niedziela, 23 października 2016

I:Rozdział 7 - Noc Duchów

Po skończonych lekcjach Nina wybiegła z zamku, aby spotkać się z Harry'm. Umówili się na spotkanie przy wyjściu na błonia, ale chłopaka jeszcze nie było. Ślizgonka usiadła na schodkach prowadzących do zamku i czekała. Obserwowała liście, które już w różnych odcieniach brązu, czerwieni i żółci opadały z drzew. Dwa, pięknie wybarwione liście spadły obok jej stóp. Wyjęła różdżkę i szepnęła zaklęcie
-Wingardium Leviosa
Jeden z nich uniósł się w powietrze i zawisnął przed jej głową. Nina to pozwalała mu opaść, to znowu podrywała go do lotu, lub po prostu dawała mu kołysać się na wietrze. Obawiała się powiedzenia Harry'emu o zwierzęciu zamkniętym na trzecim piętrze, jednak postanowiła, że musi komuś powiedzieć.
- Cześc - usłyszała głos Gryfona zza swoich pleców. Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, do jej uszu dobiegł jeszcze jeden dźwięk.
- Mówiłeś, że idziemy na błonia! Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam gadać ze Ślizgonami.
Nina odwróciła się w stronę Harry'ego i jego przyjaciela. Miała cichą nadzieję, że Harry przyjdzie z nią porozmawiać sam, bez Rona. Rudowłosy Gryfon miał straszne uprzedzenia co do Ślizgonów, więc od ceremonii przydziału unikał Niny jak ognia.
- Nina chciała mi coś powiedzieć. Jak nie chcesz, to nie musisz tu być, zaraz co ciebie przyjdę - powiedział zielonooki Gryfon, siadając obok młodej czarodziejki.
- Nie zostawię cię tu samego - wymamrotał Ron i stanął przy barierce jak najdalej od Niny. Dziewczyna nie za bardzo wiedziała, od czego zacząć swoją opowieść.
- Tylko proszę was, nikomu o tym nie mówcie. Ty też Ron. To tajemnica - powiedziała na tyle głośno, żeby Ron usłyszał. Gdy ten dowiedział się, że to ściśle tajne zaciekawiony podszedł bliżej i usiadł obok Harry'ego.
- Dzisiaj rano byłam na trzecim piętrze - wyszeptała, nachylając się w stronę Gryfonów.
- Co? - zapytali oboje zdziwieni.
- Przecież tam nie wolno. Dyrektor zakazał... - Harry otworzył szeroko oczy i popatrzył z niedowierzaniem na Ninę.
- To było przypadkiem. Filch mnie gonił. Jestem pewna, że tam jest coś ukryte. Coś bardzo cennego. Drzwi do korytarza są zamknięte, a na końcu jest ukryte pomieszczenie, w którym jest zamknięty trójgłowy pies. Siedzi na jakiejś klapie, więc na pewno czegoś pilnuje - powiedziała, patrząc wyczekująco na chłopców. Po chwili milczenia pierwszy odezwał się Harry.
- Może ci się śniło... -zaproponował.
- Idioto nic mi się nie śniło. To było naprawdę. Jak chcesz, to idź i sam zobacz - Nina poczuła się urażona, ponieważ Gryfon jej nie wierzył.
- Dobrze, wierzę ci.
- Co robiłaś w nocy sama na korytarzu? Trochę to dziwne - zabrał głos Ron, spoglądając oskarżycielsko na Ninę. Dziewczyna westchnęła.
- Był ranek. Poszłam się przejść, ale Filch zaczął mnie gonić. Już wam to mówiłam. To jak, co robimy?
- Co ROBIMY? Jeżeli chcesz nas wciągać w jakieś swoje popaprane gierki, to przepraszam, ale my się wycofujemy - zaparł się rudowłosy Gryfon.
- W sumie... to jest szkoła czarodziejów, więc... wszystko jest możliwe. Nawet trójgłowy pies pilnujący jakiejś klapy na trzecim piętrze - powiedział po chwili milczenia Harry. Zanim jednak Nina zdążyła coś dodać, ponownie się odezwał.
- Jednak nie powinniśmy się do tego mieszać. To nie nasza sprawa.
Ślizgonka popatrzyła z niedowierzaniem na Gryfona. Niemożliwe, że Harry'ego nie zainteresowała jej opowieść. Ją samą ciekawość zżerała od środka. Chciała się dowiedzieć, czego pilnuje dziwaczny stwór. Postanowiła jednak dać chłopakom spokój.
