł do złotej mównicy w kształcie orła, wokół której unosił się tuzin świec z wesoło migoczącymi płomieniami. Ich ciepłe światło wyraźnie odbijało się w okularach połówkach na nosie dyrektora Hogwartu.
-A więc nasza uczta dobiega końca. Teraz proszę prefektów o odprowadzenie pierwszorocznych do dormitoriów poszczególnych domów. Życzę wam, moi uczniowie dobrej nocy i udanego roku szkolnego.
- Dokończymy naszą rozmowę... Nina - szepnął do niej Draco.
Od każdego stołu wstali po dwaj starsi uczniowie i zebrali pierwszorocznych. Nina wychodząc z Wielkiej Sali zdołała jeszcze zamienić parę słów z Gryfonami. Oczywiści cały czas starała się mieć na oku prefekta Slytherinu.
- Hej! Harry! Ron! Zaczekacie chwilę! - krzyknęła do chłopców, którzy właśnie wychodzili razem z dwójką innych pierwszorocznych Gryfonów.
- O co chodzi? - odpowiedział jej Ron, który jako pierwszy zauważył zbliżającą się do nich Ninę.
- Życzę powodzenia w Gryffindorze. Obyśmy mieli jak najwięcej lekcji ze sobą - uśmiechnęła się. Jej zły humor po rozmowie z innymi uczniami Slytherinu minął. Jednak zmartwiła się widząc uniesione brwi Rona.
- Przecież jesteś Ślizgonką, a zazwyczaj Gryfoni i Ślizgoni się nie lubią... - zwrócił się do niej rudowłosy Gryfon.
- Aha. Więc teraz zaczniesz mnie nienawidzić tylko dlatego, że jestem w Slytherinie? - odpowiedziała zawiedziona.
- Ale Nina...- zaczął Harry - on nie miał tego na myśli. Ja cię nadal bardzo lubię.
- Harry. W Slytherinie lądują same szumowiny - wtrącił Ron. Ta uwaga zabolała Ninę. Jak mógł ją oceniać po kilku godzinach znajomości?
I kto tu jest niewychowany?- pomyślała.
- Ale w pociągu się dogadywaliśmy - spojrzała wymownie na Rona i skrzyżowała ręce na piersi. Wzięła głęboki oddech i z całych sił próbowała powstrzymać łzy cisnące się jej do oczu.
Gryfoni do mnie! - usłyszała krzyk z prawej strony. Najwyraźniej prefekt Gryffindoru zwoływał pierwszorocznych. Nina podziękowała mu w myślach za doskonałe wyczucie czasu. Spojrzała jeszcze raz na Rona, który lekko się zmieszał.
- Do jutra. Miłej nocy - rzuciła Harry i pociągnął lekko przyjaciela z rękaw szaty. Nina wymamrotała coś na pożegnanie, jednak wątpiła, że ktokolwiek ją usłyszał. Odwróciła się do tyłu i z bijącym sercem zauważyła, że Ślizgoni znikają za załomem korytarza. Puściła się biegiem w tamtym kierunku co kilka kroków potykając się o skraj szaty. Po chwili odetchnęła z ulgą, ponieważ znalazła się spowrotem w grupie uczniów Slytherinu, która stała teraz dużych, kamiennych drzwiach.
- Cześć. Na co czekamy? - zagadnęła jedną z dziewczyn stojących z boku. Miała jasne, blond włosy upięte w kucyk z tyłu głowy oraz duże, niebieskie oczy. Była trochę wyższa od Niny.
- Na prefekta. Jestem Kate, a ty? - zagadnęła blondynka.
- Nina - odpowiedziała Ślizgonka podając dziewczynie dłoń.
- To Milicenta, Pansy, Tracey i Daphne - Kate przedstawiła po kolei dziewczyny, które znajdowały się w grupie pierwszoroczniaków. Millicenta miała ciemne, krótkie włosy oraz czekoladowe oczy. Cały czas rozmawiała z dziewczyną o imieniu Pansy, wysoką brunetką o twarzy przypominającej pysk mopsa. Urodą raczej nie grzeszyła.
- Pansy to moja kuzynka. Córka siostry mojej matki - powiedziała Kate wskazując ręką na brunetkę.
- Jasne...
- Nie bój się. Hogwart wcale nie jest taki zły. Byłam tu z tatą w wakacje, żeby pokazał mi wszystkie pomieszczenia. Nie mam pojęcia jak załatwił to u Dumbledore'a, ale to był strzał w dziesiątkę. A ty pierwszy raz tutaj? - blondynka trajkotała jak nakręcona przypatrując się Ninie z błyskiem w oku.
- Tak, pierwszy raz. Dowiedziałam się, że jestem czarownicą miesiąc temu, więc to wszystko jest dla mnie nowe.
- Na prawdę?! Jesteś mugolaczką? - zapytała Kate zakrywając sobie usta rękę. Kilka osób stojących obok skierowało na nią zdziwione spojrzenia.
- Nie, nie nie! A zresztą... sama nie wiem. Wychowałam się w sierocińcu. Nie wiem kim byli moi rodzice - speszyła się dziewczyna.
- Oh... przykro mi. A jak masz na nazwisko? Może coś będę wiedziała. Jestem czystej krwi.
Riddle.
- Nie kojarzę. Może dali ci inne nazwisko - Kate wzruszyła ramionami i odwróciła wzrok w kierunku drzwi, które nagle otworzyły się szeroko.
- Chodźcie za mną - rozbrzmiał głos prefekta Slytherinu, wysokiego, przystojnego bruneta ubranego w czarną szatę Hogwartu z godłem domu Węża po lewej stronie.
- A ty? Jak masz na nazwisko? - zapytała Nina Kate, gdy podążali za prefektem stromymi schodami w stronę lochów.
- Linsday - odpowiedziała krótkoblondynka przytrzymując się ściany, aby nie zlecieć w dół po schodach.
Kilka minut później pierwszoroczni Ślizgoni stanęło przed murowaną ścianą, która w niektórych miejscach była pomalowana na zielono i srebrno.
Draco Dominus - powiedzial prefekt, a ściana drgnęła i odsłoniła przez nimi wejście do dormitoriów.
- Zapamiętajcie hasło. Jest konieczne, aby wejść do Pokoju Wspólnego. Chodźcie za mną - dodał, po czym przeszedł przez przejście.
Grupka pierwszorocznych przeszła do dużego pomieszczenia z kominkiem, kilkoma kanapami, krzesłami i stolikami. Wszystko było zdobione w srebrno-złote wzorki i rysunki węża. Kamienne ściany były zasłaniane przez ciemnozielone kotary zwisające z sufitu i sięgające aż do podłogi. Nad całym pomieszczeniem górował żyrandol z opadającymi kaskadami brylantów. Meble zrobione były z ciemnobrązowego drzewa, natomiast podłoga wyłożona była czarnymi perskimi dywanami. Przez gigantyczne okno po prawej stronie wejścia do środka wlewało się słabe popołudniowe światło.
- Okna są zaczarowane, bo jesteśmy w lochach - szepnęła Kate do Niny, która zachwycona chłonęła każdy szczegół pomieszczenia. Wszystko wydawało jej się takie zimne, bez najmniejszej iskierki ciepła. Miała nadzieję, że gdy Pokój Wspólny zapełni się uczniami i trzaskiem ognia w kominku zrobi się tu nieco przytulniej.
- Dormitoria dziewcząt są po prawej, chłopców po lewej. Wasze bagaże już tam na was czekają, więc lećcie się rozpakować - poinformował ich prefekt i rozsiadł się wygodnie na jednym z obitych skórą foteli. Nina podążyła z grupką dziewczyn schodami na górę.
Millicenta Buldstrode, Kate Linsday, Pansy Parkinson, Nina Riddle - Pansy odczytała napis na drzwiach po lewej stronie. Tracey i Daphne westchnęły zawiedzione i powlokły się dalej szukać swojego dormitorium.
- Chodźcie - zawołała podekscytowana Kate otwierając drzwi dormitorium. Gdy wszystkie już zmieściły się w przejściu i zamknęły za sobą drzwi zaczęły uważnie przyglądać się pokojowi. W pomalowanym na ciemnoszaro pokoju znajdowały się cztery łóżka z baldachimami oraz ciemnozieloną pościelą, cztery szafki nocne, półki na książki oraz dwie szafy. Podłogę wyściełał czarny puchaty dywan, a na ścianach zawieszone były puste ramki na zdjęcia, które uczniowie mieli uzupełnić sami. Naprzeciwko drzwi znajdowało się także zaczarowane okno.
- Mama opowiadała mi o dormitoriach Slytherinu. Patrzcie na to - uśmiechnęła się Millicenta podchodząc do okna i chwytając leżący na parapecie przedmiot. Wyglądał jak pilot do telewizora. Nacisnęła jeden przycisk, a krajobraz za oknem z zalanych słońcem błoń Hogwartu zmienił się na przepiękny widok na ośnieżone skaliste szczyty gór.
- To jeszcze nic. Wciśnij dwadzieścia sześć - powiedziała Pansy podchodząc do przyjaciółki i wyrywając je pilot z ręki. Widok zmienił się na plażę z palmami, molem oraz żaglówkami pływającymi w tle. Dziewczyny jeszcze przez chwilę bawiły się w zmienianie krajobrazów, z czego najbardziej podobał im się widok na tropikalną wyspę.