- Was... naprawdę nie ciekawi, czego on pilnuje? - zapytała z nadzieją, że Harry pomoże jej się tego dowiedzieć.
- Słyszałaś Dumbledore'a. To nie jest sprawa uczniów - odparł zielonooki i wstając ze schodów, otrzepał szatę. Po chwili obaj Gryfoni zniknęli za wejściem do szkoły. Nina udała się do lochów, aby sprawdzić, co robią Pansy, Kate i Millicenta. Po drodze uświadomiła sobie jedno. Nikomu więcej nie mogła powiedzieć o swoim odkryciu. Tymbardziej Ślizgonom.
***
Miesiąc później nadszedł upragniony przez wszystkich uczniów dzień Nocy Duchów. Nina znała to święto raczej jako Halloween. Trochę tęskniła za chodzeniem po londyńskich domach i zabawy w 'cukierek albo psikus'. Podczas ostatnich tygodni kilka razy zakradła się w nocy na trzecie piętro, jednak nie mogła już otworzyć drzwi zaklęciem. Domyśliła się, że nauczyciele domyślili się o otwarciu przez kogoś z uczniów drzwi, jednak jak na razie nikt jej tego nie zarzucał.
Podczas Nocy Duchów odbywała się uroczyska uczta w Wielkiej Sali, gdzie młoda czarodziejka zmierzała właśnie razem z Kate. Gdy obie Ślizgonki weszły do Wielkiej Sali, zaniemówiły z wrażenia. Po całym, ogromnym pomieszczeniu rozmieszczone były dekoracje w kształcie dyni, świec, nietoperzy, duchów, pająków i tym podobnych rzeczy. Wszystko podświetlone było jaskrawym światłem świec, a hogwarckie duchy zdawały się być w znacznie lepszych humorach niż zazwyczaj. Nina zauważyła nawet Krwawego Barona, który powolnie szybował tuż przy samym sklepieniu Wielkiej Sali.
- Nigdy wcześniej go nie spotkałam - powiedziała Kate do Niny, wskazując na ducha zamieszkującego lochy.
- Ja raz - odpowiedziała młoda czarodziejka, zajmując miejsce przy stole Ślizgonów. Kątem oka zauważyła, że Prawie Bezgłowy Nick mruga do niej jednym okiem przelatując nad potrawami podanymi na stole Ravenclavu.
Gdy dyrektor rozpoczął swoje przemówienie większość Ślizgonów, w tym Nina, nudziła się tak bardzo, że niektórzy zaczęli podjadać potrawy znajdujące się na stole. Jednak gdy młoda czarodziejka zerknęła na drugi koniec sali, zauważyła, że Gryfoni z zainteresowaniem przyglądają się Dumbledore'owi.
- Gdzie jest Draco? - usłyszała szept po swojej prawej stronie. Pansy i Millicenta wymieniły zaniepokojone spojrzenia. Nina rzeczywiście dopiero teraz spostrzegła, że dzisiaj nigdzie nie widziała blondyna. Jednak po gruntownej obserwacji stołu Ślizgonów dostrzegła Malfoy'a. Zaśmiała się w duchu, ponieważ dziewczyny albo są kompletnie ślepe, lub zbyt przejęte Nocą Duchów, aby zauważyć chłopaka.
- Nie panikuj, właśnie wychodzi - Nina wskazała Pansy Draco, który właśnie opuszczał Wielką Salę. Pansy spojrzała pytająco na Ninę, ta jednak tylko wzruszyła ramionami.
Przez następne pięć minut dziewczyny zapomniały o dziwnym zachowaniu Draco. Nagle drzwi Wielkiej Sali gwałtownie się otworzyły, a do środka wbiegł krzyczący wniebogłosy, zdyszany profesor Quirrel
- Ratujcie! W lochach... - nauczyciel zrobił się lekko zielony na twarzy i z przerażeniem wyrytym na twarzy osunął się na podłogę. Wśród uczniów powstało ogromne zamieszanie. Wszyscy wstali od stołów i zaczęli wpadać jeden na drugiego.
- Cisza! - ryknął Dumbledore, a cała sala zamilkła. Było słychać tylko ciche jąkanie profesora Quirrela. Zanim ktokolwiek zdążył do niego podbiec, nauczyciel zemdlał.
To ma być nauczyciel? Nawet my, pierwszoroczni nie jesteśmy tacy tchórzliwi. Czego on tak się przestraszył? - pomyślała Nina, stając na ławie, aby cokolwiek widzieć.
Do profesora podbiegła McGonagall. Quirrel po odzyskaniu przytomności wyszeptał coś do niej. Rekcje uczniów na panikę Quirrela były przeróżne. Jednidosłownie cali dygotali ze strachu, natomiast starsi Ślizgoni drwili z nauczyciela obrony przed czarną magią. Nina przecisnęła się przez ogromny tłum uczniów i podeszła do Harry'ego. Może nie byli w najlepszych stosunkach, ale chciała go zapytać, co o tym wszystkim sądzi. Istniało przecież duże prawdopodobieństwo, że to ma związek z zamkniętym pomieszczeniem na trzecim piętrze.
Zanim jednak zdążyła się odezwać, wicedyrektorka podniosła głos i zwróciła się do prefektów, którzy podeszli bliżej niż większość młodych czarodziei
- Wszyscy uczniowie mają się znaleźć w swoich dormitoriach! Ślizgoni zostają w Wielkiej Sali!
Nina zwróciła się zdziwiona do Harry'ego.
- Co to ma do cholery by...
- Co się...- przerwał jej Ron.
- Draco! - pomyślała, ale po spojrzeniu Rona wywnioskowała, że chyba powiedziała to na głos.
- On o niczym nie wie. Idziecie ze mną? - dodała. Nie lubiła opryskliwego Ślizgona, jednak czuła, że powinna go ostrzec o tym, co mówił, a raczej wyjąkał, Quirrel.
- Do tej szumowiny? W życiu. - Ron wzruszył ramionami – Mówiłaś, że go nie lubisz.
- Nie lubię, ale też nie chcę, żeby został pożarty przez jakiegoś.... coś tam. Pa, spotkamy się potem.
- Czekaj... chciałaś coś ode mnie? - zapytał Harry, łapiąc ją za rękaw szaty.
- Tak... później pogadamy - odpowiedziała wymijająco i pobiegła w stronę lochów
Dziewczyna przecisnęła się przez grupę Krukonow zmierzających do dormitoriów i pobiegła w stronę lochów. Wszyscy Ślizgoni zostali w Wielkiej Sali, bo ich dormitoria znajdowały się właśnie w podziemiach Hogwartu. Dziewczyna na początku nie była z tego zadowolona, ale z czasem się przyzwyczaiła do ciemności panującej w lochach. Nina zatrzymała się przy rozwidleniu korytarzy. Nagle z jednego wydobył się krzyk. Dziewczyna nawet nie pomyślała, że Draco umie tak głośno wrzeszczeć. Pobiegła w stronę głosu. Na końcu korytarza, przy wejściu do pracowni eliksirów stał, a raczej leżał i pełzał wielki lśniący wąż, lecz nie był on zwykłym, ogromnym stworzeniem. Nina nie była nawet pewna, czy jest zwierzęciem. Wąż zamiast łusek miał pancerz, nie wiedziała, jak można to nazwać, wykonany z ognia. Stworzenie było wielkim wężem pokrytym lub stworzonym w całości z ognia. Za potworem, wciśnięty w róg korytarza stał Malfoy. Nina miała wielką ochotę zostawić go na pastwę losu, ale nie chciała mieć go na sumieniu. Nie bardzo wiedziała, co mogła w tej sytuacji zrobić, ale postanowiła, że spróbuje uratować Draco ten jego za bardzo Ślizgoński tyłek.
***
Draco stał wciśnięty w róg korytarza, a płomienie z pyska węża prawie go dosięgały. Nina miała już różdżkę w dłoni, gdy olbrzymi łeb potwora odwrócił się i utkwił przenikliwe spojrzenie w Ślizgonce. Draco natomiast dalej obserwował rozwój sytuacji i nawet nie sięgnął po różdżkę.
- Wingardium Leviosa- powiedziała Nina, wskazując na kilka cegieł leżących na podłodze, a one wzleciały w górę i zawisły nad wężem. Ślizgonka cofnęła zaklęcie, a kamienne cegły spadły prosto na łeb potwora. Jednak nie przyniosło to oczekiwanego przez Ninę rezultatu. Wąż jedynie rozwścieczył się jeszcze bardziej. Podpełzł bliżej młodej czarodziejki i zasyczał gniewnie. Nagle Ninę olśniło. Przecież wąż to ogień. Czy jednak uda jej się wykonać zaklęcie, które mieli przerabiać na lekcji dopiero pod koniec roku szkolnego?