Nina nie była zainteresowana tym zajęciem. Podeszła do łóżka, przy którym stał jej kufer i zaczęła się rozpakowywać. Szafę dzieliła z Kate, więc swoje ubrania dokładnie ułożyła w wyznaczonej dla siebie części. Podręczniki zostały w kufrze, który wsunęła pod łóżko. Łazienka przypadła jej jako trzeciej w kolejności, przed Millicentą. Gdy wszystkie dziewczyny były już przebrane w piżamy i po szybkim prysznicu Kate zaproponowała, aby w coś zagrały. Pansy i Millicenta przegłosowały rzucanie zaklęć na poduszki. Nina obawiała się, że uznają ją za głupią, ponieważ, mimo że ćwiczyła w wakacje tak naprawdę nie znała więcej niż pięć zaklęć. Ślizgonki jednak nie naśmiewały się z niej, ponieważ same umiały niewiele więcej. Pansy była wyjątkiem. Rodzice uczyli ją w wakacje. Po półgodzinie poczuły się zmęczone i postanowiły pójść do łóżka.
- Dobranoc - powiedziała Nina, wtulając głowę w puchową poduszkę. Współlokatorki odpowiedziały jej chórem, po czym żadna już nie wypowiedziała tej nocy żadnego słowa.
Nina po nieprzyjemnej uczcie oraz rozmowie z Gryfonami miała teraz odrobinę nadziei, że ta szkoła wcale nie będzie taka okropna. W końcu co może być strasznego w byciu czarodziejem?

OoOoOoOoOoOoOoO
Jeżeli się podoba - komentuj :) 

wtorek, 13 września 2016

I:Rozdział 2 - Witaj szkoło!

Nina wraz z nowymi przyjaciółmi wybiegła z pociągu. Nadal denerwowała się pierwszym dniem w nowej szkole i była trochę onieśmielona ogromem zamku, w którym będzie się uczyć. Jednak obecność innych pierwszorocznych, między innymi Harry'ego i Rona dodawała jej odwagi. Niebo było przejrzyste ani jednej chmurki, a lekki wiatr rozwiewał im szaty i włosy. Przez chwilę stali chłonąc każdy szczegół pięknego widoku rozciągającego się przed nimi. Nagle dziewczyna usłyszała donośny głos dobiegający z prawej strony.
- Pirszoroczni do mnie!
Nina na początku nie wiedziała kto krzyczy, ale po chwili zobaczyła olbrzymiego mężczyznę, który stał na chodniku przed pociągiem. Ubrany był w stare, trochę zakurzone futro z norek. Przypominał jej trochę starego drwala ze swojej ulubionej kreskówki z dzieciństwa. Miał taką samą, brązową brodę oraz masywną posturę, której pozazdrościłby mu niejeden mężczyzna. Pomijając oczywiście brzuch, który był bardzo okazałych rozmiarów. Nina uśmiechnęła się do swoich myśli i podbiegła do niego razem z Harrym i Ronem. Brunet sprawiał wrażenie, jakby go znał.
- Witaj Harry - powiedział mężczyzna, - Jak minęła podróż?
- Hej Hagrid, wspaniale. - odpowiedział. Nina zdziwiła się, skąd młody czarodziej zna tego gościa. Przecież nie był wcześniej w Hogwarcie.
- Widzę, że już zdążyłeś się zaprzyjaźnić - zanim zdążyła zadać pytanie Harry'emu, ponownie usłyszała głos mężczyzny.
- To Nina i Ron. Poznaliśmy się w pociągu - powiedział zielonooki chłopak.
- Miło poznać- mężczyzna skinął głową w kierunku Niny i Rona. Dziewczyna miała wrażenie, jakby troszkę dłużej zawiesił na niej wzrok, ale po chwili nerwowo potrząsnął głową i wymamrotał coś pod nosem odwracając głowę.
- Skąd ty go znasz? - Nina zapytała szeptem Harry'ego.
- Długa historia - odpowiedział jej, poprawiając w tym czasie szatę, która zaplatała mu się między nogami. Widać było, że po raz pierwszy ma na sobie coś takiego.
- Powiedz, proszę - powiedziała dziewczyna, patrząc ciekawskim wzrokiem na czarodzieja.
- Dał mi list z Hogwartu. Potem robiłem z nim zakupy na Pokątnej - odpowiedział krótko.
- Rzeczywiście długa historia. Poświęciłeś na nią aż trzydzieści sekund - prychnęła Nina, rozśmieszając Harry'ego. Wokół nich zaczęli zbierać się uczniowie. Gdy wszyscy pierwszoroczni byli już przy Hagridzie, ten poprowadził ich nad brzeg ogromnego jeziora, przy którym przycumowane były małe, czteroosobowe łodzie.
- Wy tam! Nie w piątkę! Tu jest wolne miejsce! - krzykną gajowy do grupki dziewcząt siadających w jednej z łódek. Jedna z nich wyraźnie zawiedziona usiadła w innej razem z trzema chłopcami, którzy zachwyceni zaczęli ciągać ją za długie, brązowe warkocze zakończone czerwonymi kokardami.
- Chodźcie - Nina chwyciła Rona i Harry'ego za dłonie i pociągnęła w kierunku wolnej łódki. Jednak zanim zdążyła do niej wsiąść podbiegł do nich Hagrid prowadząc dwóch wysokich blondynów.
- Siadajcie tutaj. Nina, możesz dosiąść się tam - powiedział i wskazał chłopcom miejsca obok Harry'ego i Rona.
- Ale Hag... - zaczęła protestować dziewczyna, jednak mężczyzna odszedł już szybkim krokiem do kolejnych uczniów. Pomachała bez entuzjazmu ręką do nowo poznanych kolegów i wsiadła do sąsiedniej łódki. Znajdowali się w niej już trzej chłopcy, z których jeden szczególnie przykuł jej uwagę. Był to ten sam chłopak, z którym rozmawiała na Pokątnej. Dość wysoki blondyn o bladej cerze. Gdy ich spojrzenia się spotkały, Nina odniosła nieprzyjemne wrażenie, że ten nie jest miły. Jego srebrnoszare tęczówki przeszyły ją wzrokiem.
- Cześć - powiedziała, aby przerwać ciszę, która zapanowała w łódce.
- Pamiętam cię - powiedział blondyn ciekawsko unosząc lewą brew.
Uważaj, bo ci tak zostanie - prychnęła w myślach, jednak nie odważyła się powiedzieć tego na głos. Przecież on wcale nie musi być zły, to tylko pierwsze wrażenie.
- Mnie nie trudno zapamiętać - uśmiechnęła się mimowolnie. - Pięknie, prawda? - powiedziała patrząc na swoją nową szkołę.
- Zamek jak zamek. Nic szczególnego - chłopak wzbudził w Ninie złe odczucia. Włosy zalizane do tyłu, arogancki uśmieszek i ten wywyższający się ton głosu. Dziewczyna postanowiła, że nie będzie kolejny raz zaczepiać blondyna. Odwróciła głowę i chłonęła widok Hogwartu.
Jak ja się w tym czymś nie zgubię? - pomyślała na widok ogromnego zamku, który z każdą chwilą zdawał się coraz większy.
Jezioro było spokojne, a łódki płynęły równym tempem w stronę skał, na których wznosiły się mury Hogwartu. Jako pierwszy płynął Hagrid, a za nim po gładkiej tafli jeziora podążało piętnaście lub jeszcze więcej łódek. Po chwili przybili już do brzegu. Nina żałowała, że podróż nie trwała dłużej, ale była pewna, że czekają ją jeszcze dzisiaj różne niespodzianki.
Gdy wszyscy nowi uczniowie wysiedli już z łodzi pod zamkiem Hagrid zaprowadził ich do wejścia. Przeszli przez bogato zdobione drzwi i znaleźli się w środku. Nina nie mogła napatrzeć się na cudowne zdobienia, łuki, witraże zdobiące wnętrze zamku. Wiedziała, że to dopiero początek. Nigdy jeszcze nie była w tak magicznym miejscu. Dosłownie i w przenośni. Nagle zauważyli, że ktoś idzie korytarzem w ich stronę. Po chwili stała przed nimi wysoka kobieta w długim, szaroniebieskim płaszczu, siwymi włosami upiętymi w kok i tiarze na głowie.
- Witajcie nowi uczniowie Hogwartu! - zabrzmiał jej silny i zdecydowany głos. - Jestem profesor McGonnagall. Za chwilę odbędzie się ceremonia przydziału, w której każdy z was zostanie przydzielony do jednego z czterech do domów - zrobiła pauzę uważnie przypatrując się kolejnemu rocznikowi, który zawitał w mury szkoły. Nina zastanowiła się ile razy już powtarza tę samą kwestię do nowych uczniów. Po chwili kobieta kontynuowała. - A zwą się one: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclav oraz Slytherin. Nie bójcie się, każdy to kiedyś przeżywał, nawet ja. Niedługo zaczynamy.
Po tych słowach kazała im ustawić się w pary. Nina szła tuż za Harrym i Ronem obok jakiejś dziewczyny z blond włosami. Gdy stanęli przed wejściem do Wielkiej Sali Ninie mocniej zabiło serce. Trochę bała się tej całej ceremonii przydziału. Podczas podróży Ron troszkę opowiedział jej o domach. Za nic w świecie nie chciała trafić do Hufflepuffu. Ravenclav też nie był dla niej. Profesor McGonagall jednym machnięciem różdżki otworzyła ciężkie, masywne drzwi, a wszyscy pierwszoroczni weszli do Wielkiej Sali. Nina czuła, że wszyscy się na nich gapią. W Sali znajdowały się cztery stoły. Przy każdym z nich siedzieli uczniowie z jednego domu.
Spacer skazańców - pomyślała Nina. Rzeczywiście, trochę to tak wyglądało. Jednak nie trwał on długo, ponieważ za chwilę stali już przed stołem nauczycielskim. Profesor McGonnagall stała tuż przed nimi, a w ręku trzymała tiarę i listę z ich nazwiskami.
- Co to za szmata? - szepnęła Nina do Rona.
- Szmata? To profesor McGonagall... - odpowiedział jej zdziwiony rudzielec. Nina czasami wątpiła, czy ludzie mają jeszcze rozum.