- Aqamenti! - krzyknęła, jednak z jej różdżki nie wypłynął, jak się spodziewała strumień wody.
- Aquamenti! - spróbowała po raz drugi, tym razem udało jej się wyczarować malutką strużkę wody, która trafiła węża prosto w jedno z wściekle żółtych oczu. Stwór zasyczał gniewnie, a Nina miała teraz ostatnią szansę, może jej się uda?
- AQUAMENTI!!! - udało jej się. Wąż odpełzł na parę kroków od Niny, ale jednak i tam dosięgnęło go zaklęcie Ślizgonki. Potworny, głośny syk wypełnił lochy. Po chwili po stworze został tylko mały obłoczek pary wodnej unoszącej się nad posadzką. Spojrzenia Niny i Draco zetknęły się. Ślizgon podszedł powoli do Ślizgonki. Jego usta poruszały się, ale nie wydawały żadnego dźwięku, po chwili milczenia powiedział
- D...dzięki
- Oh, nasz Draconek się przestraszył, może mam zawołać mamusię?
- Czemu po mnie wróciłaś? - Malfoy odzyskał pewność siebie
- A jak myślisz?
- Może... Ninka martwi się o znienawidzonego Draco?
- Aż tak nisko nie upadłam, gamoniu. Po prostu nie chciałam potem mieć wyrzutów sumienia, jakbyś przypadkowo zemdlał ze strachu na widok.... tego czegoś.
W tym momencie Ślizgoni usłyszeli kroki dobiegające z drugiej strony korytarza. Po chwili pojawiły się w nim dwie postacie. Dyrektor Dumbledore i profesor McGonagall. Na widok uczniów zatrzymali się, jednak po chwili stali już przed młodymi czarodziejami.
- Riddle.... Malfoy? Mogę wiedzieć, co to ma znaczyć? Jak się tu znaleźliście, przecież Ślizgoni mieli zostać w Wielkiej Sali pod okiem profesora Snape'a. - zapytała ich McGonagall
- Pani profesor... my nie chcieliśmy... ale z drugiej strony lochy są już bezpieczne – Nina odpowiedziała nauczycielce.
- Jakim prawem wasza dwójka opuściła Wielką Salę? Mogliście tu zginąć. Ogniomioty syberyjskie są bardzo niebezpieczne. Teoretycznie powinniście dostać po tydzień szlabanu... ale w związku z tym, że nic się wam nie stało, odejmuję dziesięć punktów...
- Nie... aż tyle? Proszę pani... - protestowała Nina
-… każdemu z was – kontynuowała nauczycielka – Ale... - spojrzała na obłok pary wodnej w korytarzu – które z was rzuciło Aquamenti?
- Nina, j...ja nic nie zrobiłem, naprawdę...- wyjąkał Draco
- W takim razie – znowu przemówiła McGonagall – dodaję dziesięć punktów dla panny Riddle, za perfekcyjnie wykonane zaklęcie i... trochę szczęścia. Wracajcie do dormitorium, a w przyszłości proszę was, stosujcie się do poleceń nauczycieli.
Nina i Draco ukłonili się nauczycielom, a w zasadzie tylko Nina, bo Malfoy przeszedł obok nich obojętnie. Już po chwili wchodzili do pokoju Ślizgonów.
- Nina – Draco powiedział do Ślizgonki – Dzięki.
- Malfoy'owie nie dziękują zbyt często, prawda?
- W sumie to... - zaczął, lecz Nina nie dała mu dokończyć
- W takim razie... doświadczyłam wielkiego zaszczytu, nie sądzisz?
- Rety, Nina. Weź się nie dąsaj. Zgoda? - powiedział, wyciągając w jej kierunku dłoń. Nina niepewnie na nią popatrzyła, a potem stalowo-szare tęczówki Draco zetknęły spojrzenie z jej czarnymi jak noc oczami. Uścisnęli sobie dłonie i ku zaskoczeniu Niny, Ślizgon powiedział
- Wiesz, że masz bardzo ładne oczy?
- Może i mam, nikt nigdy jeszcze nie powiedział mi tego wprost.
- To wygląda na to, że zostaliśmy przyjaciółmi...