- Oh, nie ona przecież. To coś, co trzyma - warknęła dziewczyna.
- A, przepraszam. To Tiara Przydziału - szepnął Ron. Wyglądał na jeszcze bardziej rozkojarzonego niż Harry.
- Hermiona Granger! - rozległ się głos McGonagall. Obok Niny i Harry'ego przeszła dziewczyna, którą spotkali w pociągu. Lekko się zachwiała, gdy usiadła na stołku, ale odzyskała równowagę nie dopuszczając do wybuchu śmiechu od strony starszych uczniów. Gdy nałożono jej Tiarę Przydziału na głowę, rozległ się głos
- Gryffindorr!!!
Przy stole po prawej stronie sali zaczęto bić brawa.
- Hanna Abbot! - nauczycielka ponownie wywołała kolejną uczennicę. Została ona przydzielona do Hufflepuffu. Następny był Ron, który po chwili siedział przy stole Gryfonów. Wysoki blondyn, z którym siedziała w łodzi trafił do Slytherinu.
- Harry Potter! - Nina klepnęła lekko bruneta w plecy, a on chwiejnym krokiem podszedł do nauczycielki. Na sali rozległy się szepty. Mina Nevilla, który teraz stał obok niej była bezcenna. Szkoda, że w Hogwarcie nie działają aparaty.
- Ah... Harry Potter. Gdzie by cię tu przydzielić... wielki talent...nie do Slytherinu?... a może....na prawdę?...GRYFFINDORR!!! - powiedziała Tiara Przydziału. Nina zaczęła klaskać, a Harry odszedł do stołu Gryfonów. Usiadł obok Rona. Dziewczyna zastanawiała się, o czym Harry powiedział Tiarze i czy ona też będzie mogła odezwać się do niej w myślach.
Kilka minut później przed stołem nauczycielskim zostało już tylko kilkoro uczniów, a profesor McGonnagall wyczytała kolejne nazwisko
- Nina Riddle.
Między nauczycielami przebiegł cichy szmer. Dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore podniósł się z miejsca i spojrzał na nią. Nina wzięła głęboki oddech i zdecydowanym krokiem weszła na podwyższenie. Usiadła na stołku i poczuła, że McGonagall wkłada jej Tiarę Przydziału na głowę.
- Nina Riddle... tak. Wielka moc, odwaga, spryt. Możesz dokonać wielkich rzeczy, kto wie, może większych niż pan Potter przed dziesięcioma laty? - przemówiła Tiara.
Nie do Slytherinu, proszę nie do Slytherinu - pomyślała Nina.
Nagle Tiara znowu przemówiła
- Nie do Slytherinu... jesteś pewna? Pasowałabyś tam... cóż, śladami matki raczej nie pójdziesz...
- Chwila, chwila. Znasz moją matkę? - szepnęła zdziwiona.
- Przecież sama ją przydzieliłam do Slytherinu. Chociaż chyba odziedziczyłaś po niej kilka rzeczy. A wracając do ciebie...
Nie, nie! Zaczekaj! - krzyknęła w myślach.
- Nie pora na takie rozmowy, Nino. A więc tak... przykro mi, że dzieje się to wbrew twojej woli, ale... SLYTHERIN! - krzyknęła Tiara.
- Wrócimy do tej rozmowy - szepnęła Nina. Nie chciała być w tym Slytherinie. Po części ze względu na nieprzyjaznego blondyna. Wolałaby być w Gryffindorze. Spojrzała jeszcze na Harry'ego, ale nie mógł przecież nic zrobić. Podążyła szybkim krokiem do stołu Slytherinu. Na jej czarnej jak dotąd szacie pojawiło się godło tego domu, wąż na srebrno – zielonym tle. Usiadła przy stole na drugim końcu sali obok chłopaka, z którym siedziała w łódce. Złapała jeszcze jedno smutne spojrzenie Harry'ego i lekko zaskoczone Rona.

piątek, 9 września 2016

I:Rozdział 1 - Expres Hogwart

Jedenastolatka stała na peronie 9 i 3/4. Z zachwytem patrzyła na czerwony pociąg z którego wydobywały się kłęby dymu. Nie mogła w to uwierzyć. Po raz pierwszy w życiu widzi coś tak niezwykłego. Dziarsko ruszyła przed siebie, ciągnąc za sobą zdecydowanie za duży dla niej kufer. Weszła do pociągu, rozpoczął się zupełnie nowy etap jej życia...
***
Był pierwszy września. Przez zatłoczone korytarze między przedziałami pociągu Hogwart Expres przeciskała się dziewczyna o kruczoczarnych, długich, opadających jej do połowy pleców włosach i takich samych ciemnych, głębokich oczach. Niektórzy mówili, że jedno spojrzenie na te źrenice robi ci dziurę w mózgu. Nie były to znowu brednie wyssane z palca. Ktokolwiek kiedyś spojrzał jej prosto w oczy nie mógł powiedzieć nic innego, niż "wow". Włosy z przodu miała trochę krótsze, pozostałość po grzywce zrobionej w wieku ośmiu lat.  Różniła się trochę od reszty dziewczyn w pociągu, ponieważ nie miała na sobie spódnicy, tylko czarne obcisłe spodnie i białą  bluzkę, co w połączeniu z jej czarnymi włosami i oczami dawało dość zadziorny wygląd. Miała jedenaście lat i po raz pierwszy jechała do Hogwartu. Do tej pory to wszystko wydawało jej się dziwne. Wychowywała się w mugolskim sierocińcu, więc wcześniej nic nie wiedziała o swoich zdolnościach. W te wakacje po raz pierwszy miała styczność z magią. Trochę się zdziwiła, gdy do drzwi sierocińca zapukał długobrody starzec ubrany w sukienkę oznajmiając jej, że jest czarownicą. Mogła powiedzieć trochę więcej. Ona dość MOCNO się zdziwiła. Ale nie codziennie przecież ludzie dowiadują się, mają magiczne moce. 
W tej chwili z trudem poruszała się po zatłoczonym pociągu. Po drodze mijała roześmianych uczniów starszych klas. Widać, że nie po raz pierwszy jadą do Hogwartu. Szukając wolnego przedziału zobaczyła w jednym dwóch chłopców, postanowiła się do nich dołączyć. Skoro nie ma pustego, to najwyższy czas poznać jakiś ludzi. 
- Cześć- powiedziała, gdy lekko otworzyła drzwi przedziału - mogę się do was przysiąść? Wszędzie tak dużo osób. A nie chcę siedzieć z jakimiś starszakami - starała się, aby jej głos brzmiał czysto i pogodnie. Bardzo się obawiała spotkania z innymi uczniami. 
- Tak, jasne, siadaj - powiedział ten, który siedział bliżej drzwi. Miał płomiennorude włosy, mnóstwo piegów i wielkiego, szarego szczura na kolanach. Nina wzdrygnęła się na widok zwierzaka, nie przepadała za szczurami. Ale cóż, chyba trzeba się przyzwyczaić do dziwactw. 
- Dzięki. Jestem Nina , a wy? - przedstawiła się. Powoli wciągnęła do przedziału swój szkolny kufer i zamknęła za sobą drzwi. Odetchnęła z ulgą. Pierwsze koty za płoty. Jeszcze tylko dziesięć miesięcy. 
- Jestem Harry Potter, - przedstawił się chłopak, który zdaniem Niny wydawał się trochę nieśmiały. Miał takie jak ona, kruczoczarne włosy, drobną sylwetkę i duże, zielone oczy ukryte za szkłami okularów - a to Ron Weasley - wskazał na rudzielca.
- Harry Potter... znajome nazwisko. Gdzieś je słyszałam - powiedziała dziewczyna. Poznała nazwisko chłopca na ulicy Pokątnej, gdy robiła zakupy do szkoły. Nie bardzo pamiętała, ale chyba było to w jakiejś księgarni. 
- Trochę mnie to nie dziwi - westchnął zielonooki i wlepił wzrok w swoje buty, które były na niego o kilka numerów za duże.  
- Pomóc ci z kufrem? - zapytał Ron zmieniając temat i powierzając swojego szczura w ręce Harry'ego. 
- Nie, dzięki. Poradzę sobie - odpowiedziała. - Może mnie nie przygniecie - dodała ze śmiechem.  Kufer był dla Niny trochę za ciężki, więc wyciągnęła swoją nową różdżkę. Ćwiczyła trochę w wakacje, więc sądziła, że może jej się udać.
- Wingardium Leviosa - powiedziała.
Gdy kufer zawisnął w powietrzu i wsunął się na półkę Nina usiadła i spojrzała na zdziwione twarze swoich towarzyszy.
-Jak ty to zrobiłaś? - zapytał ją Ron unosząc do góry brwi. 
- Widzę, że ty też pierwszoroczny, co? Ćwiczyłam w wakacje. Jak się przyłożysz, to nie jest to takie trudne - zaśmiała się podrzucając różdżkę do góry i łapiąc ją jedną ręką tuż przed swoim nosem. W towarzystwie Harry'go i Rona czuła się już odrobinę swobodniej. Gdy tylko kupiła na ulicy Pokątnej podręczniki od razu przebrnęła przez połowę zaklęć, jakie się w nich znajdowały. Codziennie cieszyła się jak małe dziecko, gdy coś się jej udało. 
-Pewnie twoi rodzice cię tego nauczyli, mi mówili, że mam się uczyć wszystkiego w szkole. Nawet nie pozwolili mi wypróbować różdżki - powiedział z wyrzutem Ron, który spowrotem odebrał swojego szczura od Harry'ego.