- Hola! Do przyjaciół nam jeszcze trochę brakuje. Ale... zgodzę się na znajomych, nie wrogów. - Wiem, jak zachowujesz się względem Gryfonów, i nie myśl sobie, że się do ciebie przyłączę.
- No wesz ty co... chyba się łobrażę... - powiedział Ślizgon wywracając oczami
- A jednak nasz Malfoy ma poczucie humoru. No cóż, muszę się z tym pogodzić.
Ich rozmowę przerwali Crabbe i Goyle, którzy właśnie weszli do pokoju wspólnego. Oczywiście, jak to często już bywało w przypadku tej dwójki, z rękami pełnymi jedzenia z Wielkiej Sali.
- Gdzie wy się pałętacie? - zapytał ich Draco
- My... tam, gdzie wszyscy – odpowiedział mu Goyle
Spojrzenia Draco i Niny znowu się zetknęły. Nina powstrzymała się, aby nie parsknąć śmiechem, jednak Malfoy już nie zapanował nad tym odruchem.
- Wiesz co, Goyle – Ślizgonka odwróciła wzrok od Draco – chyba jednak nie wszyscy. My... to znaczy Draco, ja tu tylko przypadkiem. Na drugi raz trochę lepiej go pilnujcie, bo nie zawsze znajdzie się ktoś, kto go uratuje.
Nina zostawiła patrzących bez słowa Crabbe'a i Goyle'e oraz Draco, który siedział spokojnie w fotelu i przysłuchiwał się wypowiedzi Niny, a sama udała się do swojego dormitorium.
Niedługo potem usłyszała odgłos wielu kroków starszych i pierwszorocznych Ślizgonów. Czyżby czas aż tak szybko minął? Przecież niedawno było południe.
- Nina, idziesz? - usłyszała głos Pansy, która stanęła w drzwiach – Gramy w szachy, butelkę, a starsi w eksplodującego durnia. Będziesz tu sama siedziała?
- Idę, idę. Mnie nie może ominąć taka zabawa. - odpowiedziała i szybko pobiegła za zbiegającą ze schodów Pansy.
Cały pokój wspólny był zapełniony Ślizgonami. Nina przysiadła się do małej grupki grającej w butelkę. Byli w niej Draco, Blaise Zabini, Pansy i Kate. Przez ponad dwie godziny grali, śmiali się i rozmawiali. Oczywiście, nie grali na pocałunki w usta, tylko przytulenia, cmoknięcia w policzek. Nina po raz pierwszy czuła się dobrze w towarzystwie Ślizgonów. Czyżby naprawdę do nich pasowała? Nigdy nie mogła lub nie chciała zobaczyć ich prawdziwego oblicza. Zawsze miała inne zdanie o swoich kolegach z domu. A może jednak tiara się nie pomyliła? W tej chwili zapomniała o wszystkich problemach, była po prostu szczęśliwa.

3 komentarze:

  1. Heeej!
    To może na początek ja się przedstawię, jestem Maddie, a tak na prawdę Magda. Trafiłam tu przez facebooka, ale blogger nie jest mi już obcy. Sama piszę bloga o HP, konkretnie o Dramione które kocham ♡
    Co do twojego opowiadania to jest bardzo fajne. Podoba mi się i będę tu zaglądać. Ciekawa jestem co będzie dalej...
    A może ty wpadniesz do mnie? Chciałabym znać twoją opinię o mnie (wiem ostatni rodział był dawno ale już go kończę i dodam w sobotę) i mojej historii.
    Pozdrawiam ♡
    Maddie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała ja... zapomniałam podać ci linka xD
      Wybacz mi, niestety tak mam :)

      http://hermiona-i-draco-dramione.blogspot.com

      Całuję :*

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz *.* Jej, pierwszy na tym blogu!
      Zajrzę na Twojego bloga, chociaż szczerze mówiąc, to Dramione nie jest moim ulubionym parringiem z HP :) Jednak na 100 % zajrzę. Może nie w najbliższym czasie, ale postaram się jak najszybciej :) Jeszcze raz dziękuję za komentarz i cieszę się, że moje opowiadanie się podoba! Udostępniam je także na Wattpadzie oraz fanfiction.net. Jeżeli nie masz konta na Wattpadzie - polecam Ci założyć. W życiu bym nie pomyślała, że mogłabym mieć tylu fanów pod swoim opowiadaniem :)
      Pozdrawiam i życzę weeeny do dalszego pisania!
      CzG

      Usuń