Te pytanie zaskoczyło Ninę. Miała nadzieję, że chociaż w nowej szkole nie będą jej wytykać palcami sieroctwa. Fakt, w poprzedniej szkole miała przyjaciół, ale były to głównie osoby z sierocińca. Lucas, Emily, Thomas. Ale dzieciaki z dobrych rodzin raczej nie chciały się z nimi trzymać. Miała nadzieję, że tutaj będzie inaczej. Przez chwilę się nie odzywała i patrzyła w okno swoimi pięknymi czarnymi oczami. Postanowiła jednak się odezwać i spróbować nie przejmować się swoim problemem.        
 - Ja nie mam rodziców - wymamrotała trochę niewyraźnie. 
- Przepraszam... nie wiedziałem - dodał ze skruchą Ron. 
- Nic się nie stało, wychowałam się w mugolskim sierocińcu. Moj ojciec zostawił mnie i mamę jak się urodziłam, mama zginęła gdy miałam dwa lata. W sumie to... nie jest tak źle. Rodziców nie pamiętam, a w sierocińcu nie mamy takiego złego życia. Najgorsza jest nasza dyrektorka, wredny babsztyl - powiedziała Nina. Chciała rozładować trochę napiętą atmosferę. 
- A tak wogle, to nie znam twojego nazwiska - zauważył Harry.
- Riddle. Wiem, ZAGADKA ze mnie - chłopacy lekko się uśmiechnęli. Co jak co, ale z jej nazwiska zawsze był śmiech. Ale Nina nauczyła się sama z tego śmiać i obracać w żart.
- Pottera już znam. A ty Ron? - dodała. 
- Weaesley - powiedział rudzielec.
- Też gdzieć słyszałam. Na Pokątnej rozmawiałam z takim jednym. Mówił coś o Weaesley'ach - Nina za późno ugryzła się w język. Tamten chłopak dość niemiło mówił o rodzinie Rona. Coś o zdrajcach krwi i tym podobne. 
- Serio? A co mówił? - dopytywał się Ron.
- Mówił, że... nie pamiętam dokładnie. Coś o... twoim ojcu? - dzieczyna nic lepszego nie wyjaśniła. Miała nadzieję, że nie palnęła czegoś bez sensu.
- Mój tata pracuje w ministerstwie. To pewnie syn jakiegoś jego kolegi z pracy. 
- Tak, pewnie tak - Nina nie bardzo wiedziała o czym zacząć rozmowę. Nie była dobra w szybkim nawiązywaniu kontaktów. Od pierwszej klasy chodziła do szkoły nr 5 w Londynie i nigdy jeszcze nie zdarzyło jej się zawrzeć więcej niż dwie znajomości na jeden raz. Do tego obawiała się tego, że przez dziesięć miesięcy będzie mieszkać w internacie. 
- Jaką masz różdżkę? - zaczął Harry. Dziewczyna w duchu podziękowała mu za to, że nie muszą siedziec w ciszy. 
- Czarny bez, łza feniksa, dziesięć cali, a ty? - zwróciła się do bruneta.
- Czarny bez?! - prawie krzyknął Ron, który wstał ze swojego miejsca i gapił się na nią szeroko otwartymi oczami. 
- Coś nie pasuje? Co w tym złego, że...
- To przeklęta różdżka. Już myślałem, że nie robi się ich z czarnego bzu. Będziesz miała  pecha, i to wielkiego. Nawet nie wyobrażasz sobie... - opowiadał przyciszonym tonem rudzielec.
- Ron! To tylko drzewo! Co za różnica, czarny bez, winorośl, dąb czy cokolwiek innego.  Jedyna różnica to to, że inaczej wyglądają - westchnęła dziewczyna.
- Jest dużo różnic, na przykład winorośl jest giętka. Każde drzewo ma jakby swoje odzwierciedlenie, duszę. To dlatego takie ważne jest, za jakiego została wykonana twoja różdżka... - Ron mówił to z dumą, w końcu tylko on z ich trzech miał wcześniej do czynienia z magią.
- O czym możemy rozmawiać, żeby się nie kłócić? Ja was proszę. Nie chcę już pierwszego dnia mieć wrogów w szkole - przerwała mu Nina.
Zaledwie skończyła mówić, a drzwi przedziału gwałtownie się otworzyły. Stanęła w nich niewysoka dziewczyna z kasztanowymi włosami. Była już przebrana w szaty szkolne Hogwartu. 
- Ale tu tłok - powiedziała. - O, ty pewnie jesteś Harry Potter - odezwała się i spojrzała na Harry'ego.
- Tak, to ja - odpowiedział wlepiając wzrok w podłogę. Widać było, że zielonooki nie lubił, gdy wszyscy go rozpoznawali. 
- Jestem Hermiona Granger. A wy to kto? - dziewczyna zwróciła się do pozostałej dwójki. 
- Jestem Nina Riddle, a to Ron Weasley - odpowiedziała Nina. Ta Hermiona wydawała jej się jakaś dziwna. 
- Coś czarujecie? - zapytała, gdy zauważyła wyciągniętą różdżkę Niny. Dziewczyna zapomniała jej schować do kieszeni. 
- Nie, Nina tylko wkładała swój kufer na półkę. Ty też pierwszoroczna? - powiedział Harry.
- Tak... Nie widzieliście gdzieś ropuchy? Neville zgubił swoją.
- Rupuchy? - zapytała zdziwona Nina i chwyciła się za głowę. - Jeju, szczury, ropuchy, a może jeszcze węże zaczniecie ze sobą nosić? 
- W czarodziejskim świecie to normalne. Za to noszenie takich spodni raczej nie - powiedział trochę urażony Ron.
- Ej! Moje spodnie są normalne! - powiedziała Nina udając obrażoną. 
- Dla mugoli może i tak - odparł rudzielec.
- Jakbyś nie wiedział, dobiero od miesiąca wiem o czarodziejach. Dla mnie to wy nie jesteście normalni. Prawda, Harry? 
- W sumie racja - uśmiechnął się Potter.
- Radzę wam założyć czarne szaty, niedługo wysiadamy - wymianę zdań przerwała Hermiona.Po tych słowach wyszła z przedziału zostawiając ich znowu we trójkę. Zaczęli wciągać na swoje ubrania czarne szaty uczniów Hogwartu.
- Już się nie mogę doczekać kiedy zobaczę Hogwart - zabrała głos Nina. 
- Tak, ja też - odpowiedział Harry.
- Do jakiego domu chcielibyście trafić? - zapytał Ron, któremu najwyraźniej znudziło się obrażanie. W sumie to dobrze.
- Co? - zapytali jednocześnie Nina i Harry. Nigdy nie słyszeli o żadnych domach. 
- Ach, no tak. Nikt wam nie opowiadał o Hogawarcie. Są cztery domy, Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Gryff jest najlepszy, moja cała rodzina w nim była - powiedział z dumą Ron. - Na miejscu wam wszystko wytłumaczą. Ale nie radzę wybierać się do Slytherinu, tak kończą same dupki. 
- A jak trafię do Slytherinu? - zapytała Nina.
- To... Posłuchaj, sytuacja jest taka. W Slytherinie lądują same dzieciaki z czystą krwią. Wszyscy Ślizgoni mają jakąś obsesję na punkcie czystości krwi. Pozostałe domy nie za bardzo ich lubią. Jedynie Krukoni zachowują z nimi jako takie stosunki. 
- Nie mógł być taki jeden wielki dom typu Gryfoslythoravohuffledor? - zapytała Nina z trudnością wymawiając ostatnie słowo.  
- Było czterech założycieli Hogwartu. Każdy chciał mieć swój dom, więc się podzielili. Długa historia. 
Zauważyli, że pociąg zaczął zwalniać. Przez okno było widać piękny zamek z wieloma wieżami i oknami oświetlony pięknymi, niebieskimi światłami. Nina aż usiadła z wrażenia, nigdy nie widziała czegoś tak pięknego. Kto by pomyślał, że ta mała, pyskata Ninka będzie się uczyć w takim magicznym miejscu? Uśmiechnęła się do siebie. Co ją czeka w nowej szkole?            
OoOoOoO
Pierwszy rozdział mamy za sobą :D Jak już pisałam w pierwszym poście, nie zrażajcie się od razu, ponieważ za kilka rozdziałów zacznie się robić ciekawie. Na początku notki będą krótsze, jednak z czasem będą długie. Następny rozdział już niedługo! ( Chociaż wiem, że i tak na razie nikt tego nie czyta ).

czwartek, 8 września 2016

Pierwszy post :D

Cześć wszystkim!
Witam na moim blogu. Mam nadzieję, że moja pisanina nie zanudzi Was na śmierć :) W pierwszym poście nie będę się od razu rozpisywać, więc w skrócie opowiem o czym będzie moje opowiadanie:
Nina, jedenastoletnia wychowanka londyńskiego sierocińca kilka tygodni temu dowiedziała się, że jest czarodziejką! Gdy pierwszego września wyrusza w podróż do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie czuje, że jej życie zmienia się o 180 stopni. Nowi przyjaciele, wrogowie, znajomi oraz wiele tajemnic, które skrywa stare zamczysko to tylko niektóre z kłopotów jakie czekają na nią w szkole. Czy podoła wyzwaniu odnalezienia się w czarodziejskim świecie? Jakie przygody czekają na nią w murach szkoły? Przeczytajcie, a się dowiecie!
Cóż, to by było teraz na tyle. Rozdział pierwszy pojawi się już niedługo! I jeszcze jedno ogłoszenie parafialne. Opowiadanie było zaczęte ponad rok temu, więc pierwsza część nie wyszła za dobrze. Będę starała się ją poprawić jak najlepiej umiem, ale nie gwarantuję, że wyjdzie mi to dobrze. Prawdziwa akcja zaczyna się w części II, ale pierwszą też mam zamiar dopracować xD 
Dobra, to teraz na tyle. Byłabym stokrotnie wdzięczna z jakąkolwiek aktywność z Waszej strony :) 
Do zobaczenia wkrótce!
CzG